Ocalić życie. Cz. 1

z 15 komentarzy

Impulsem do napisania tego opowiadania był konkurs, na który chciałam je wysłać. Niestety nie zdążyłam napisać zakończenia. Ale może to i lepiej, bo będziecie mogli je poznać na łamach naszego bloga. Dzisiaj publikuję pierwsze dwie strony.

Przyjemnej lektury!

Ocalić życie

Oddychał coraz szybciej. Błyski. Biegną, uciekają przed niemożliwym do uniknięcia. Ona wśród nich. Wyciąga do niej rękę. Próbuje dosięgnąć nieuchwytnego. Ich palce ocierają się o siebie nerwowo. Ona spada w otchłań. Wychyla się za nią desperacko, myśląc, że ją uratuje. Sięga dalej, ale nagle ktoś szarpie go za ramię.

Aguarin usiadł gwałtownie na łóżku. Rozczesał palcami posklejane od potu błękitno-białe włosy. Rozejrzał się po znajomej sypialni, zatrzymując wzrok na Rebece. Filigranowa brunetka leżała obok, zwinięta w kłębek. Spokojna, jak każdej nocy. Skąd więc ten niepokój? Zrzucił z siebie kołdrę, po czym udał się do łazienki. Może przebywał zbyt długo w ludzkim mieszkaniu? Przy Rebece czuł się wspaniale, lecz nic nie mogło zastąpić wodnej toni. Powinien wrócić do domu choć na kilka dni. Przejrzał się w lustrze. Podłużną twarz zakrywały długie włosy. Związał je w niski kucyk, przyglądając się wąskim ustom, twardemu spojrzeniu niemal zawsze podkrążonych błękitno-szarych oczu oraz szpiczastemu nosowi. Ocenił krytycznie opływowe ciało. Opływowe znaczyło chude i nieatrakcyjne. Nie wiedział, co Rebeka w nim widziała. Pokręcił głową, wchodząc pod zimny prysznic. Pozwalał by orzeźwiająca woda spływała chwilę po spragnionym ciele. Dreszcz niecierpliwości przeszedł mu po plecach. Dłużej nie wytrzymał. Pozwolił by pory w jego skórze otworzyły się i zaczął chciwie wchłaniać ożywcze krople spadające z deszczownicy. Westchnął. Nic innego nie mogło dodać mu siły. Woda – Napój Bogów, którzy stworzyli pięć żywiołów: powietrze, ogień, ziemię, wodę oraz moc serca. Z żywiołów zrodził się Aguarin i jemu
podobni, Żywiołaki. Ogmios władał powietrzem, i nakazał im by unosiły na wietrze jego pieśni. Inni zostali stworzeni przez Aedha, boga ognia, zawsze złaknionego krwistej rozrywki; czy też przez Nerthus, jedną z najbardziej stanowczych z bóstw, która władała ziemią. Llyr, bóg wody, stworzył Żywiołaki wody, w tym także i Aguarina. Trwał on przez wiele lat obciążony przymusem samotności, dopóki na ziemi nie zjawili się ludzie. Niegdyś bezkształtny, przybrał ich formę, aby móc się z nimi porozumieć. Z czasem jego kontakty z innymi z jego rasy wygasły. Każdy próbował wpasować się w przepełniony ludźmi świat. Zupełnie jak on teraz.

Kiedy wchłonął resztę wody, wyszedł z powrotem do sypialni. Zatrzymał się, patrząc prosto w inteligentne piwne oczy. Rebeka siedziała oparta o wezgłowie łóżka z rękami zaplecionymi na piersi i wydętymi ustami. Znała go zbyt dobrze, by nie dostrzec zmiany w jego nastroju.

– Co się dzieje, Ag?

– Nic.

Wyprostowała się, przyglądając mu się czujnie.

– Znowu ten sen, prawda?

Cisza.

– Dlaczego nie chcesz mi powiedzieć?

Aguarin wspiął się na łóżko. W ułamek sekundy znalazł się nad nią, zmuszając, by ponownie się położyła. Ucałował jej policzki, usta, szyję, a na końcu podniósł dłoń, złożywszy na niej ten najważniejszy z pocałunków. Pocałunek Ofiary, który składało się wyłącznie na dłoni osoby darzonej niezaprzeczalnym zaufaniem. Rebeka wiedziała co to oznacza. Wyrwała rękę, ze złością odpychając go na bok. Ustąpił. Ponownie usiadła.

– Znowu nic nie powiesz! Och!

Wstała pospiesznie. Poszła do łazienki, by wziąć prysznic. Aguarin ruszył za nią, zafascynowany tańcem, który za każdym razem odbywały krople na jej nagim ciele. Była niczym woda, tyle że słodsza i bardziej ostra zarazem.

Zatrzasnęła mu drzwi przed nosem. Aguarin usiadł ponownie na łóżku, czekając. Nie odznaczał się gwałtownym charakterem, lecz jak każdy Żywiołak nie znosił sprzeciwu. Westchnął.

Gdy Rebeka wyszła, owinięta jedynie w zielony ręcznik, Aguarin oznajmił.

– Nie będzie mnie kilka dni. Muszę się zregenerować.

Rebeka oparła dłonie na biodrach.

– Jasne.

– Porozmawiamy, gdy wrócę.

Wyszedł, żegnając się jedynie spojrzeniem. Drzwi zamknęły się za nim cicho. Zatrzymał się, przylegając ściśle do ściany. Nasłuchiwał. Rebeka przeszła kilka kroków, rzuciła poduszką w drzwi, a potem usiadła i zaczęła płakać. Zawsze to robił. Doprowadzał ją do łez, które tak bardzo kochał. Lekko słone, wyrażające więcej niż przeciągające się dialogi. Łzy mogące powiedzieć wszystko. Tym razem wiedział, że przesadził, lecz mimo to ruszył korytarzem. Nie mógł okazać słabości. Był uosobieniem mocy, a jednak z każdym dniem czuł, że ją traci.

Zdjęcie: unsplash.com - Eutah Mizushima
Grafika na zdjęciu: Monika Syminowicz

DOBRY PODPIS
Alicja Wlazło

Alicja Wlazło

Niepoprawna optymistka, dla której nie ma rzeczy niemożliwych. Nie poddaje w wątpliwość istnienia smoków; upiera się nawet, że w przeszłości udało się jej jednego oswoić. Fantastyka to jej żywioł. Nawiedza ją milion pomysłów na minutę i obawia się, że nie starczy jej życia na spisanie chociażby części.
Alicja Wlazło

Latest posts by Alicja Wlazło (see all)