Podsumowanie wyzwania: Tajemnica Lodowego Jeziora

z 4 komentarze

wyniki wyzwania pisarskiego na grudzień 2017 roku

Przy tym wyzwaniu zaskoczyliście nas ilością przesłanych tekstów i miałyśmy problem z wyborem najlepszych. Niestety dwie prace zostały zdyswalifikowane, bo bardzo mocno przekraczały limit znaków.

Komu tym razem udało się wygrać pisarskie wyzwanie?

Michał Krajniak
Książę

Moje maleństwo… mój maleńki książę.

Adrianna klęczała nad wodą, a krople krwi spływały z jej nadgarstka i nikły w czystym leśnym jeziorze. Podcięła sobie żyły żyletką do golenia, którą ukradła swojemu narzeczonemu. Nie czuła bólu. Od dłuższego czasu była odporna na ból. Fizyczny.

- Skarbie… skarbie mój…

Nosiła długie czarne dredy, spięte w kok zieloną gumką do włosów. Była szczupła, jej twarz przywodziła na myśl greckie boginie - z ostrych rysów Herę, z inteligentnej mimiki Atenę. Jej uroda zawsze przyciągała uwagę mężczyzn. Kiedy widzieli ją po raz pierwszy, pragnęli ją pocałować. A potem zaprosić do siebie i wyruchać. Tak jak jej narzeczony.

***

Ralph uderzył ją kiedy dowiedział się, że Adrianna jest w ciąży. Potem bił ją przynajmniej raz w miesiącu. Nie przestał po rozwiązaniu. To był jej pierwszy okruch lodu.

Gdy powiedziała rodzicom, że spodziewa się dziecka ojciec spoliczkował ją, matka zaś lamentowała.

- Jak mogłaś zrobić nam coś takiego? Ja mogłaś, po tym wszystkim, co dla ciebie zrobiliśmy?

Owszem, do tej pory utrzymywali ją. Ich reakcja na jej ciążę była drugim okruchem lodu, który zmroził jej serce. Kiedy zerwali z nią kontakt, poczuła trzeci okruch lodu. Tych okruchów robiło się coraz więcej, głównie za sprawą narzeczonego, aż w końcu zaczęła nienawidzić siebie i dziecka, obwiniając je o przenikliwie zimno, które przeszywało jej duszę.

Uciekła od Ralpha. Przez parę miesięcy włóczyła się po mieście. Oddawała się menelom w zamian za coś do jedzenia i picia. Lubiła alkohol, dzięki niemu rzeczywistość wydawała się mniej okrutna. Musiała uważać, by nie przesadzić. W końcu podróżowała z chłopczykiem, któremu dała na imię Prince.

***

Wzięła Prince’a i opuściła melinę, uciekła z miasta. W samym sercu lasu natrafiła na dzikie jezioro, w którym utopiła syna.

- Ciii, kochanie, cii – szeptała. Poruszał się pod wodą, co czuła przez swoje dłonie.

W końcu Prince przestał się ruszać. Adrianna wyjęła dłonie z lodowatej wody. Przyjrzała się nim wzrokiem schizofreniczki.

To lodowe jezioro – pomyślała.

Wyciągnęła z kieszeni żyletkę narzeczonego. Podcięła sobie żyły. Wykrwawiając się patrzyła na twarz nagiego syna, spoczywającego na dnie płycizny.

- Mój książę… mój skarbek… mamusia cię tak… nie zostawi…

Nie zostawiła go. Umarła z wykrwawienia.

***

Tydzień później policja odnalazła cuchnące zwłoki. Komisarz przewodzący zespół długo zastanawiał się, co też chodziło po głowie Adriannie. Nie mógł się dowiedzieć, co szeptała do wody, gdy odbierała życie Prince’owi, a później sobie. Nigdy nie poznał tajemnicy.

Tajemnicy lodowego jeziora.


JB
Krótka opowieść o tym, jak wreszcie postanowiłem wrócić nad jezioro

Siadam na kamieniu i poprawiam palto, które dał mi kiedyś cesarz Japonii. Tu jest zimniej, niż w wiosce. Czasami myślę sobie, jak to by było, przeżyć te dziewiętnaście lat przygód z Nią i zastanawiam się, co się właściwie stało tamtego popołudnia.

Na lodzie nie widać najmniejszej rysy. Brzegi porasta ośnieżony bór, drugi koniec ledwo widać. Z jeziora sterczy samotna skała. Stalowoszare niebo powoli ciemnieje. Dokładnie jak wtedy.

Dziewiętnaście lat temu wybrałem się w podróż z przyjaciółką. Była osobą, z którą można porozmawiać zarówno o teorii Galois, jak i o wódce. Oczywiście, że się zakochałem. Zresztą ona chyba też, ale wtedy tylko się przyjaźniliśmy.

Gdy usłyszeliśmy, że jezioro nawiedza mgła rozpuszczająca ludzi, wiejski głupek powiedział, że kiedyś skała wstała i podeszła na gęsich nogach do brzegu, a gospodyni, że długie wpatrywanie się w taflę zabiera pamięć, Olka stwierdziła, że idziemy na łyżwy.

Pamiętam, jak mknęła po lodzie z rozwianymi miodowymi włosami, jak przewróciła się i podałem jej rękę, jak jedliśmy podpłomyki z zatłuszczonej folii. To był najpiękniejszy dzień w moim życiu.

Naszą uwagę zwróciła nagła cisza. Urwało się wycie wiatru i krzyki ptaków. Poczułem irracjonalny niepokój.

- Dziwnie się zrobiło – szepnąłem.

- Boisz się ciemności? - zaśmiała się bezczelnie głośno i oboje drgnęliśmy, gdy jej głos wrócił upiornym echem.

