Podsumowanie wyzwania: Supermoc poszukiwana

z Brak komentarzy

podsumowanie wyzwania - super moc poszukiwana

Kolejne wyzwanie za nami, a więc przedstawiamy wyniki czerwcowego wyzwania!

Zapraszamy do czytania, a zwycięzcom gratulujemy!

Osobliwa przyjaźń

Magdalena Kuśpiel

Stałam przy oknie na izbie przyjęć, oczekując, aż w końcu przyjmą mnie na oddział. Torba z moimi rzeczami opadała mi luźno na ramię i co chwilę musiałam ją poprawiać, aby nie spadła. Obserwowałam wyścig kropel deszczu, które niczym bezbarwne rumaki ścigały się do framugi okna po drugiej stronie szyby.
Można było spokojnie rzec, iż różniłam się od reszty społeczeństwa. Byłam rasowym odludkiem. Wolny czas poświęcałam, zatracając się w książkach. Każda z osobna zabierała mnie do swojego świata. I szczerze wolałam żyć tam, niż z tymi obojętnymi ludźmi wokół mnie. Nigdy nie znalazłam prawdziwego przyjaciela, bo wszyscy w moim środowisku byli tacy płytcy.
Kiedy jedna z kropel dotarła pierwsza do mety, usłyszałam głos. Odwróciłam się w stronę dobiegającego hałasu. Nastolatek, na oko trzynasto-czternastoletni, stał przy drzwiach, prowadzących na oddział onkologiczny, a z tych drzwi, wyglądał nieśmiało mały chłopiec i miał lekko spuszczoną, gładką od łysiny, głowę.
- Żałosny jesteś! - śmiał się nastolatek.
Kiedy ujrzałam pojedynczą łzę u chłopca, nerwy mi puściły. Podeszłam szybkim krokiem do obydwojga, zostawiając za sobą torbę.
- Przeproś go natychmiast! - warknęłam.
Ten nieco się speszył i powiedział ledwo słyszalne „przepraszam” w stronę chorego chłopczyka i odszedł. Przeniosłam wzrok na dziecko i zrobiło mi się przykro.
- Ja… - otarł łzę. - Ja chciałem znaleźć tylko przyjaciela.
- Wiesz… Ja zostaję na oddziale na kilka dni. Mogę się z tobą pobawić jeśli chcesz - rzekłam. Oczy chłopca zabłyszczały.
- Pewnie, że bym chciał - odpowiedział szybko. - Ale muszę już wrócić… Do zobaczenia! - krzyknął radośnie i odszedł.
Minął miesiąc odkąd poznałam Kacperka. Był to najwspanialszy chłopiec na całej Ziemi i, mimo że ze szpitala wyszłam już 3 tygodnie temu, to zawsze po szkole przychodziłam do niego i innych dzieci, aby poczytać im książki, czy też się z nimi pobawić. Cieszyłam się, że kiedy mnie widział, jego uśmiech powracał. Zawsze kiedy przychodziłam, wydawali się być szczęśliwsi. Było mi miło, że im pomagałam zapomnieć na jakiś czas o chorobie. Dziś dostałam od niego i wszystkich moich przyjaciół rysunek, który wzruszył mnie do łez. Rysunek przedstawiał jak trzymamy się za ręce i jestem w pelerynie. Na górze było napisane drukowanymi literami: ‘’NASZA SUPERBOHATERKA’’.
- Dziękujemy ci, że każdego dnia dajesz nam nadzieję na lepsze jutro - powiedział Kacper i wszyscy mnie mocno uściskali.
- Już zawszę będę z wami - rzekłam ocierając łzę. W końcu znalazłam prawdziwych przyjaciół.


