Melodia przeszłości cz.8

z Brak komentarzy

Melodia przeszłości - część 8

Arien szybkim krokiem zmierzała do Cork. Co rusz chowała się w najbliższym sklepie lub w zaułku, by uciec przed śledzącymi ją Strażnikami. Kiedy tylko znikali z jej pola widzenia szła dalej. Kaptur płaszcza dostatecznie zasłaniał jej twarz przed wzrokiem przechodniów, natomiast spadający śnieg zacierał za nią ślady. Nie mogła wmieszać w to Strażników. Wystarczyło, że Pozytykwarz miał Jamesa. Jednak jednego ze Strażników nie potrafiła zgubić i choć co chwilę zmieniała drogę, chowała się w klatkach kamienic to wciąż wyczuwała jego energię.
Arien wyszła zza zakrętu i spostrzegła swój dawny dom. Wokół niego stały zaparkowane policyjne wozy, których lampy na dachach migały niebiesko czerwonymi światłami. Przy żółtej taśmie odgradzającej miejsce zdarzenia zebrał się tłum gapiów. Arien podeszła bliżej. Kobieta z wałkami na głowie mówiła coś do drugiej. Wysoki mężczyzna ubrany w luźny dres, doskonały do biegania opowiadał o tym, jak o mało nie został przejechany przez policyjny samochód. Jednak najwięcej ludzi skupiło się przy starszej kobiecie opierającej się na drewnianej lasce. W porównaniu do reszty osób była ubrana najodpowiedniej do pory roku. Kożuch sięgał jej prawie do stóp skrytych w kozakach, a na głowie miała założoną wełnianą czapkę.
- Biedna kobieta. Ten dom sprowadza nieszczęście. Nikt nie powinien w nim mieszkać.
Arien przysunęła się bliżej, gdy wokół staruszki zacieśnił się krąg zaciekawionych ludzi.
- Wie pani co tam się stało? - odezwał się mężczyzna ubrany w narzuconą na szlafrok grubą kurtkę. Jego policzki poczerwieniały z zimna.
- Słyszałam jak jeden z policjantów mówił, że czegoś takiego jeszcze nie widział. Krew była wszędzie. Ciało zmasakrowane, jakby ktoś przepuścił ją przez niesprawną maszynkę do mięsa.
Ludzie pokręcili głowami. Mężczyzna w dresie mruknął, że czas najwyższy zrobić z tym porządek. Już on doprowadzi, że na ulicach będzie więcej policjantów. Stojąca obok niego kobieta o blond włosach potakiwała głową przy każdym jego słowie.
- Nawet we własnym domu nie można czuć się bezpiecznie. Mógł przyjść do każdego z nas - powiedziała piskliwym głosem.
- Właśnie - odezwał się ktoś z tyłu. - Płacimy wysokie podatki na policję, powinna nas chronić.
Nagle Arien poczuła ciemną energię. Odwróciła się gwałtownie, ale za nią znajdowali się tylko kolejni mieszkańcy Cork, których z każdą chwilą przybywało. Wyszła z tłumu i skręciła w alejkę między domami. Energia znajdowała się coraz bliżej. Kiedy Arien zobaczyła mężczyznę, znieruchomiała. Stał do niej tyłem, lecz po chwili się odwrócił. Rozciągnął usta w uśmiechu. Arien powstrzymała się, by nie zaatakować.
- Marnotrawna córka stęskniła się za ojcem? – usłyszała.
- Gdzie jest James? - Zdziwiła się, że jej głos nie zdradził targających nią emocji.
- Czeka na ciebie.
Ponownie wyczuła ciemną energię, lecz teraz o wiele silniejszą od tej, która pochodziła od jej ojca. Nagle powróciło do niej wspomnienie jednej z akacji, gdzie z jej winy ucierpiał Strażnik. Potem pojawiły się obrazy z dzieciństwa - chłód rodziców, lata szkoły dla uczniów pochodzących z bogatych rodzin, gdzie istniała między nimi ciągła walka o najwyższe miejsce w szkolnej hierarchii. Arien złapała się za głowę, kiedy wspomnienia pojawiały się i znikały, a poczucie winy i smutek przejmował nad nią kontrolę. Pozytywkarz podszedł do niej wolno, po czym położył rękę na jej ramieniu. Wzdrygnęła się, ale nie odsunęła jej, bo powróciło kolejne wspomnienie, gdzie w dawnym mieszkaniu leżała wśród opróżnionych butelek po wódce. Arien przyklękła na jedno kolano, kiedy obrazy z przeszłości uderzyły z większą siłą. Poczuła jak Pozytywkarz przesunął dłoń na jej szyję i czule ją pogładził. Nagle uliczkę rozjaśniło światło. Spojrzała w tamtą stronę. Jak przez mgłę zobaczyła kobietę.
Ilsa.
Nim zdążyła cokolwiek powiedzieć poczuła ukłucie w szyję. Zanurzyła się w ciemność.

