Podsumowanie wyzwania: Bójka w metrze!

z Brak komentarzy

Wiemy, że jesteś ciekawy wyników minionego wyzwania pisarskiego, więc nie będziemy testować twojej cierpliwości.

Oto najciekawsze prace!

Monika Cholewa - Międzybrodzka
NO9

– Obiekt NO9 spotkał kobietę. Możliwe przekazanie chipa. Obiekt odchodzi, idę za nim.
Mężczyzna nieśpiesznie ruszył główną aleją skweru. Minął śmietnik, wrzucił bezdomnemu monetę i skierował się na stację metra. Delikatnie przechylił głowę w moją stronę. I już wiedziałam. Wyrwał do nadjeżdżającego metra, a ja za nim odtrącając ludzi stojących mi na drodze. Wbiegł do wagonu pewny, że nie zdążę. Nie uciekniesz! Ktoś zatrzymał dla mnie drzwi. Wpadłam przez szparę, ale on był już z przodu wagonu. Nie tracąc czasu na kurtuazję przepychałam się do niego. Nagle stanął i odwrócił się. Co jest? Chyba nie podda się dobrowolnie? Zerknęłam na okno. Wjechaliśmy na estakadę omijając uliczne korki pod nami – był mój. Patrzył na mnie beznamiętnie. Odpłaciłam się tym samym, robiąc kolejny krok. Cios. Ból. I tak cholernie denerwujące poczucie nierealności, które na sekundę mnie zamroczyło. Leżąc na podłodze czułam krwawiącą wargę. Otworzyłam oczy. NO9 pochylał się nade mną chcąc znów mi przywalić. Nagle staruszka siedząca obok walnęła go parasolką. Głuchy dźwięk i żadnej reakcji. Ożeż ty, android. To zmieniało postać rzeczy, taktykę i oszczędziło moje pięści. W lot oceniłam sytuację - on wpatruje się w staruszkę, żadnych łomów pod ręką. Wyrwałam staruszce parasolkę i z całej siły przywaliłam mu w głowę powalając na ziemię. Wstałam szybko, ale on podciął mi nogi, zwalając na siedzącą parę.
– E, uważajcie!
– Wynocha, bić się gdzie indziej!
Odzywali się co odważniejsi, ale większość odsunęła się na bezpieczniejszą odległość. Ktoś siłą odciągnął staruszkę, wygrażającą nam pięścią w odwecie za parasolkę. Byłam zdana na siebie. Rzucił się na mnie, ale zablokowałam cios. Chwilę barowaliśmy się, nim wyciągnęłam nóż i wbiłam w łączenie jego szyi. Ostry zakręt rozdzielił nas. Znów zamachnęłam się parasolką, ale wyrwał mi ją wyrzucając w tłum gapiów.
– Zawiadomcie maszynistę! – histeryzowała elegancka kobieta.
– Luz. Wezwałam gliny.
Uśmiechnęłam się w duchu słysząc małolatę z komórką i wielkimi słuchawkami. Muszę tylko dotrwać do stacji. Spojrzałam przez okno i zamarłam. Jechaliśmy wprost na wieżowiec! Nagły pisk kół o szyny wwiercający się w uszy, szarpnięcie i moja wizja zderzenia z budynkiem. Mimowolnie zamknęłam oczy.
– Stacja centralna – popłynęło z głośników.
Wagon zatrzymał się we wnętrzu wieżowca. Niewiedza nowej w mieście.
Gdy drzwi się otworzyły wszyscy pasażerowie wybiegli wprost na obstawiony policją i tajniakami peron. W środku zostaliśmy tylko ja i on. Z jego oczu ziała czysta nienawiść – czy to możliwe u androida? Decyzje podjął w sekundę. Ruszył z impetem na okno. Huk tłuczonego szkła i lecące odłamki przystopowały mnie. Ale on biegł już przez torowisko do wagonu stojącego na bocznicy.
– Szlag – szepnęłam wyskakując przez rozbite okno. Po walce z zamkniętymi drzwiami wpadł do wagonu, ja za nim.
– Poddaj się. Agenci tu idą.
Lecz on położył dłoń na ścianie. Zapaliło się światło i usłyszałam włączający się silnik. Uruchomił ten złom samym dotykiem… Ostre szarpnięcie wyrwało mnie z osłupienia. Znienacka kopnął mnie w żebra. Skuliłam się z jękiem a kolejny ból rozlał się po plecach. Wiedziałam, że nie wygram z tą metalową puszką jego metodami. Pęd powietrza z otwartych drzwi podziałał otrzeźwiająco wraz z myślą, że zaraz wyrzuci mnie przez nie. Przytrzymałam się krzesła i z całej siły kopnęłam w jego kolano. Chrupnęły delikatne łączenia. Zaskoczony padł na podłogę, gdy zauważyłam nad nim uchyloną rozdzielnie. Rzuciłam się tam, omijając wyciągnięte ręce. Wyrwałam kable i przyłożyłam do szpary po nożu na jego szyi. Poleciały iskry, światło migotało, a wagon powoli zatrzymywał się. Kiedy android znieruchomiał odrzuciłam kable i odwróciłam go. Na ustach zastygł zuchwały uśmiech. Drań. Odetchnęłam nim zaczęłam przeszukiwać „trupa”. Złoty krążek wyczułam w ukrytej kieszonce. Przystawiłam chip do swojego smartfona by odczytać dane. Z telefonu popłynęła wesoła melodia a mi serce podskoczyło do gardła na wspomnienie lipnego bezdomnego na skwerze.
– Szlag.


