Melodia przeszłości cz.9

z Brak komentarzy

Melodia przeszłości - częśc 9

James obudził się w nieznanym miejscu. Wszystkie mięśnie go bolały, a skóra na nadgarstkach była poobcierana od sznura, którym przywiązano go do podłokietników krzesła. Nogi również miał skrępowane. Na drugim końcu pokoju zobaczył Arien. Jej głowa zwisała bezwładnie, a końcówki włosów opadały na kolana.
- Arien. Obudź się.
Jego głos odbił się od ścian pokoju, ale Arien nie wykonała żadnego ruchu. Rozejrzał się wkoło. Opustoszałe meble, poplamiony dywan z kilkoma śladami po przypaleniu papierosem, tapeta odłażąca od ścian oraz goła żarówka wisząca na kablu z sufitu. W pomieszczeniu panowało przejmujące zimno, a przez nieszczelne okna wył wiatr. Kolejny opuszczony dom.
- Arien!
Nie podniosła głowy. James zadrżał z zimna.

***

Arien otworzyła oczy i gwałtownie wciągnęła powietrze. Czuła się jakby nagle wypłynęła z głębokiej wody. Przez chwilę patrzyła na swoje nogi, po czym podniosła głowę. Strzeliło jej w szyi, a zdrętwiałe mięśnie nie chciały współpracować. W końcu wyprostowała się.
- Arien, wszystko w porządku?
Kiedy usłyszała Jamesa uśmiechnęła się lekko. Obejrzała wnętrze jak on przed paroma minutami, po czym ponownie zatrzymała na nim wzrok.
- Gdzie jesteśmy?
- Mógłbym zapytać ciebie o to samo - odpowiedział, poprawiając się na krześle.
Nagle Arien przypomniało się coś i zaczęła usilnie rozglądać się na boki.
- Ilsa. Gdzie ona jest?
- Ilsa? - spytał zaskoczony James. - Dlaczego miałaby tu być?
- Widziałam ją, zanim straciłam przytomność.
James patrzył na Arien, jakby zobaczył ją po raz pierwszy. Westchnęła. Opowiedziała mu wszystko, co się działo odkąd dowiedziała się, że Pozytywkarz go złapał. Pominęła tylko fragment, kiedy miała wizję po dotknięciu pozytywki.
- Myślałam, że ją w końcu zgubiłam. W tłumie ludzi przestałam wyczuwać jej energię.
James nie odpowiedział. Oboje domyślali się, co mogło spotkać Ilsę. Wtem usłyszeli skrzypienie zawiasów, a następnie głuche uderzenie drzwi o framugę. Do pokoju wszedł Pozytywkarz. Arien wciągnęła powietrze widząc jego twarz, teraz oświetloną przez światło żarówki.
- Nie podoba ci się mój widok? Dzięki tobie zawdzięczam ten wygląd.
Arien przez chwilę patrzyła na ojca, po czym powiedziała.
- Wypuść Jamesa. To na mnie ci zależy.
- Poświęcisz się dla mężczyzny, który opuścił cię w najtrudniejszych chwilach?
Arien zamilkła. Owszem, nie było go wtedy, ale wówczas ona sama nikogo do siebie nie dopuszczała. Jednak zastanowiła ją inna rzecz. Skąd o tym wiedział? Śledził ją? Czemu nie zaatakował jej wtedy?
- Dlaczego czekałeś tyle czasu?
- Czekałem?
Pozytywkarz zrobił tak zdziwioną minę, iż Arien o mało nie uwierzyła, że naprawdę go zaskoczyła. Podszedł do niej, ściągnął rękawiczkę i pogładził po policzku. Na skórze wyczuła zgrubienia blizn, które pokrywały wnętrza jego dłoni. Nagle złapał za jej brodę i skierował jej głowę tak, że patrzyła mu prosto w oczy. Tak samo zielone jak jego.
- Przez wiele miesięcy leczyłem rany, które mi zadałaś. Te blizny powstały z twojej winy. Nurt rzeki rzucał mną na wszystkie strony. Woda była tak zimna, że przebywanie w niej sprawiało ból. Byłem pewien śmierci, ale zanim straciłem przytomność zahaczyłem o coś ostrego. Dopiero, kiedy się obudziłem dotarło do mnie co się stało.
Pozytywkarz złapał za jej dłoń, a Arien poczuła zimno, jakby ktoś wstrzyknął w jej żyły lód. Chciała cofnąć rękę, ale więzy to uniemożliwiły.
- Rzeka zniosła mnie na trujące krzaki. Ich jad był śmiertelny, ale nie zabijał od razu. Konałbym w męczarniach, gdybym nie poznał wcześniej czarnej magii. To ona dodała mi sił, by to przezwyciężyć i wrócić po ciebie.
Zimno z dłoni Arien rozchodziło się coraz wyżej docierając do ramienia i powoli kierując się do serca. Oddychała szybko.
- Dostałeś to samo, co tamte kobiety, które zabiłeś.
Pozytywkarz uderzył ją w twarz. Dolna warga pękła i kilka kropel krwi spłynęło jej po brodzie. Zabrał dłoń z jej ręki, a uczucie zimna momentalnie zniknęło. Wytarł kciukiem strużkę krwi, po czym zlizał ją z palca.
- Kiedyś byłaś moją małą dziewczynką - wyszeptał. - Ale dziś jesteś dla mnie obca - powiedział głośno, po czym powoli podszedł do zdezelowanej komody i odsunął zacinającą się szufladę.
