Kurs kreatywnego pisania – warto? Cz.4

z 1 komentarz

Kolejna odsłona rozważań nad tym, czy warto zapisać się na kurs kreatywnego pisania. A jeszcze o wszystkim nie powiedziałam. Mówiłam o strachu przed rozpoczęciem kursu, o tym, że czułam się na kursie jak u siebie w domu, o zadawaniu pytań dotyczących pisania, które dręczyły mnie od dłuższego czasu, ale również kursy zmieniły postrzeganie mojego pisania, przez co okazjonalne pisanie stało się pasją życia. Natomiast w dzisiejszym wpisie opowiem o osobach, które spotkałam na kursie.

O ludziach, bez których kurs w ogóle by nie istniał.

Tak jak w szkole byliśmy podzieleni na uczniów i nauczyciela, ale na tym kończy się podobieństwo z tradycyjną szkołą. Nie siedzieliśmy w ławkach od tej do tej godziny, ale w swoim łóżku, na kanapie przed telewizorem, przy swoim biurku w domu. W dodatku o takiej porze, która nam pasowała. Oczywiście mieliśmy wykłady, ale czytaliśmy je wtedy, kiedy nam pasowało. Ćwiczenia również mieliśmy do wykonania, ale dawano nam na to tydzień czasu. Spokojnie można przez ten okres coś napisać.

I co najważniejsze: rozmawialiśmy ze sobą jak równy z równym. Na kurs zapisali się ludzie w różnym wieku, ale nikt nie pisał do siebie Pan czy Pani. Nikt się nie wywyższał, bo nie miał po co. Wszystkich interesował rozwój warsztatu pisarskiego i nic poza tym.

Przez osiemnaście tygodni spotkałam niezwykłych ludzi o ciekawych osobowościach, którzy pisali na różne tematy całkowicie odmiennym stylem. Każdy z nich był unikatowy, nikt nikogo nie podrabiał.

Mimo, że chcieliśmy rozwijać swoją pasję, to każdy z nas miał inny sposób na postrzeganie swojego warsztatu pisarskiego.

Spotkałam Olgę, która napisała teksty pokazując, że potrafi napisać z lekkością mroczną powieść jak również bajkę, przy której poczułam się jak dziecko. Miałam możliwość czytania teksty Pauliny (aż przez dwa kursy) o rodzinnych tajemnicach i dramatach, mimo że nie przepadam za takimi klimatami, ale bohaterowie jej tekstów byli tak niezwykli, że trudno o nich zapomnieć. Tomasza i jego tekstach, przy których uśmiałam się co nie miara. Dorotę, która z lekkością wprowadziła mnie w świat Iranu.

Mogłabym wymieniać tak w nieskończoność.

Kurs to nie tylko poprawa warsztatu pisarskiego, ale także ludzie, nowe znajomości, które mogą zaowocować czymś nie przewidzianym.

Pozostałe wpisy z cyklu:

Zdjęcie: stocksnap.io - Alirio García Diseño Gráfico
Grafika na zdjęciu: Monika Syminowicz

Monika Syminowicz

Monika Syminowicz

Uwielbia łączyć fantasy w thrillerem, ale równocześnie jest przeciwniczką wykorzystywania utartych postaci fantastycznych. Weteranka kursów pisania, które pozwoliły jej spojrzeć na teksty z innej perspektywy, dzięki czemu z każdym dniem udoskonala swój warsztat.
Monika Syminowicz

Latest posts by Monika Syminowicz (see all)