Co z tym sukcesem?

z 5 komentarzy

boks, sukces, zwycięstwo

Czasem przychodzi taki moment, że człowiek musi się uzewnętrznić. Taki mały ekshibicjonizm. Niegroźny, ale nadzwyczajnie oczyszczający. Ostatnio zastanawiałam się nad odniesieniem sukcesu. Gdy w końcu coś udaje, jesteś zadowolony, przepełnia cię energia i samozadowolenie. To jest naprawdę miłe uczucie.

Prowadzę bloga drugi miesiąc. Oczywiście to nie wyczyn i właściwie jestem jeszcze dzieckiem w blogosferze w porównaniu z tymi, którzy zajmują się tym od lat. Sądziłam, że gdzieś tak po pół roku może doczekam się pierwszego komentarza, a profile społecznościowe będą oblegane tylko przez moich znajomych. Tak wiem, trochę mało w siebie wierzę, ale czasem lepiej nie nastawiać się na zbyt wiele. Wtedy upadek mniej boli.

Ale okazało się, że jednak moje wpisy komuś się podobają i przydają. Dostałam kilka wiadomości zwrotnych: „jesteś świetna!”, „kocham twoje wpisy”, czy „motywujesz mnie do pisania”. Widząc te wirtualne słowa na ekranie laptopa od osób, których nigdy na oczy nie widziałam szczerzę się jak wariatka. Bo to małe sukcesy, które motywują.

Jednak jak zwykle odezwała się we mnie racjonalna natura (cóż, zodiakalne wagi tak mają) i spytała: co dalej?

Dobre pytanie.

Wielu ludzi marzy o sukcesie. O tysiącach fanów, którzy będą ich wielbić, przychodzić na spotkania z nimi, słuchać ich muzyki, czytać ich książki, czy też podziwiać obrazy przez nich namalowane. I nie będę oszukiwać. Ja też o tym marzę. No, może nie o paparazzi. Jakie to byłoby cudowne, gdyby książka, którą (może kiedyś) wydam odniesienie sukces. Ale wtedy jak natrętny owad pojawia się pytanie: co dalej?

Dalej czeka ciężka praca. Czasem nawet cięższa niż ta, którą dotychczas zrobiłeś. Bo nie można zawieść tych, których do siebie przekonałeś. Nie możesz osiąść na laurach, bo stracisz wszystko to, co zdobyłeś.

Będąc mądrym przez trzy lata, można się zbłaźnić w jednej minucie.

przysłowie wietnamskie

Bo sława na pstrym koniu jeździ. Te pięć minut chwały znika jak kamfora. Pozostaje tylko kolejna historia do napisania, kolejne miesiące szukania informacji, pisania, poprawiania, wysyłania do wydawnictw. Kolejne miesiące użerania się z własnym lenistwem, czy niechęcią do po raz entego czytania tego samego tekstu.

A ty jak myślisz? O co chodzi z tym sukcesem?

Photo: pixabay.com

Monika Syminowicz

Monika Syminowicz

Uwielbia łączyć fantasy w thrillerem, ale równocześnie jest przeciwniczką wykorzystywania utartych postaci fantastycznych. Weteranka kursów pisania, które pozwoliły jej spojrzeć na teksty z innej perspektywy, dzięki czemu z każdym dniem udoskonala swój warsztat.
Monika Syminowicz

Latest posts by Monika Syminowicz (see all)