Melodia przeszłości cz.2

z 3 komentarze

Melodia przeszłości - część 2

- Muszę odpocząć – odpowiedziała.
Hadar wziął ścierkę leżącą na blacie i przez moment wycierał szklankę. Podsunął ją pod światło lampy zawieszonej nad barem oceniając jej czystość. Chuchnął na szkło i wytarł. Ponownie zerknął pod światło. Z uśmiechem zadowolenia odstawił ją na półkę i chwycił następną.
- Wakacji ci się zachciało?
Arien wzruszyła ramionami.
- Masz gościa. – Ruchem głowy wskazał na osobę siedzącą na końcu sali, po czym powrócił do polerowania szklanki.
Złapała za kufel i skierowała się do ostatniego stolika. Jeden mężczyzn siedzących obok plakatu nagiej kobiety dumnie reprezentującej swoje atuty, wstał chwiejnie. Zrobił dwa kroki o mało nie wpadając na Arien, która zdążyła się odsunąć.
- Przepraszam, słońce – wybełkotał.
- Margo, lepiej z nią nie zadzieraj, chyba że chcesz, aby Bies odgryzł ci tyłek – krzyknął jeden z jego kompanów, po czym mężczyźni roześmiali się.
Margo obdarzył Arien szerokim uśmiechem czarnych od próchnicy zębów, a następnie odwrócił się w stronę baru. Kiedy stawiała kufel na stole usłyszała głos Hadara kłócącego się z Margo. Przyjrzała się tajemniczej osobie. Ciemny płaszcz z kapturem zasłaniał twarz, a na nogach ubranych w obcisłe dżinsy trzymała sporą torbę.
- Chciałaś ze mną rozmawiać.
- Może najpierw się przywitasz.
Arien na moment zastygła, po czym odsunęła krzesło i usiadła. Oparła się, krzyżując ręce na piersi. Ten głos rozpoznałaby wszędzie.
- Ilsa?
Kobieta ściągnęła kaptur, odsłaniając obcięte na boba blond włosy. Od ich ostatniego spotkania ostre rysy twarzy Ilsy wyostrzyły się jeszcze bardziej, a niebieskie oczy miała przekrwione.
- A jednak wróciłaś do Strażników – powiedziała ironicznie Arien.
- Sądziłaś, że Bies mnie powstrzyma?
Przez te trzy lata cięty język nie stępił się. Ilsa Philo pojawiła się w życiu Arien akurat wtedy, gdy ta rozwiązała jedną z najtrudniejszych spraw w swojej karierze. Wówczas Ilsa zdecydowanym krokiem weszła do siedziby Strażników z papierami od głównego komendanta Towey. Wielki De, zarządzający oddziałem, pojawił się zaraz za nią. Tak naprawdę to nazywał się Adrew De, ale reakcja każdego, kto go spotykał kończyła się jedną myślą – wielkolud. Prawie dwa metry wzrostu i sto kilo żywej wagi robiło piorunujące wrażenie. Na jego tle Ilsa wyglądała jak dziewczynka.
Razem podeszli do biurka Arien, która siedziała nad stosem raportów.
- Nauczysz ją wszystkiego.
- Nie można się nauczyć być Strażnikiem, albo się nim jest, albo nie – odparła wówczas, nie podnosząc głowy wiedząc, że Ilsa była protegowaną głównego komendanta.
- To polecenie, nie prośba – mruknął i wyszedł, zostawiając je same.
Ilsa nie miała predyspozycji by pracować jako Strażnik. Owszem, posiadała moce, jednak nie wyczuwała złej energii. Wiele razy zdarzyło się, że ktoś ze Strażników został ranny, bo Ilsa uznała, że dane pomieszczenie jest czyste. Jednak brak intuicji nie stanowił punktu zapalnego lecz to, że z łatwością dostałaby się do ich jednostki. Tatuś z wyższych sfer mógł zrobić wszystko. Natomiast Arien przez długi czas musiała udowadniać, że powinna znaleźć się wśród Strażników. Brała sprawy, których nikt nie chciał. Naraziła się wielu przestępcom z Ekremay. Walczyła sama ze sobą, by nie zrezygnować, kiedy otwierając skrzynkę pocztową znajdowała listy z pogróżkami. Parę razy natknęła się na martwe zwierzęta przypięte do jej drzwi.
Dlatego Arien z każdym dniem wymyślała Ilsie coraz trudniejsze zadania, przepytywała na temat demonów, przeskakując z jednego tematu na drugi. Chciała się jej pozbyć, jednak wszelkie próby kończyły się fiaskiem. Koledzy z jednostki robili zakłady, kiedy obie się pozabijają. Jednak Ilsa sama siebie o mało nie pozbawiła życia, gdy zapragnęła zapanować nad jednym z Biesów Arien. Na Biesy zawsze nakładało się zaklęcie ochronne i tylko ich właściciel mógł je przywoływać bez narażania się na skutki uboczne. W innym wypadku trzeba je złamać. Tamtego dnia Wielki De wezwał do siebie Arien, która zostawiła Ilsę nad raportami do zapoznania. Gdy wróciła, zauważyła niedomknięte drzwiczki od biurka. Szarpnęła za nie. Brakowało Basztera. Nie zdążyła wstać, gdy usłyszała wybuch, a budynkiem zatrzęsło. Z niektórych okien wyleciały szyby i rozbiły się na ostre kawałki. Włączył się alarm. Na korytarzach pojawili się ludzie próbujący wydostać się na zewnątrz. Arien przepychała się między nimi. Przy głównych drzwiach powstał zator. Odepchnęła kilka osób. Zobaczyła zakrwawioną Ilsę leżącą na ziemi oraz ratujących ją mężczyzn. Figurka Basztera znajdowała się nieopodal. Z daleka słychać było wycie syreny karetki pogotowia. Plac przed komendą z każdą chwilą zapełniał się ludźmi. Arien chwyciła Basztera i wróciła do biur Strażników kurczowo przyciskając go do piersi. Przez okno patrzyła jak kładą Ilsę na nosze, a potem wsadzają do ambulansu.
- Co to było, Arien?
Odwróciła się w stronę Wielkiego De, który dojrzał Basztera. Nic więcej nie powiedział.

