Melodia przeszłości cz.6

z Brak komentarzy

Melodia przeszłości - część 6

Arien siedziała na parapecie z podkulonymi nogami i wyglądała przez okno, gdy wskazówki zegara zbliżały się do czwartej nad ranem. W ręku trzymała pustą szklankę. James opatulony kocem spał w jej łóżku od czasu do czasu mamrocząc niezrozumiałe słowa. Pamiętała jak nieraz leżała obok niego, gdy nie mogła spać i wdychała jego zapach.

Wiatr zadął i zimne powietrze przedostało się przez nieuszczelnione okna. Poczuła jak włoski na ciele stają jej dęba. Ciepło, które czuła kilka godzin wcześniej znikło, ale ona wiedziała, że coś się zmieniło. Owszem, nie stanie się Biesem; przynajmniej nie fizycznie. Kiedyś na targu książek znalazła zniszczony egzemplarz, a na poplamionej okładce widniał tytuł - Biesy, szatański pomiot. Obsługująca stanowisko kobieta spojrzała na książkę, a potem na Arien i pokręciła głową. Nie brnij w to, dziecko - powiedziała wówczas, ale sprzedała książkę za niewielkie pieniądze. Arien nie sądziła wówczas, jaki skarb znalazła. Na pierwszych stronach książki znajdowały się podstawowe informacje, jednak czytając kolejne poznawała nowe fakty, o których nie chciano mówić, lub być może nie wiedziano. Jednak ze wszystkich informacji najbardziej zapamiętała jedną rzecz. Autor książki twierdził, że widział przypadki zamiany ludzi w Biesy, jeśli ci zbyt długo obcowali z ich mocą. Przez parę dni chodziła zamyślona, aż w końcu podzieliła się tą informacją z Jamesem. Jednak on jak zwykle obrócił wszystko w żart; przecież każdy ze Strażników wiedział jaka jest cena używania Biesów. Szybciej straci zdrowie psychiczne, niż stanie się Biesem.
Jednak teraz czuła, że autor tamtej książki mógł mieć rację. Od momentu, gdy pokonała Widmaka zaczęła inaczej postrzegać świat, jakby ktoś sprezentował jej nie szósty, ale siódmy zmysł. Niestety nie miała już tej książki. Prawdopodobnie sprzedała ją wraz z innymi rzeczami, kiedy potrzebowała pieniędzy na alkohol. Spojrzała na puste, przykryte mrokiem ulice. W Ekremay często zapominano włączać latarnie. W budynku naprzeciwko w większości okien panowała ciemność. Jednak na ostatnim piętrze przez małe okno kuchenne sączyło się światło. Nie tylko ona nie mogła spać. Zerknęła na szklankę, po czym oparła stopy o chłodną podłogę. Odłożyła szklankę na parapet, podeszła do łóżka i położyła się obok Jamesa, po czym przytuliła się do jego pleców.

***

Bezlitosne światło dnia wdzierało się do pokoju, drażniąc oczy Arien. Głowa pulsowała tępym bólem, a w ustach miała kwaśny posmak. Ręka Jamesa oplatała ją w pasie, a na szyi czuła jego oddech. Chciała wyswobodzić się z objęć, lecz przyciągnął ją do siebie z powrotem i spytał.
- A ty dokąd?
- Pora wstawać – odpowiedziała.
Wyślizgnęła się z jego ramion i usiadła na łóżku. Świat przez moment wirował, ale po chwili się uspokoił. Wstała i skierowała się do kuchni, gdzie do kubków z wodą wrzuciła tabletki musujące. Wróciła i podała jeden z nich Jamesowi. Oboje wypili zachłannie cudowny lek na kaca jak oznajmiały reklamy w telewizji.
- Boli jeszcze? – spytała, pokazując na opatrunek na jego skroni.
- Bardziej kac dokucza. Lepiej powiedz, czy przerwałaś połączenie z Biesami?
Arien spojrzała na szafkę i przełknęła ślinę. Od chwili, gdy z przerażeniem odkryła, że figurki nie reagują na jej zaklęcia nie dotykała Biesów. Odwlekała ten moment, by znów nie wpaść w panikę. Zawsze miała pewność, że ma na tyle silną psychikę, iż magia Biesów na nią nie wpłynie.
- Arien?
- Jeszcze tego nie zrobiłam.
Wstała gwałtownie, podeszła do szafki i otworzyła ją zaklęciem. Zdecydowanie złapała za Negona i skupiła myśli. Serce jej przyśpieszyło, gdy żaden znak się nie pojawił. Strach ponownie wkradł się do jej serca, ale po chwili litera A rozjarzyła się na grzbiecie pantery. Arien odetchnęła. Odłożyła Negona i oddzieliła umysł od Saze. Podskoczyła, kiedy usłyszała głos Jamesa.
- Widzisz, wczoraj byłaś zmęczona.
- Nie strasz – powiedziała i zapieczętowała szafkę zaklęciem.
James przytulił się do niej, zanurzając twarz w jej włosach, po czym pocałował w szyję. Odwróciła się w jego stronę, a następnie włożyła mu dłonie pod koszulę. Pocałowali się namiętnie. Pociągnęła go w stronę łóżka. Pocałunkami wytyczał własną ściezkę na jej ciele, schodząc coraz niżej. Arien oplotła go nogami w pasie, a dłonie zanurzyła w jego włosach. Całowali się, jakby chcieli nadrobić stracony czas. Nagle pager Jamesa zapiszczał, a oni na moment zamarli. James spojrzał na małe urządzenie, które leżało na stoliku.
- Sprawdź o co chodzi – powiedziała Arien.
- Jeszcze zdążę.
Pocałował ją.

