Melodia przeszłości cz.5

z 5 komentarzy

Melodia przeszłości - część 5

- Nic tu po nas – powiedział James.
Arien kiwnęła głową i już miała odwrócić się tyłem do bunkra, gdy nagle wyczuła ciemną energię. James spojrzał na nią, a potem na latarkę. Wyłączyła ją. Stali pośrodku lasu, a nikły blask księżyca odbijał się od śniegu. Wiatr szarpnął gałęziami, na których zwisały pojedyncze uschnięte liście.

Najpierw poczuli przytłaczające uczucie smutku, a następnie zobaczyli ciemność na granicy lasu, która zbliżała się z każdą chwilą. Tylko jeden demon mógł to spowodować. Widmak. Szybki, bezlitosny, odbierający ludziom radość życia. Arien i James stanęli do siebie plecami, a wokół ich dłoni pojawiły się poświaty odróżniające się kolorem, który niczym odciski palców były inne u każdego Strażnika.
- Wzięłaś ze sobą Biesa od białej magii? – spytał James.
- Zawsze chciałbyś pójść na skróty – mruknęła, bo oboje wiedzieli, że Biesy od białej magii nie istnieją.

Nagle Arien poczuła lekki podmuch na twarzy. Nim zdążyła zareagować coś podcięło jej nogi. Uderzyła biodrem o wystający korzeń. Na chwilę ciemność rozjarzyła się od niebieskiej magii Jamesa, po czym Arien usłyszała szum.
- James?
Nikt nie odpowiedział. Wyciągnęła sztylet. Kiedy wypowiedziała zaklęcie, wygrawerowane na ostrzu runy rozjarzyły się. Stała w miejscu, próbując wychwycić najmniejszy szmer. Gdzieś trzasnęła gałąź. Do cholery, gdzie oni są? Uderzenie w plecy i bezwładne ciało Jamesa wytrąciło ją z równowagi, po czym oboje upadli na ziemię. Sztylet wypadł jej z ręki i zanurzył się w śniegu. Próbowała wyswobodzić się spod nieprzytomnego Jamesa, ale zamarła, gdy nagle coś musnęło ją w policzek. Wypowiedziała zaklęcie, lecz nie trafiła. Usłyszała jedynie trzask łamanego drewna. Napięła mięśnie, spychając Jamesa na ziemię, a sama podniosła się na nogi. Poczuła dotknięcie w ramię, potem w nogę. Cofnęła się do tyłu i zaatakowała. Nic. Kolejne dotknięcie i następne. Arien okręcała się dookoła siebie. Po chwili z oddali usłyszała swoje imię i jęk Jamesa. Jakim sposobem znajdowała się od niego tak daleko? Przypomniała sobie słowa szkoleniowca Strażników - podczas ataku Widmaka nigdy nie wierz w to, co mówią ci zmysły. Arien szybko wyszeptała zaklęcie, ale nim zdążyła wywołać Negona chłód przeniknął jej ciało, a następnie pojawił się ucisk na klatce piersiowej jakby ktoś związał ją linami. Nie mogła wziąć głębszego oddechu. Zadrżała. Musiała jeszcze raz skupić się na zaklęciu. Zimne macki otoczyły jej szyję, po czym zakryły twarz. Nagle poczuła się senna.

To nie może się tak skończyć. Skup się.

Kojące ciepło rozeszło się po jej ciele, a sercem zawładnął gniew.

James otworzył oczy, ale odniósł wrażenie, że nie przestał śnić. Dotknął ręką pulsującej bólem skroni. Rozcięta. Rozejrzał się dookoła. Żadnego światła. Przypomniał sobie, co się stało i podniósł się z wysiłkiem z ziemi. Nie wiedział, gdzie jest Arien; krzyknął jej imię, ale nie było odzewu. Cholera. Demon wypatrzył lepszą zdobycz.
- Arien – krzyknął raz jeszcze.
Wypowiedział zaklęcie, a następnie zderzył ze sobą ręce. Fala magii potoczyła się rozjaśniając na chwilę czerń. James dostrzegł nogi Arien, ale resztę ciała skrywała ciemność. Jeśli Widmakowi udało się nad nią zawładnąć uzyskałby możliwość wykorzystania jej Biesów, a do tego James nie mógł dopuścić. Ponownie wypowiedział zaklęcie, ale nie zdążył go użyć. Pojedyncze smugi żółtego światła pojawiły się w ciemności, najpierw nieśmiało, jak pierwsze promienie słońca przeganiające noc, ale po chwili jasność rozprysła się wokół. James odskoczył do tyłu, gdy światło rozerwało Widmaka na kawałki. Energia rozproszyła się, a ciemność zniknęła jakby ktoś nacisnął włącznik światła. Pojawiły się kontury drzew oraz zarys bunkra. Powietrze stało się przyjemnie rześkie. Arien leżała na boku kaszląc niczym gruźlik, a James wyczuł od niej nieznaną magię, której dotychczas nie używała. Arien próbowała podnieść się, ale udało się jej tylko stanąć na czworaka jednak ponownie upadła na śnieg. James podbiegł do niej, podciągnął do góry i oparł o siebie. Złapała go za rękę i ścisnęła. Oczy miała szeroko otwarte, wpatrując się w jeden punkt. Pogłaskał ją po głowie.
- Już po wszystkim. Nie ma go.
Spojrzała na niego, pokiwała głową i ponownie skupiła wzrok nad nim. Oddech zaczął jej zwalniać, a serce uspokajało się. Jednak wciąż czuła ogromne ciepło od środka, jakby ktoś rozpalił w niej ogień.