- Dalej używasz tak silnych zaklęć na Biesach? – spytała Ilsa, odsłaniając znajdujące się na przedramionach blizny po poparzeniach.
- Nikt nie ma prawa ruszać Biesów Strażnika.
- Może i nie ma, ale nie w tej sprawie przyszłam – Ilsa wyprostowała się, zasłaniając blizny – Możemy porozmawiać w innym miejscu?
- To nie komenda miejska, stąd nie wynosi się plotek. Chyba, że chcesz zginąć w „niewyjaśnionych okolicznościach” – palcami wykonała symbol cudzysłowu. – Dlatego streszczaj się, zmęczona jestem.
Ilsa otworzyła torbę i wyciągnęła z niej grubą teczkę, którą rzuciła na stół. Arien odsunęła kufel, po czym dotknęła wytłoczonego na papierze łba kruka na tle skrzyżowanych mieczy – znaku Strażników. Minęły prawie trzy lata odkąd widziała ich symbol. Siedem lat spędzonych na łapaniu demonicznych stworów, seryjnych morderców, czy przemytników artefaktów nie potrafiło odejść w zapomnienie. Czasem siedziała na parapecie swojego mieszkania z butelką piwa w ręku i wspominała dawne czasy. Gdzie byłaby teraz, gdyby postąpiła inaczej? Gdyby nie była tak zachłanna? Obrysowała palcami łeb kruka, a następnie wypiła łyk z kufla. Otworzyła teczkę. Pierwsze co zobaczyła to zdjęcie młodego mężczyzny zakutego w kaftan bezpieczeństwa. Przyczepiono je do akt, z których wynikało, że pracował dla policji dopiero od roku. Następne przedstawiały kolejnych funkcjonariuszy w szpitalnych koszulach. Leżeli przywiązani pasami do łóżek. Jednego z nich rozpoznała. Jak on się nazywał? Pracowali kiedyś razem nad sprawą mężczyzny, przemycającego środki używane do rzucania klątw.
Nick, tak miał na imię, ale nazwiska nie potrafiła sobie przypomnieć. Lubiła z nim pracować. Perfekcjonista w każdym calu. Jak widać, marnie skończył. Blizny po poparzeniach od papierosa, zakrwawiona koszula. Kolejne zdjęcia przedstawiały mężczyznę na oko trzydziestoletniego, który trzymał krzyż, a jego ręce i tors przecinały otwarte rany ciągnące się w różnych kierunkach. Ilsa zerknęła na zdjęcie, przy którym Arien się zatrzymała.
- Mark Butler. W policji od pięciu lat. Rodzicie go nie rozpieszczali, a Pokutnik wykorzystał to przeciwko niemu. Znaleziono go całego w ranach. Biczował się od kilku dni. Ledwo go odratowali – powiedziała.
Pokutnik. Nigdy go nie spotkała, ale czytała akta osób, które stanęły na jego drodze. Wykorzystywał najgorsze wspomnienia zakopane głęboko w odmętach pamięci człowieka. Jeden ze sporządzających raport opisał go jako najgorszą odmianę kaznodziei głoszącego, że za grzechy czekają męki piekielne i tylko szczery żal prowadzi do zbawienia. Prawie nikt nie potrafił oprzeć się mocy Pokutnika. Większość wariowała, stając się mentalną rośliną jak Nick, albo tak jak Mark Butler biczowała się i umartwiała o wiele częściej niż najbardziej zagorzały asceta.
