Jak ukryć antagonistę przed czytelnikami?

z Brak komentarzy

jak ukryć antagonistę przed czytelnikami

Każda książka opowiada historię określonego bohatera głównego, którego oczywiście znamy od samego początku. W końcu to jego opowieść, nieprawdaż?

Ale…

Czy czytelnik musi znać antagonistę od samego początku?

I nie chodzi mi o to, że kompletnie nie wiemy z kim główna postać ma się zmierzyć, bo przeciwstawna siła zawsze musi być. Jednak niekoniecznie czytelnik musi znać z imienia i nazwiska głównego antagonistę. Nawet pomniejsi przeciwnicy mogą zostać zakamuflowani przed wzrokiem zarówno pozytywnych bohaterów, jak i czytelników.

Najbardziej widać to w kryminałach, gdzie wiesz, że złą osobą jest jakiś przestępca, morderca jednej osoby, czy też seryjny zabójca. Gdzieś on tam krąży, ale kim naprawdę jest? Jak ma na imię? Czy posiada rodzinę? A może jest samotnikiem? Czekasz prawie do końca, żeby poznać jego prawdziwą tożsamość.

I to jest ekscytujące.

Główny bohater staje w szranki ze złem, które nie jest zdefiniowane. Dlatego nie zawsze trzeba od razu zdradzać kim jest antagonista. Nie wszystko musi być jasne od samego początku. Może warto ukryć przeciwnika głównego bohatera, by zaskoczyć nie tylko postać, ale również czytelników?

Tylko jak to zrobić?

Jest na to kilka sposobów.

Czy ja zawsze muszę być brzydki?

Utarło się, że złe charaktery straszą swym wyglądem na odległość. Nie trzeba szukać daleko, wystarczy spojrzeć na bajki, zwłaszcza Disney’a. Macochy i złe siostry Kopciuszka, Urszula z Małej Syrenki, nawet złe zwierzęta w bajkach są brzydkie, np. Skaza – wuj Simby z Króla Lwa.

Jest to w nas tak głęboko zakorzenione, że nawet pisarzom zdarza się nadawać czarnym charakterom paskudne cechy fizyczne. Ja sama nie raz złapałam się na tym, że przeciwnik lub przeciwnicy głównego bohatera dostawali etykietkę brzydki.

A co, jeśli antagonista będzie piękny i szarmancki? Co, jeśli będzie potrafił swoją charyzmą i ujmującą osobowością przyciągać uwagę ludzi? Zły człowiek nie zawsze musi szukać odosobnienia. Wręcz przeciwnie, bo kto by podejrzewał księcia Hansa z Krainy Lodu, że jest złem wcielonym? Przecież to dobry chłopak, opiekował się królestwem, martwił się o Annę. Jednak w rzeczywistości był tym, którego powinno się bać najbardziej.

Nie wszystko złoto, co się świeci, prawda?

Mam słabości, ale to nie oznacza, że nie ugryzę

Pisałam, że antagonista musi być silniejszy od głównego bohatera, bo wtedy nasza postać ma motywację by walczyć i przy okazji nie miała zbyt lekko.

 

Jednak, nie oznacza to, że antagonista nie może mieć słabości. Wcale nie musi być wysportowanym typkiem, który pokonuje kilka osób jednym ciosem. Równie dobrze może być przykuty do wózka, jak Dr Wells we Flashu. Słabość Dr. Wellsa (przynajmniej póki wszyscy myślą, że jest niepełnosprawny) jest jednocześnie jego atutem, bo najciemniej jest zawsze pod latarnią.

Jestem niegroźny, ale czy na pewno?

Jestem słaby, ale nie fizycznie, lecz psychicznie. Właściwie można by było powiedzieć, że antagonista jest fajtłapą, nie radzi sobie w życiu, wręcz boi się wszystkiego. Przykład takiego czarnego charakteru mamy w pierwszej części o Harrym Poterze – Profesor Quirrel.

Czy człowiek, który nieustannie jąkał się i bał wszystkiego dookoła mógł być naczyniem dla Voldemorta? Raczej mało kto go podejrzewał.

Dobrym przykładem takich uników był Diego de la Vega, który w przebraniu Zorra walczył z żołnierzami i ratował uciśnionych. Oczywiście, Zorro nie jest złym charakterem, lecz jest doskonałym manipulantem, bo gdy nie nosi maski jest fajtłapowatym i tchórzliwym mężczyzną. Nasz antagonista też taki może być. Pośród ludzi człowiek nic nie warty uwagi, poza sceną życia przebiegły przeciwnik.

Może ci pomogę?

Złoczyńca, który pomaga głównemu bohaterowi?

Dlaczego nie?

Pamiętasz Dr. Wellsa z Flasha? Właśnie to on był przeciwnikiem, ale jednocześnie mentorem i przyjacielem. Uczył go opanowania mocy, doradzał. Tak samo Hodge z Miasta kości autorstwa Cassandry Clare. Dla głównej bohaterki (zresztą nie tylko dla niej) był mentorem i nauczycielem. To od niego dowiaduje się o świecie Nocnych Łowców, więc dlaczego ktoś miałby go podejrzewać, że stoi po stronie zła?

Osobiście uważam, że ten sposób jest najlepszy by schować złoczyńcę przed bohaterem, ale również przed czytelnikami. Zazwyczaj tak zakamuflowaną postać czytelnicy zdążą polubić, bądź się do niej przyzwyczaić i nadać łatkę: ten dobry/ta dobra.

Wtedy pisarze mogą zaskoczyć wszystkich wokół, pokazać figę i powiedzieć – mam jeszcze kilka asów w rękawie.
Oczywiście, główny złoczyńca nie musi być głęboko schowany jak to jest w przypadku Profesora Quirrela, czy też Hodga, ale tych pomniejszych warto chować, bo przecież lubimy być zaskakiwani.

Zaskoczmy też czytelników.

Zdjęcie: unsplash.com

Przeczytaj pozostałe artykuły o antagoniście:

Monika Syminowicz

Monika Syminowicz

Uwielbia łączyć fantasy w thrillerem, ale równocześnie jest przeciwniczką wykorzystywania utartych postaci fantastycznych. Weteranka kursów pisania, które pozwoliły jej spojrzeć na teksty z innej perspektywy, dzięki czemu z każdym dniem udoskonala swój warsztat.
Monika Syminowicz

Latest posts by Monika Syminowicz (see all)