***

Pozytywkarz stał przy kuchennym oknie w domu, który kilka lat temu należał do niego. Teraz mieszkało tutaj małżeństwo bankierów. Jednak mąż wolał spędzać czas w pracy niż ze swoją żoną. Pozytywkarz przypomniał sobie minę kobiety, gdy go zobaczyła - ubranego na czarno, z nałożoną kominiarką. Upuściła trzymaną szklankę z wodą, a szkło rozprysło się na drobne kawałki. Woda rozlała się po białych kafelkach. Kobieta próbowała uciekać, ale był szybszy. Złapał ją w pół, pchnął na ścianę przyciskając do niej całym ciałem i uderzył jej głową o framugę drzwi. Nieprzytomną kobietę zaniósł do piwnicy, po czym przywiązał do krzesła. Następnie udał się do kuchni, wyciągnął z torby lornetkę i przez nią spojrzał na miejsce, w którym przeżywał jedne z najpiękniejszych chwil. Arien stała z Jamesem przy bunkrze, jakby czekała, aż jej ojciec wyskoczy zza drzwi krzycząc: niespodzianka!

Potem pojawiła się ciemność. Widmak robił to, co do niego należało – miał otępić zmysły Arien, a tych, co z nią przyszli zabić. Jednak nie przewidział, że Arien była silniejsza niż trzy lata temu, a więc musiał zmienić plany. Przez lornetkę patrzył jak James pomaga jej wstać i oprzeć się na ramieniu. Na jej twarzy Pozytywkarz dostrzegł przerażenie. Uśmiechnął się. Jeszcze nie wiesz co to strach – pomyślał, skupiając wzrok na Jamesie.

Odłożył lornetkę na stół, po czym skierował się w stronę drzwi prowadzących do piwnicy. Zszedł po schodach, złapał za oparty o ścianę łom i spojrzał na kobietę. Lina oplatała całe jej ciało wrzynając się w odsłoniętą skórę na ramionach i nogach. Taśma klejąca zakrywała usta, a łzy spływały po policzkach. Próbowała coś powiedzieć, ale knebel zagłuszał słowa.

Miłość potrafi być okrutna, jednak miłość wzgardzona jest jeszcze gorsza. Przez chwilę napawał się lękiem kobiety, po czym zamachnął się. Kolejne uderzenia i widok ran na ciele dawały na moment ukojenie, ale nie potrafiły przyćmić wspomnienia pełnej nienawiści twarzy córki.

***

James otworzył drzwi do mieszkania Arien. Wprowadził ją do środka i posadził na łóżku, po czym przykrył kocem uśmiechając się.
- Dałaś niezły popis.
- Mógł nie zaczynać - również się uśmiechnęła, ale zaraz spoważniała. – Muszę się napić. Przyniesiesz? W szafce nad lodówką.
Kiedy James wyszedł z pokoju, Arien przymknęła oczy. Tak, dała popis. Jednak nie powiedziała Jamesowi najważniejszego. Kiedy Widmak dusił ją, by móc przejąć kontrolę nad jej ciałem nie wypowiedziała żadnego zaklęcia. Gdy traciła świadomość, jej myśli zlewały się w jedno. To nie ona przywołała energię. Spojrzała na szafkę. Zrzuciła z siebie koc i na chwiejnych nogach zrobiła trzy kroki. Upadła na kolana. Musiała się dowiedzieć. Szybko wypowiedziała zaklęcie, a magiczny krąg pojawił się na moment. Otworzyła drzwiczki. Biesy na dolnych półkach były przewrócone. Na górnych zobaczyła to samo. Zasłoniła ręką usta. Przeszła przez granicę, której nigdy nie powinna przekroczyć.
- Arien.
Odwróciła głowę w stronę Jamesa, który trzymał dwie szklanki z alkoholem. Na głowę założył prowizoryczny opatrunek. Podszedł do niej, gdy złapała za Saze, by oddzielić się od niego, ale na grzbiecie gołębia nie pojawił się żaden znak. Wzięła Negona. Potarła kciukiem o grzbiet pantery, ale rezultat był taki sam. Sięgnęła po Basztera. Nic. Kolejny Bies – to samo. Następne figurki lądowały na podłodze wokół Arien. James postawił szklanki na stoliku, po czym ukucnął obok niej opatulając ramionami. Przez moment szarpała się, ale on trzymał ją mocno.
- No, już. Uspokój się.
- To nie może być prawda. – Zacisnęła palce na jego ramieniu. – To nie mogło się stać.
- Jesteś zmęczona. Musisz się przespać.
- James! To się nie dzieje naprawdę.
Pocałował ją w skroń.
- Przecież nie zamienisz się w Biesa.
Złapał za jej podbródek i przyjrzał się jej twarzy.
- Żadnego owłosienia czy łusek – powiedział udając ton doktora. – Źrenice w porządku, skóra miła w dotyku. Jesteś zdrowa, panno Bein.
- Dupek – mruknęła.
Wtuliła się w niego, próbując pozbyć się złych myśli, jednak dziwne uczucie ciepła nie znikało.


Zdjęcie: pixabay.com - Kristamonique
Grafika na zdjęciu: Monika Syminowicz

MonikaSyminowicz-podpis

Monika Syminowicz

Monika Syminowicz

Uwielbia łączyć fantasy w thrillerem, ale równocześnie jest przeciwniczką wykorzystywania utartych postaci fantastycznych. Weteranka kursów pisania, które pozwoliły jej spojrzeć na teksty z innej perspektywy, dzięki czemu z każdym dniem udoskonala swój warsztat.
Monika Syminowicz

Latest posts by Monika Syminowicz (see all)