Marcin Litwiniuk

 Sobota, dzień filmów, płyty przygotowane do oglądania, jednak, gdy już miałem odpalić pierwszy usłyszałem ciche pukanie. Kiedy je otworzyłem stała za nimi młoda kobieta. Długowłosa brunetka o atrakcyjnej figurze ze spuszczonym wzrokiem, coś wymamrotała jednak zbyt cicho by doleciało do mych uszu. Następnie popatrzyła na mnie, a jej lico było niczym fioletowa plama. Poprosiłem ją do środka, a kiedy szła zauważyłem iż kuleje. Wprowadziłem się do tego mieszkania jakieś dwa dni temu i jeszcze nie do końca się rozpakowałem, nie mówiąc już o poznaniu sąsiadów, ale wydaje mi się iż gdzieś widziałem tę kobietę. Zaproponowałem jej coś do picia oraz tabletki przeciwbólowe. Przyjęła lekarstwa oraz herbatę, a następnie odpowiadając na moje pytania powoli mówiła kto jej to zrobił. Po skończonej rozmowie udało mi się ją namówić, że sen jej pomoże. Starałem się być przekonujący. Zaprowadziłem ją do sypialni, gdzie ułożyła się na łóżku i po chwili zasnęła. Stałem tak nad nią przez chwilę układając sobie wszystko, po czym wyszedłem z mieszkania do tego, gdzie przebywał jej oprawca. Już na korytarzu przed drzwiami mieszkania wyczuwałem wyraźny zapach alkoholu, gdzie tam alkoholu, zwykły najtańszy winiak. Drzwi były uchylone, a kiedy przekroczyłem próg mieszkania zapach stał się tak intensywny, że zakręciło mi się w głowie. Po krótkich poszukiwaniach znalazłem mężczyznę siedzącego, a właściwie półleżącego w fotelu, pod nim leżały trzy butelki i cztery albo pięć puszek. Otworzył oczy i popatrzył na mnie, po czym powiedział.
- A co ty tu kurwa robisz?
- Już nigdy nie podniesiesz ręki na swoją córkę – oświadczyłem, przezwyciężając mdłości spowodowane jego oddechem.
- Co, poszła na skargę? Posłuchaj no, ona tu mieszka, należy do mnie i ma robić wszystko czego będę chciał. Nie twój zasrany interes, a teraz wypierdalaj zanim cię zajebię.
- Najpierw musiałbyś wstać z tego fotela - spokojnie odpowiedziałem – Jeszcze raz. Nigdy więcej nie podniesiesz na nią ręki. Zobaczę najmniejszy ślad po uderzeniu i idę na policję i do opieki społecznej.
- A kim ty w ogóle jesteś? Jej alfonsem? Posłuchaj knypku, potrzebuje kasy a ta kurwa nie chce obsłużyć moich kumpli za forsę. Nie mogę pozwolić aby uważali, że jestem miękki, więc dałem jej nauczkę. I będę tak robił tak długo dopóki ona nie będzie grzeczna.
- Dziękuję – odpowiedziałem, co widocznie zaskoczyło mężczyznę – do tej pory wahałem się, lecz ty rozwiałeś wszelkie moje obawy. Ona już tu nie wróci. - To powiedziawszy odwróciłem się i zacząłem szukać rzeczy dziewczyny, spakowałem i wyszedłem z mieszkania.


Wyszaleć się...

Małgorzata Rajchel

- Wiesz, nie będę się licytował z Bogiem o ilość dni jakie mi da, żeby jeszcze pożyć  - powiedział spokojnie pewnego dnia. Nic nie powiedziałam, rzadko mówiłam od siebie, odpowiadałam na pytania. Zdawałam sobie sprawę z tego, że jestem od słuchania.

- Dziś jest ładny dzień na śmierć. Ale nie moją. Lepiej zobaczmy jak Warriorsi sobie radzą. - Włożył w kieszeń laptopa płytę, którą mu przyniosłam i oglądaliśmy. Na ekranie banda wielkoludów skakała, wrzucała, zbierała. Niektórym nie siedziała dziś piłka.

Przychodziłam do tego chłopaka od kilku miesięcy. Diagnoza była jednoznaczna - nie wyjdzie z tego raka. Co mogłam mu dać? Swój czas i możliwość zgrywania meczów koszykówki, do których w szpitalu nie miał dostępu. Odwiedzała go matka, ojciec odszedł od nich kilka lat przed chorobą dziecka. Matka była mi wdzięczna za te chwile, które spędzałam z jej synem. Ja czułam się potrzebna.

- Wiesz - powiedział - był u mnie kumpel ostatnio. Z klasy, taki w sumie wydawało się spoko gość. Tyle, że teraz ciężko nam się zrozumieć. On opowiada o laskach, o imprezach. Wkurzył mnie, gdy powiedział, że na moim miejscu poużywałby życia - skręty, laski. A ja, klepię zdrowaśki, żyję jak mnich...Idiota!

Jak zmienia się podejście do życia. Czy rok temu powiedziałby tak samo?

- Co mi z tego, że poszaleję? Nie wezmę tego ze sobą przecież. Nie tego chciałby Jezus. Tam gdzie się wybieram nie ma to znaczenia. Gdybym mógł, to chciałbym pojechać tam, gdzie za życia chodził Jezus. Iść jego Drogą Krzyżową, dotknąć tych miejsc... bo wiesz – zakaszlał - ...wiesz, że Jezus jest tu cały czas. Widzę go w oczach mojej matki, w opiece niektórych pielęgniarek, w Twoich nogach gdy mi te mecze przynosisz... To nie jest wielki wysiłek, ujrzeć go tu na ziemi. Ale poznać te miejsca....

 

Byłam u niego jeszcze dwa razy. Ostatni raz, dwa tygodnie później, gdy szłam z płytą w torebce, już od progu jakoś wydawało mi się inaczej. Przeczucie? Na korytarzu pielęgniarka zatrzymała się przy mnie i powiedziała, wskazując niebo:

- Teraz zbiera od Aniołów i gra mecz życia...

- I skacze do samego nieba - dopowiedziałam - a żadne dreny mu w tym nie przeszkadzają.

 

Wszystkim zwycięzcom jeszcze raz gratulujemy i jednocześnie zapraszamy na kolejne wyzwanie, które odbędzie się we wrześniu.

 

Zdjęcie: unspalsh.com
Grafika na zdjęciu - Monika Syminowicz

Monika i Alicja

Monika i Alicja

Dwie dziewczyny nie potrafiące żyć bez pisania. Dzięki niemu zyskały przyjaźń na całe życie. Piszą głównie w nurcie fantasy i dzielą się swoją wiedzą zdobytą na kursach kreatywnego pisania, jak i poprzez własne doświadczenie.
Monika i Alicja

Latest posts by Monika i Alicja (see all)