- Co mam z tym wspólnego? – Arien rzuciła zdjęcie na teczkę.
- Oglądaj dalej.
Ilsa rozsiadła się wygodnie, po czym skrzyżowała ręce na piersi. Lekki uśmiech nie schodził jej z twarzy. Czy może być coś gorszego od Pokutnika? - pomyślała Arien. Przerzuciła kilka zdjęć ofiar, wykrzywionych w groteskowych pozycjach. U niektórych widziała przerażanie w oczach, jakby dopiero co zobaczyły kostuchę przywołującą ich kościstym palcem. Kobiety o rudych włosach. Klasyka – seryjny morderca. Co miało ją zainteresować? Przerzuciła kolejną kartkę raportu i zastygła. Gwar baru przestał dobiegać do jej uszu. Nagle poczuła się jak w próżni, gdzie życie nie miało prawa wstępu. Na zdjęciu widniała otwarta pozytywka. Smukła baletnica tańczyła do kojącej melodii. Arien czuła jak jej serce bije coraz szybciej, a ręce zaczynają drżeć. Nie mogła w to uwierzyć, przecież zabiła drania.
- Powrócił. Cholerny Pozytywkarz znowu poluje – odezwała się Ilsa.
Arien zamknęła teczkę. Odgłosy rozmów innych osób powróciły do niej. Przez chwilę patrzyła na kroplę spływającą po szkle kufla, tworzącą drogę pełną zakrętów.
- Skąd macie pewność, że to on? To może być jego naśladowca.
- To na pewno on.
- Zabiłam go.
- To on – naciskała Ilsa.
- Pisano o nim w wielu gazetach. To nie problem kupić podobną pozytywkę i podrzucać ją na miejsce zbrodni.
- Ale nie pisali o melodii. Jest taka sama jak ta sprzed trzech lat.
Arien wstała gwałtownie, uderzając biodrem o stół. Resztki piwa zakołysały się, obmywając ściany kufla. Nie żegnając się z Ilsą ruszyła w kierunku baru. Zderzyła się z mężczyzną niosącym cztery kufle. Wrzasnął coś do niej, ale odepchnęła go, a piwo rozlało się na podłogę. Usłyszała szuranie krzeseł o podłogę. Ktoś krzyknął. Nie obejrzała się za siebie. Weszła za bar, by zabrać swój płaszcz. Przed oczami wciąż widziała kręcącą się baletnicę.
- Hej, stało się coś? – spytał Hadar, widząc jej bladą twarz.
Nie odpowiedziała. Narzuciła płaszcz i wyszła na zewnątrz. Łapczywie wciągnęła zimne powietrze. Grube płatki śniegu wirowały wokół, by powoli opaść na ziemię. Baletnica w jej myślach stanęła, czekając na ponowne nakręcenie.
Arien zniknęła w uliczce.


Zdjęcie: pixabay.com - Kristamonique
Grafika na zdjęciu: Monika Syminowicz

MonikaSyminowicz-podpis-9

Monika Syminowicz

Monika Syminowicz

Uwielbia łączyć fantasy w thrillerem, ale równocześnie jest przeciwniczką wykorzystywania utartych postaci fantastycznych. Weteranka kursów pisania, które pozwoliły jej spojrzeć na teksty z innej perspektywy, dzięki czemu z każdym dniem udoskonala swój warsztat.
Monika Syminowicz

Latest posts by Monika Syminowicz (see all)