Łukasz Kucharski
Alex

Zwrócił uwagę paru pasażerów schodząc w dół po kamiennych schodkach. Odziany był w długi płaszcz i czarny welurowy kapelusz. Cóż za dziwny świat, pomyślał rozbawiony Alex zerkając na holograficzną reklamę ukazującą odżywkę dla mechanicznej partnerki. W tym samym momencie usłyszał nadjeżdżający pociąg. Wsiadł do środka. Podparł się na metalowym drążku. Ruszyli. Naprzeciwko niego siedziało paru staruszków oraz matka z dzieckiem na kolanach. Staruszkowie spoglądali przed siebie zmęczonym wzorkiem, a młoda kobieta mówiła coś pieszczotliwie do swego maluszka. Nieopodal niego stała grupka nastolatków ze smartfonami. Przez szum rozpędzającej się maszyny Alex nie mógł usłyszeć o czym dyskutowali. Włożył rękę do kieszeni i wyjął kulę wielkości kurzego jaja. Wpatrywał się w nią oślepiony jego pięknem.
- Hej! – Usłyszał głos zza pleców – Ty tam!
Alex odwrócił się. Wyrosła przed nim dziewczyna. Miała na sobie niebieską koszulę, spodnie cargo i ledwo sięgała mu do szyi. Śliczna grzywka opadała na jej zwężone oczy. To oczy wojowniczki, pomyślał Alex, po czym zaczął głośno rechotać.
- Z czego tak rżysz? – zapytała naburmuszonym głosem i sięgnęła ręką po kulę.
- Twoje niedoczekanie – odparł Alex i popchnął dziewczynę. Ta straciła równowagę i opadła na podłogę. Jej twarz skryta pod burzą włosów zamieniła się w wulkan gniewu. Jakiś staruszek pomógł jej wstać. Dziewczyna sięgnęła po nóż i ruszyła w kierunku Alexa. Mężczyzna w płaszczu przetarł kulę rękawem i dostrzegł w niej coś niepokojącego. Tajemniczy płomień wirował pod szklaną skorupą. Cóż to oznacza? Nagle kątem oka dostrzegł błysk noża. Ukrył ją pod płaszczem i postąpił ostrożnie kilka kroków w tył. Płonęła rządzą mordu. Uderzyła, lecz zablokował cios ramieniem. Wykorzystał to i błyskawicznie wgniótł stalową, nabijaną ćwiekami pięść pod jej drobne żebra. Poczuł miękkość miażdżonych organów i stukot upadającego noża. Dziewczyna opadła ciężko na ziemię zwijając się z bólu. Oczy pasażerów zwróciły się w ich stronę. Nawet maleństwo ucichło.
- Zostaw ją! - Ktoś krzyknął z tłumu łamiącym się głosem. Alex omiótł otoczenie wzrokiem, lecz nikt nie ośmielił się pomóc dziewczynie. Spektakl trwał, a pociąg sunął wgłąb segmentowego odwłoku mrocznych tuneli.
- Czy nie rozumiesz, że TO należy do mnie? – zapytał kpiąco nachylając się nad leżącą.
- Mylisz się – wykrztusiła z bólem. – Jej Pan jest blisko. Nigdy nie uciekniesz przed Jego gniewem.
Alex podniósł nóż i dostrzegł na nim plamy krwi. Dopiero teraz spostrzegł nadszarpane ramię płaszcza i sączącą się z niego krew.
- Gra skończona – wyszeptał jej do ucha delikatnie przesuwając wierzchem ostrza po policzku. – Coś ci powiem, maleńka. Bractwu Kruków grozi rozłam. Do waszych szeregów wniknął mój człowiek. – Blefował. – Pogódź się z faktem, że ani ty ani Bractwo nie powstrzymacie mnie!
- Oddaj kulę! – odszczeknęła mu w twarz.
- Nigdy, ty parszywa marionetko! – Chwycił ją za gardło. Zawisła w powietrzu wierzgając nogami. Silne palce splotły się wokół delikatnej szyi. Czuł jak pod palcami pulsuje wzburzona krew. To mu przypomniało o krwawej rzezi z 2036 nad brzegiem Dunaju. Dawne dzieje. Resztką sił kopała go buciorami po piszczelach próbując wyzwolić się spod żelaznego uścisku. Odsłonił rząd krzywych zębów w obłąkańczym uśmiechu. Pociąg mknął a ona powoli odpływała. Pasażerowie ani drgnęli. Czy w duchu pieli z zachwytu, że nie są w skórze dziewczyny? Czy oblani zimnym potem czekali końca spektaklu?
Dziewczyna łapczywie chwytała powietrze.
- Nie możesz odwrócić przeznaczenia, moja kochana. – Czuł jej dogasające życie, spowalniające tętno, słabsze bicie serca.
- To… jeszcze… nie koniec – wystękała. - Po…powstrzymamy… cię!
Rozluźnił dłoń. Ciało dziewczyny opadło na podłogę jak kłoda. Pociąg zwolnił i rozsunęły się drzwiczki. Cudowna publiczność, pomyślał Alex, po czym zlał się z tłumem.
***
Gigantyczny czarnoskóry mężczyzna niósł bezwładne ciało dziewczyny do kostnicy. Ponieśli kolejną stratę. I na domiar złego kula wciąż była w rękach wroga.


