Ocalić życie. Cz. 2

z Brak komentarzy

Ocalić życie cd.

 

           Wyszedł z nowoczesnego piętrowego budynku, nie patrząc za siebie. Szedł ulicą w samej koszuli, nie zakładając nic na wierzch. Nie potrzebował. Jego żywioł dostarczał mu wszystkiego, co potrzebne do życia. Aby ludzie wzięli go za jednego z nich, nauczył się oddychać oraz naśladować niektóre z ludzkich zachowań. Z początku było trudno, lecz przez pięć lat można się przystosować nawet do skrajnych warunków. Właśnie tyle znał się z Rebeką. Wpatrywał się w przestrzeń przed sobą. Pamiętał ich pierwsze spotkanie. Kiedy ją ujrzał, nie mógł opuścić wzroku. Była zima, dzień przed Świętami Bożego Narodzenia. Ludzie spotykali się ze sobą, pijąc zdrowie Jezusa. On również zajął miejsce w jednym z mniejszych barów, siadając przy stoliku ukrytym w cieniu. Wszyscy naokoło śmiali się, opowiadając dobrze znane żarty, podczas gdy on pił wodę, próbując znaleźć dla siebie miejsce w tym zgiełku. Wpatrywał się w szklankę, pogrążony we własnych myślach.

          – Mogę się przysiąść?

Uniósł głowę, przyglądając się siadającej naprzeciwko drobnej brunetce o inteligentnych oczach i wysokim czole. Zdjęła gruby płaszcz i przewiesiła go przez oparcie drewnianego krzesła. Czerwone rękawiczki położyła na stole, jedną na drugiej. Spojrzała na Aguarina, uśmiechając się szeroko.

– To co zamawiamy?

Zmarszczył brwi.

– Znamy się? – spytał.

Roześmiała się.

– Nie. Po prostu pomyślałam, że miło będzie porozmawiać. Jestem Rebeka.

Wyciągnęła rękę. Zawahał się, lecz w końcu ją uścisnął.

– Aguarin.

Nawet jeśli jego imię ją zdziwiło, nie dała tego po sobie poznać. Rebeka
potarła o siebie zmarznięte dłonie.

– To co zamawiamy?

– Ja mam wodę.

Rebeka uniosła brwi.

– Żartujesz?

– Nie piję alkoholu.

– Och, daj spokój. Wypij chociaż jeden kieliszek, proszę – mówiąc to, nachyliła się do przodu. Jej obcisła czerwona bluzka z dużym dekoltem opinała się na średniej wielkości piersiach. Powinien był wtedy odmówić, lecz coś w jej beztrosce przyciągało, sprawiając, że nie mógł się oprzeć chęci przebywania w jej towarzystwie. Zresztą, jeden kieliszek nie mógł wyrządzić mu krzywdy. Mylił się. Kącik ust Aguarina uniósł się nieznacznie, kiedy przypomniał sobie dalsze wydarzenia. Wypili po jednym kieliszku wódki, jednak zaraz po tym zaczęło mu się kręcić w głowie. Czuł, że słabnie. Rebeka przestraszyła się, widząc jego bladą twarz. Próbował wstać, ale się zatoczył. Rebeka zarzuciła na siebie płaszcz, pomagając mu wyjść z zatłoczonego baru. Zapytała się go jeszcze, gdzie znajdzie jego okrycie. Gdy powiedział, że nie miał takiego, przystanęła, nic nie mówiąc, jednak po chwili ruszyła dalej.

Dotarli do jej domu. Udało mu się wdrapać pod prysznic, jednak był zbyt zamroczony, by zamknąć za sobą drzwi. Rebeka, chcąc sprawdzić, czy nie stracił przytomności, weszła do łazienki. Kiedy woda zaczęła lecieć, Aguarin zaczął ją wchłaniać. Nagle usłyszał okrzyk zdziwienia. Odwrócił się. Rebeka stała nieruchomo, zakrywając ręką usta.

– Co? Czym ty…? – spytała cicho, cofając się o krok.

– Rebeko, proszę. Poczekaj. To jest… skomplikowane.

Westchnął i oparł się ręką o ścianę. Czuł jak wracają mu siły, a wraz z nimi od dawna mu nieznane uczucie . Poczuł się nieswojo.

– Pozwól mi wyjaśnić.

Miał pewność, że ucieknie, albo go wyrzuci, lecz Rebeka podeszła do niego powoli. Zatrzymała się przed nim i uniosła dłonie, dotykając jego twarzy. Spojrzeli sobie w oczy.

– Dobrze, pozwolę.

– Dziękuję…

– Ale nie teraz.

Rebeka wspięła się na palcach i zaskoczyła go pocałunkiem. Pierwszym w jego długim życiu. Po chwili objął ją mocno, zdziwiony ciepłem rozprzestrzeniającym się w jego ciele. Tamtej nocy poznał smak kobiecego ciała i od tej pory nie mógł przestać się nim zachwycać. Każde zbliżenie było niesamowitym przeżyciem, którego doświadczał mocniej niż ludzie. Westchnął na wspomnienie minionych dni. Na początku wszystko układało się idealnie. Zero kłótni, pytań, wątpliwości. Jednak przyszedł czas, kiedy musiał wrócić do domu, aby zregenerować siły. Gdy pierwszy raz oznajmił Rebece, że wraca do morza, sądził, że to oznacza koniec ich znajomości.

– Becky, muszę wrócić. Wiem, że ciężko ci to zrozumieć, ale dłużej nie mogę czekać.

Odwróciła się od niego plecami. Chciał ją objąć, zrobić cokolwiek. Wyciągnął rękę, jednak w ostatniej chwili ją cofnął.

– Becky, słabnę.

Usłyszał jak wzdycha, a zaraz po tym zwróciła się w jego stronę. Oczy miała mokre od łez, ale radosne. Dotknęła delikatnie jego policzka i uśmiechnęła się.

– Ag, rozumiem. Będę czekać.

Wziął ją w ramiona i tulił mocno. Nie wierzył we własne szczęście, ale nie mogło ono trwać wiecznie. Gdy wrócił zaczęła zadawać pytania, z pozoru niewinne, lecz z biegiem czasu nie trudno było mu się domyślić, jak ciężko znosiła ich rozstania. Starał się odwlekać powrót jak tylko mógł, ale jeśli za bardzo się ociągał, to wówczas musiał przebywać w morskiej toni o wiele dłużej niż zazwyczaj.

Zdjęcie: unsplash.com - Eutah Mizushima
Grafika na zdjęciu: Monika Syminowicz
DOBRY PODPIS
Alicja Wlazło

Alicja Wlazło

Niepoprawna optymistka, dla której nie ma rzeczy niemożliwych. Nie poddaje w wątpliwość istnienia smoków; upiera się nawet, że w przeszłości udało się jej jednego oswoić. Fantastyka to jej żywioł. Nawiedza ją milion pomysłów na minutę i obawia się, że nie starczy jej życia na spisanie chociażby części.
Alicja Wlazło

Latest posts by Alicja Wlazło (see all)