- Wypuść go. Wiadomość na ciele kobiety była skierowana do mnie. To ja zniszczyłam wszystko co miałeś, on nie przyłożył do tego ręki.
Pozytywkarz wyciągnął drewniane pudełko, po czym zasunął szufladę i odwrócił się w stronę Airen. Kolejna pozytywka. Otworzył wieczko i kluczykiem przekręcił mechanizm, który zgrzytnął przy nakręcaniu. Melodia rozeszła się po pomieszczeniu, a baletnica o rudych włosach zaczęła obracać się wokół własnej osi. Pozytywkarz postawił ją na blacie, po czym wolnym krokiem podszedł do Jamesa. Arien oddychała szybko. Słyszała szum krwi w uszach, a znajome ciepło rozprzestrzeniło się po jej ciele. Dostrzegła, że James zbiera swoją moc. Pozytywkarz zacmokał i szybko złapał go za ramię. Nagle pomieszczenie opanowała ciemna energia, a James krzyknął, kiedy ból pojawił się znikąd. Zgiął sie w pół, a sznur wbił mu się w rany na rękach. Arien próbowała wyswobodzić się z więzów. Nie mogła użyć magii, kiedy była skrępowana. Nie potrafiłaby sobie wybaczyć, gdyby źle skierowała energę i zraniła Jamesa.
- Zostaw go!
Pozytywkarz wciąż trzymając rękę na ramieniu Jamesa obszedł go i stanął za jego plecami. Spojrzał Arien w oczy.
- To przedstawienie dla ciebie, moja słodka.
Kiedy James poczuł kolejną falę bólu wygiął plecy, a dłonie zacisnął na podłokietnikach. Liny wrzynały się w jego ręce pogłębiając rany. Pomieszczenie wypełnił jego krzyk.
- Możesz ukrócić jego męki - powiedział, gdy zobaczył jak po jej policzku spływa łza. - Widziałem jak rozerwałaś Widmaka. Twoja moc jest większa niż kilka lat temu. Masz możliwość, by mnie zabić. - James ponownie rzucił się na krześle. - Ale zabijesz też jego.
Arien patrzyła na cierpienie Jamesa i z każdym nowym atakiem bólu wiedziała, że z stąd nikt nie wyjdzie żywy. Dlaczego naiwnie sądziła, że będzie inaczej?
- Tym razem to ty przegrałaś.
W dłoni Pozytywkarza zobaczyła nóż, po czym jego ostrze przecięło gardło Jamesa. Arien krzyknęła, a James zachłysnął się powietrzem. Wzniósł oczy do góry, a dłonie zacisnął na podłokietnikach. Krew spływała po ubraniu.
- Nie - krzyknęła, gdy głowa Jamesa opadła na klatkę piersiową.
Spojrzała na Pozytywkarza, który uśmiechał się do niej jakby przed chwilą usłyszał dobry żart. Arien pozwoliła, by ciepło w jej wnętrzu przejęło nad nią kontrolę, ale ono zniknęło. Nagle przed sobą zobaczyła Pozytywkarza. Jakim sposobem tak szybko znalazł się przy niej? Oparł dłonie na jej rękach. Ponownie wyczuła czarną magię. Chłód przeniknął przez jej skórę, dostał się do krwi. Spojrzała na ich dłonie, które oplotła ciemna maź, przemieszczająca się w górę. Arien usiłowała przywołać moc, lecz z każdą mijającą chwilą traciła wiarę, że uda się jej zrobić to, co zaplanowała. Czerń rozprzestrzeniała się na kolejne części ciała. Zakryła ręce i nogi, oplotła tułów. Nie czuła już dłoni, a dotkliwy chłód ranił ją od środka. Arien z trudem łapała powietrze. Znad ramienia Pozytywkarza spojrzała na martwego Jamesa. To nie tak miało się skończyć.
- Jesteśmy tacy sami, Arien - powiedział Pozytywkarz, a ona skupiła uwagę na niego. - Oboje lubimy władzę nad innymi, dlatego tak bardzo pokochałaś Biesy.
Teraz zrozumiała, dlaczego nie mogła przywołać mocy. Bała się, że przemieni się w jednego z nich. Jednak, czy byłoby to złe? Czy naprawdę potrafiłaby cały czas panować nad taką mocą? Spojrzała w oczy Pozytywkarza. Wiedziała, co musi zrobić. Ciepło pojawiło się ponownie. Czarna magia zatrzymała się, po czym cofnęła się do tyłu.
- Ja ich nie pokochałam. Stałam się jednym z nich.
Oczy Arien zaszły mgłą, a włosy przemieniły się w płomienie. Czarna magia Pozytywkarza została stłumiona, a on odskoczył od niej z sykiem, jakby przed nim nagle wyrosła kobra. Jasne światło otoczyło Arien. Pozytywkarz potknął się o własne nogi i upadł na podłogę, mrużąc oczy przed oślepiającym światłem. Arien widziała go jako ciemny kształt, który wyglądem przypominał człowieka. Czy tak widzą Biesy?
Mechanizm pozytywki zaciął się i kawałek melodii powtarzał się co chwilę. Arien zawładnął gniew tak niespodziewanie, że ledwo utrzymała energię. Zniszczyła pozytywkę, urywając muzykę, która śniła się jej po nocach, gdy rozwiązywała sprawę Pozytywkarza. Ostatni raz spojrzała na swojego ojca, po czym pozwoliła, by energia się rozprzestrzeniła.