Ireneusz Bielak
Bójka w metrze

– Następna stacja Marymont. – rozbrzmiał komunikat głosem jakiegoś prezentera.

Zachary rozejrzał się po pasażerach Warszawskiego Metra. Jechali, kołysząc się zasłuchani  w dolatujący z zewnątrz szum pociągu pędzącego przez tunel. Zatopieni w swoich myślach, książkach, smartfonach.

Pociąg zatrzymał się na stacji, ludzie wysiadali i wsiadali. Zgiełk towarzyszył każdemu takiemu postojowi. Ekrany projekcyjne zgasły, ludzie potrząsając smartfonami rozglądali się zdezorientowani.  Zachary poczuł na sobie czyjś wzrok, puls przyspieszył. Spodziewał się tego, zapanował nad sobą nie dając poznać po sobie napięcia. Kątem oka dostrzegł mężczyznę, którzy wywołał jego niepokój. Wyróżniał się czymś, czego nie sposób było jednoznacznie określić. Emanowała od niego pierwotna agresja, sięgająca instynktu ucieczki każdej napotkanej istoty. Kilku podróżnych nie zdając sobie z tego sprawy, oddaliło się od niego.

Usiadł wprost przed Zacharym.

– Następna stacja Plac Wilsona.

Siedząca po prawej stronie dziewczyna pośpiesznie zebrała swoją torebkę i oddaliła się w głąb wagonu. Dokoła zrobiło się nagle dużo miejsca, jakby niewidzialna siła trzymała pozostałych podróżnych z daleka od nich.

– Jaka kulturalna młodzież. Nie sądzisz przyjacielu?

Zachary milczał patrząc mu prosto w oczy.

– Zachariaszu, jak widzisz znalazłem cię pomimo twoich starań.