***

Ilsa przyglądała się ludziom chcącym usłyszeć mroczne wiadomości, które wprowadziłyby do ich nudnego życia coś nowego. Przed chwilą miała zasięgu wzroku Arien, ale zasłonił ją wysoki mężczyzna. Kiedy Ilsa dotarła w tamto miejsce po Arien nie było śladu. Nie mogła odejść daleko. Ilsa wydostała się z masy gapiów i spojrzała po domach. Nagle dojrzała osobę w ciemnym płaszczu, skręcającą za budynek. Podbiegła do niego, po czym opierając się o ścianę wyjrzała zza niej. Początkowo widziała tylko Arien, ale po chwili dojrzała też mężczyznę. To musiał być Pozytywkarz. Skupiła myśli, by przywołać Biesa, kiedy nagle poczuła energię czarnej magii. Cofnęła się do tyłu. Jeszcze nigdy nie czuła aż tak silnej mocy. W cieniu dostrzegła kogoś. Przełknęła ślinę. Poczuła, że ma wilgotne dłonie. Wytarła je o spodnie i ponownie wyjrzała. Zobaczyła jak Arien skuliła się, a mężczyzna podszedł do niej, kładąc dłoń na ramieniu. Po chwili Arien upadła na kolana. Ilsa nie miała wyboru. Wzięła głębszy wdech i wypowiedziała imię Biesa. W uliczce rozjarzyło się na moment i przed Ilsą pojawił się ogromny beżowy kot, któremu z pyska skapywała lawa, a na grzbiecie ciągnęły się czerwone linie. Mężczyzna odwrócił głowę w jej stronę, po czym skinął na osobę skrytą w cieniu. Poczuła jak ciemna energia kieruje się w jej stronę. Wspomnienie nieudanego zapanowania nad Biesem Arien powróciło, a od dawna tłumiony strach przed kolejną porażką odezwał się na nowo. Kot Ilsy szykował się do ataku na Pokutnika, ale ona straciła całą koncentrację, Bies przystanął i spojrzał na nią, po czym zasyczał. Nigdy nie trać skupienia, gdy używasz Biesa - brzmiała naczelna zasada Strażników. Wspomnienie wybuchu i strasznego bólu wkradło się ponownie do umysłu Ilsy. Zrobiła krok do tyłu, gdy Bies odwrócił się w jej stronę. Zdążyła tylko zasłonić się rękoma, kiedy ostre pazury wbijały się w jej ciało.


Zdjęcie: pixabay.com - Kristamonique
Grafika na zdjęciu: Monika Syminowicz
MonikaSyminowicz-podpis 
Monika Syminowicz

Monika Syminowicz

Uwielbia łączyć fantasy w thrillerem, ale równocześnie jest przeciwniczką wykorzystywania utartych postaci fantastycznych. Weteranka kursów pisania, które pozwoliły jej spojrzeć na teksty z innej perspektywy, dzięki czemu z każdym dniem udoskonala swój warsztat.
Monika Syminowicz