***

Pozytywkarz ubrany w zalatujące nieprzyjemnym zapachem ubrania i z narzuconym kapturem na głowę stał przy jednym z budynków naprzeciwko komisariatu policji. Miejsca, gdzie znajdowała się jednostka Strażników - drani, którzy zabrali jego małą dziewczynkę. To oni ją zmienili. Przez wiele lat Arien należała do niego. Miał nad nią kontrolę, wiedział z kim się spotykała, z jakimi borykała się problemami. Kochał ją bardziej niż własną żonę. Jednak Elena nie wyszła za niego z miłości. To pieniądze i władza ją przyciągnęły. Od tysiącleci powtarzał się ten sam schemat – kobieta pragnąca panować nad swoim życiem i mężczyzna, który mógł jej to umożliwić. Nie powinien spodziewać się, że będą kochającym się małżeństwem. Urodzenie się Arien wszystko zmieniło. Dziecko, które posiadało w sobie jego geny, było jego częścią. Kochał ją jak szaleniec i chciał dać jej wszystko czego tylko pragnęła. Miał jeden warunek – nigdy go nie opuści. Jednak to zrobiła, ale jego miłość do niej nie osłabła. A potem pojawiły się one. Pierwsza miała na imię Cecilia. Drobna, rudowłosa o ślicznych zielonych oczach. Potem była Kate, Amanda, Giana. Imion następnych kobiet nie pamiętał. W jego wspomnieniach zostawał widok przerażenia w ich oczach, kiedy rozglądały się po obskurnych ścianach bunkra oraz nieudolne próby osłonięcia się przed kolejnym ciosem. Nie potrafił przestać. Każde kolejne morderstwo dawało mu ogromną siłę. Kiedy dowiedział się, że Arien będzie prowadzić sprawę Pozytywkarza poczuł, jakby rzuciła mu wzywanie.
Zmierzch zapadł dwie godziny wcześniej, a opady śniegu przybrały na sile. Nagle drzwi od komisariatu otworzyły się i James wyszedł na zewnątrz, po czym wyciągnął z kieszeni paczkę papierosów. Zapalił i ruszył przed siebie. Pozytywkarz wyszedł mu naprzeciwko udając, że kuli się przed zimnem.
- Panie, wspomóż biednego – powiedział ochrypłym głosem, nie patrząc mu w oczy.
- Nie mam pieniędzy – mruknął, po czym wyminął go.
Nie zdążył zrobić kolejnego kroku, kiedy Pozytywkarz przystawił mu paralizator do szyi. James bezwładnie padł na chodnik.


Zdjęcie: pixabay.com - Kristamonique
Grafika na zdjęciu: Monika Syminowicz

 

MonikaSyminowicz-podpis-9

Monika Syminowicz

Monika Syminowicz

Uwielbia łączyć fantasy w thrillerem, ale równocześnie jest przeciwniczką wykorzystywania utartych postaci fantastycznych. Weteranka kursów pisania, które pozwoliły jej spojrzeć na teksty z innej perspektywy, dzięki czemu z każdym dniem udoskonala swój warsztat.
Monika Syminowicz