– Nie przypominam sobie, żebym się ukrywał.

Laskę, na której wspierał dłonie płynnym ruchem przełożył na kolana. Wiedział z kim przyjdzie mu się zmierzyć, kiedy i gdzie to była tylko kwestia czasu. Wiedział też, że zwycięstwo łatwe nie będzie.

– Jesteś tak pewny siebie detektywie, taki butny, taki … - powiedział mężczyzna poprawiając się na siedzeniu. – … ambitny.

Chwilę milczeli, poddając się kołysaniu pociągu.

– Skończmy to tu i teraz.

– Jak sobie życzysz.

– Tylko ty i ja? - Uśmiechnął się paskudnie.

Pociąg zatrzymał się, kilku podróżnych pospiesznie wysiadło, chcąc uniknąć zbliżających się kłopotów.

– Następna stacja Dworzec Gdański.

Zachary nie czekał na cios. Jednym płynnym ruchem zsunął się z fotela klękając na kolanie. Trzymaną oburącz laską uderzył w brzuch napastnika, który stał z uniesioną pięścią. Zaskoczył go atakując pierwszy.

– Bardzo sprytne. – Wypuścił powoli powietrze i odchylając do tyłu głowę, aż chrupnęły kręgi.

Zaatakował kilkunastoma szybkimi ciosami, które Zachary obronił, zadając mu przy tym kilka bolesnych kontr.

– Imponujące jak na inwalidę.

– Za dużo mówisz.

Adwersarz ponowił atak, pod nawałem uderzeń laska wypadła z rąk. Jeden z ciosów trafił w głowę. Zachary opadł na kolano, poczuł smak krwi. Kolejny atak, zablokowany z trudem by następnie skontrować szybką serią. Niestety przeciwnik był równie szybki i cały atak nie przyniósł żadnego skutku. Obaj napierali na siebie, na przemian blokując i atakując. Obaj reprezentowali ten sam wojskowy poziom wyszkolenia. Kilka ataków przełamało obronę Zacharego, przegrywał. Jego przeciwnik był silniejszy, wyższy i prawie dwukrotnie cięższy. Trafienie w szczękę pozbawiło detektywa równowagi posyłając go ponownie na podłogę.

Nim się otrząsnął poczuł, jak ramiona chwytają go w pasie. Unoszą w górę, uścisk wyparł powietrze
z płuc. Zaczynał tracić świadomość, mgła przysłoniła wzrok. Na granicy przytomności, ostatkiem sił wbił palce wskazujące w oczy przeciwnika, a kciuki po same kłykcie pod szczękę. Usłyszał zniekształcony krzyk, uścisk zelżał. Świadomość wracała bólem klatki piersiowej. Wykorzystując chwilę, kopnięciem w brzuch i uderzeniem „z główki” powalił na kolana rywala. Kiedy już stał na podłodze zadał cios łokciem, który ostatecznie zakończył walkę.

Potrząsał głową przez kilka sekund by przegonić ból. Wracała ostrość widzenia, rozejrzał się dokoła. Pasażerowie milczeli, zaskoczeni niespodziewanym rozwojem akcji.

Zachary podniósł swoją laskę. Z trudem oddychając przytrzymał się poręczy.

Gdy otworzyły się drzwi, leżące na podłodze ciało zmieniło się w czarny, gęsty dym, który uleciał na peron.

- Życzę państwu miłego dnia – powiedział i wyszedł z wagonu znikając w tłumie.


Wszystkim zwycięzcom gratulujemy i jednocześnie zapraszamy na kolejne wyzwanie, które odbędzie się w grudniu.

 
Zdjęcie: pixabay.com - Unsplash
Grafika na zdjęciu: Monika Syminowicz

Zobacz pozostałe podsumowania wyzwań pisarskich:

Monika i Alicja

Monika i Alicja

Dwie dziewczyny nie potrafiące żyć bez pisania. Dzięki niemu zyskały przyjaźń na całe życie. Piszą głównie w nurcie fantasy i dzielą się swoją wiedzą zdobytą na kursach kreatywnego pisania, jak i poprzez własne doświadczenie.
Monika i Alicja

Latest posts by Monika i Alicja (see all)