Motywacja do pisania

z 5 komentarzy

 

 

Z motywacją jest jak z ogniskiem. Jeśli go nie podsycasz w końcu zgaśnie. Im mniej ją karmimy, tym szybciej ulatnia się jak powietrze z dziurawego balonika.

Najsilniejsza motywacja w pisaniu jest na samym początku, gdy w głowie pojawia się nowy pomysł, nowi bohaterowie, nowe konflikty. Pierwsze strony tekstu pojawiają się prawie za pomocą czarodziejskiej różdżki i nachodzi zdziwienie: aż tyle napisałem?

Potem jest gorzej. Pomysł zaczyna powoli nużyć, bohaterowi nie są już tak ciekawi jak na początku, a konflikty wydają się kalkami z innych książek. Nawet jeśli przejdziesz ten środkowy moment zwątpienia dopada cię to w końcowym etapie pisania, zwłaszcza gdy nadal nie możesz zdecydować się na jedno z wielu zakończeń.

I nie ma co się smucić. To jest normalne!

Zwłaszcza, gdy trzeba się samemu motywować, bo przyjaciele lub rodzina się do tego nie kwapią, albo są zbyt zajęci swoimi sprawami.

Ile razy pytałam się kogoś ze znajomych, czy tekst się podobał. Najczęstsza odpowiedź: no, fajne. Eh, a może coś więcej. W tym momencie uwielbiam tę konsternację w ich oczach mówiącą: czego ona jeszcze chce.

I tutaj kłaniamy się samo motywacji, która jest ciężka jak tonowy głaz, ale możliwa do zrealizowania.

Pierwsze co musisz zrobić to ustalić CEL i tutaj skłonię się w stronę metody SMART, która mówi, że cel powinien być:

Skonkretyzowany – innymi słowy, określ że co tydzień napiszesz 10 stron, że codziennie napiszesz po 2 strony itp.

Mierzalny – czyli określenie dziennego/tygodniowego minimum ilości znaków lub ilości stron do napisania.

Akceptowalny – takie, które będzie dla ciebie najlepsze. Nie narzucaj sobie zbyt wysokich wymagań, bo szybko się zniechęcisz. Dasz radę napisać tylko kilka zdań? A może aż 10 stron? Nie ma sprawy. To ty musisz być zadowolony.

Realny – weź pod uwagę ile masz czasu w ciągu dnia/tygodnia. Jeśli twój grafik tygodniowy, a może nawet miesięczny jest zapchany do granic możliwości, to nie dasz rady napisać dziesięciu stron w dziesięciominutowej przerwie pomiędzy jednymi zajęciami a drugimi.

Terminowy – ustal termin do kiedy masz to zrobić. Oczywiście z głową. Nie narzucaj sobie, że napiszesz opowiadanie na 50 stron w ciągu tygodnia, albo całą książkę w dwa miesiące. 

Ciesz się z małych sukcesów, zapisuj swoje postępy, bo to niesamowicie motywuje. Na przykład 1 marca zacząłeś pisać, po dwóch tygodniach masz już 20 stron, po kolejnych dwóch już 35 stron, a po jeszcze kolejnych ponad 50! Zobacz 1 marca miałeś zero napisanych stron, a w połowie kwietnia masz już ich prawie 60. Czy to nie motywujące?

Czasem niewielkie sukcesy są ważniejsze od tych wielkich, bo to dzięki tym małym zwycięstwom dochodzisz do wygrania wojny o swoją samo motywację i skończenie tekstu. I tym bardziej uodparnia na zniechęcenie i ciągłe wymówki, by nie pisać. Zresztą już kiedyś o wymówkach pisałam.

I teraz najważniejsze – rób sobie dobrze – jakkolwiek by to zabrzmiało.

Wynagradzaj swój wysiłek. Dogadzaj sobie. Bądź dobry dla siebie.

Nie biczuj się za każdym razem, gdy nie uda ci się wypełnić w 100% całego planu. Myślisz, że mnie się kiedyś udało? Tych parę brakujących stron to nie koniec świata.

Wykonałeś poszczególne etapy w całości? Gratuluję! A teraz spraw sobie nagrodę. Może to być cokolwiek. Dobra bombonierka lub gorąca czekolada – tylko ostrożnie, nie chcesz chyba przytyć. A może jakaś rzecz, którą od dawna chcesz kupić. Wypad na miasto potańczyć?

Cokolwiek co ci sprawia przyjemność. Cokolwiek, co cię odpręży i zmotywuje do dalszego działania.

 

Zdjęcie: stocksnap.io - Teddy Kelley
Grafika na zdjęciu - Monika Syminowicz

Zobacz inne wpisy o motywacji:
Monika Syminowicz

Monika Syminowicz

Uwielbia łączyć fantasy w thrillerem, ale równocześnie jest przeciwniczką wykorzystywania utartych postaci fantastycznych. Weteranka kursów pisania, które pozwoliły jej spojrzeć na teksty z innej perspektywy, dzięki czemu z każdym dniem udoskonala swój warsztat.
Monika Syminowicz

Latest posts by Monika Syminowicz (see all)