Przeciwległy brzeg zakryła mgła. Ola, która w swej zwykłej beztrosce nie czuła lęku, wstała i przeciągnęła się.

- Pojeździmy? - zapytała.

- Wracajmy. Lód się załamie, kto cię uratuje po ciemku?

- E tam, jest gruby.

Zgrzytnąłem zębami. Jej przesadny optymizm był irytujący. Ostentacyjnie nie wstawałem.

Mgła stała się tak gęsta, że ledwo widziałem odległą o dwa metry sylwetkę Oli wchodzącej na lód.

- Poczekaj! -niezdarnie się podniosłem i spróbowałem chwycić jej ramię.

- Ale ty jesteś strachliwy.

Zakręciło mi się w głowie i poczułem, że trzymam w dłoni coś zimnego, tak zimnego, że czuję nawet przez rękawicę, jak moja ręka zamarza.

- Błagam, wyśmiej mnie, ale wracaj!

Ujrzałem kobiecą twarz wyrzeźbioną w bryle lodu. To jej właścicielka ściskała moją dłoń, patrząc bez emocji. A potem mgła przykryła i to widziadło.

Ocknąłem się w izbie tubylców. Kilka dni później znaleziono zamarznięte ciało Oli na brzegu, jedenaście kilometrów od miejsca, w którym jedliśmy.

Teraz siedzę na tym samym kamieniu i wpatruję się w jezioro, które zabrało mi najbliższą przyjaciółkę. Gdy mgła gęstnieje, nie boję się. Wyjmuję nóż i czekam. Wierzę, że jeśli to Ola przyjdzie, to jej serce będzie na tyle mało zlodowaciałe, że się rozpoznamy.


Fade
Jezioro Northville

Northville. Wokół mnie wesoło tańczyły na wietrze delikatne płatki śniegu. Ileż to razy marzyłam o tym, żeby znowu zobaczyć moje ukochane miasteczko, którego z trzech stron broniły potężne ramiona gór.

Odetchnęłam głęboko świeżym powietrzem i skierowałam się w kierunku wąskiej ścieżki na północno-wschodnim zboczu. Śnieg skrzypiał pod ciężkimi traperami, a każdy dźwięk powodował u mnie jeszcze szerszy uśmiech.

Tęskniłam za tym i domkami Northville. Oknami rozmigotanymi ciepłym światłem ognia, dymem leniwie ulatującym z kamiennych kominów i sosnami, które sięgały niemal pod same niebo, jakby chciały dotknąć chmur swoimi białymi czapami z puchu.

O tak. Nothville nigdy nie odmarzało. Ono i jego Lodowe Jezioro.

Poprawiłam paski wysłużonego plecaka podróżnego. Ileż to lat minęło, odkąd ostatni raz patrzyłam na taflę? Pięć? Dziesięć? Przełknęłam ślinę.

Wiele. Zbyt wiele. A jednocześnie niewystarczająco, żeby wymazać wspomnienia. Przyspieszyłam kroku i po kilku minutach drzewa ustąpiły polanie. Po prawej stronie otwierało się urwisko, po lewej – lśniło jezioro.

Zamarłam. Chłonęłam wzrokiem widok. Nie zmieniło się nawet odrobinę. Przed oczami migały mi obrazy dzieciństwa, młodości i dorosłości – wspomnienia, które tak bardzo wiązały się właśnie z tym miejscem. Choć wolałabym, żeby było inaczej.

Zadarłam głowę. Gwiazdy lśniły skąpane w atramentowym aksamicie nocy. Gdzieś z w głębi lasu pohukiwała sowa. Zupełnie, jak podczas tych nocy, które spędzałam z Nią. Z Lizzbeth. Zanim…zanim wszystko się skomplikowało.

Ruszyłam łagodnym brzegiem ku skałom na skraju lasu. Powiedziano mi gdzie szukać. Z resztą, nawet gdyby nie – miałam list. Ścisnęłam w kieszeni wymiętą kartkę papieru Przejechałam pół kraju, żeby zobaczyć to na własne oczy.

Chociaż wiedziałam, co zastanę, nadal gdzieś w środku łudziłam się, że Lizbeth zrobiła tylko głupi żart. Chciałam, żeby tak było. Nigdy w życiu nie pragnęłam niczego bardziej.

Kiedy przed oczami zamajaczyła mi kupka kamieni pod świeżą warstwą śniegu, spośród którego wyłaniał się oszroniony metalowy krzyż z cynową tabliczką, serce niemal stanęło mi w piersi.

- O, Lizz…– padłam na kolana zanosząc się płaczem. Lizzbeth O’Brian, moja przyjaciółka, która dawno temu wyznała mi miłość, a ja…wyśmiałam ją, odrzuciłam w najbardziej ordynarny sposób i wcześniej wyjechałam zwiedzać świat. Bez pożegnania.

A potem? Potem podobno znalazł ją brat. Zamarzniętą. Z otwartymi żyłami. Właśnie tu. Zabiła się. I nikt po za mną nie wiedział, dlaczego.

Ścisnęłam kartkę w drżącej dłoni. Mokre policzki szczypały na mrozie.

- Przepraszam, Lizz. Po prostu przepraszam.


Wszystkim zwycięzcom gratulujemy i jednocześnie zapraszamy na kolejne wyzwanie, które odbędzie się w marcu.

Zdjęcie główne: unsplash.com
Grafika na zdjęciu - Monika Syminowicz

Monika i Alicja

Monika i Alicja

Dwie dziewczyny nie potrafiące żyć bez pisania. Dzięki niemu zyskały przyjaźń na całe życie. Piszą głównie w nurcie fantasy i dzielą się swoją wiedzą zdobytą na kursach kreatywnego pisania, jak i poprzez własne doświadczenie.
Monika i Alicja