***

Wielki De patrzył na zgliszcza domu. Strażacy dopiero przed chwilą ugasili pożar. Najpierw dostał wiadomość od policjantów z Cork, że znaleziono ciało jednego z jego ludzi. Domyślał się kto to może być. Każdy ze śledzących Strażników powiadomił go, że zgubili Arien. Oprócz jednej osoby. Po godzinie do jego biura weszli Mark z Iwanem.
- To Ilsa. Własny Bies ją zaatakował.
- Znaleźliście coś jeszcze? - spytał, zastanawiając się jak przekaże tę wiadomość jej ojcu.
- Pełno ciemnej energii.
Teraz też wyczuwał ciemną magię, ale również nieznaną mu dotąd moc. W spalonym domu znajdowały się szczątki ludzi. Minie trochę czasu nim ustalą kim były ofiary, ale Wielki De wiedział kogo znaleźli. Do tej pory nie natrafili na ślad Jamesa i Arien. Technicy weszli na teren pogorzeliska. Wielki De poczuł wibracje komórki i wyciągnął ją z kieszeni płaszcza. Komendant główny. Najwidoczniej musiał dowiedzieć się o śmierci Ilsy. Miał już odebrać, kiedy nagle wyczuł tę samą energię, co wcześniej. Rozejrzał sie wkoło. Strażacy w kombinezonach, policjanci odgradzający teren żółtą taśmą, młody chłopak wyciągający z samochodu techników prostokątną walizkę. Każdy zachowywał się tak, jak zwykle w miejscu zdarzenia. Wielki De spojrzał po drzewach, przez które przedzierało się światło zimowego poranka. Komórka zamilkła na chwilę, po czym ponownie odezwał się dzwonek połączenia. Zignorował go. Coś mignęło między drzewami. Potem ponownie. Ruszył w tamtym kierunku i po kilku minutach zniknął z pola widzenia ludzi pracujących przy pozostałościach spalonego domu.
Energia była wszędzie. Nawet Strażnik przy najmniej rozwiniętych zdolnościach wyczułby ją. Wielkiemu De kojarzyła się ona z mocą Biesów, ale było w niej coś ludzkiego. Stał pośrodku lasu przez dłuższą chwilę. Czekał. Jednak w końcu zrezygnował i cofnął się, by wrócić.
Wtedy ją zobaczył. Arien stała naprzeciwko niego. Wokół niej znajdowała się poświata. Wyczuwał od niej ogromną energię, wręcz go paliła, ale nie odsunął się. Wyciągnął do niej rękę, lecz ona tylko kiwnęła głową, po czym rozpłynęła się w powietrzu.


Zdjęcie: pixabay.com - Kristamonique
Grafika na zdjęciu: Monika Syminowicz
MonikaSyminowicz-podpis 
Monika Syminowicz

Monika Syminowicz

Uwielbia łączyć fantasy w thrillerem, ale równocześnie jest przeciwniczką wykorzystywania utartych postaci fantastycznych. Weteranka kursów pisania, które pozwoliły jej spojrzeć na teksty z innej perspektywy, dzięki czemu z każdym dniem udoskonala swój warsztat.
Monika Syminowicz