Podsumowanie wyzwania: Wszystko za marzenie

z Brak komentarzy

Święta świętami, ale trzeba ogłosić wyniki wyzwania marcowego! Jak zwykle nie miałyśmy łatwego wyboru, ale w końcu wybrałyśmy.

Zapraszamy do czytania, a zwycięzcom gratulujemy!

Daewoo Kusyk

Magda Flank-Wiechamef

Pędziłem autostradą na lotnisko. Przed chwilą otrzymałem list - Akademia Spirytystyczna zaprosiła mnie na pierwsze w historii wywoływanie duchów na wysokości ponad dziesięciu tysiącach metrów! Spełnienie wszystkich moich fantazji! Musiałem zdążyć na ten samolot do Las Vegas. Pan ciemności mojego pokroju nie mógł tego przegapić!

Niestety, na dwudziestym kilometrze trasy mój SUV zaczął wyrzucać z siebie kłęby dymu. Zatrzymałem się na stacji i podniosłem maskę. W twarz buchnęły mi płomienie. Rzuciłem się do bagażnika, wytaszczyłem z niego baniak wody i ugasiłem pożar. Samochód bzyknął, radio zaczęło grać na cały regulator.

Przywołałem z zaświatów mojego wujka - mechanika. Pojawił się dość skąpo ubrany – chyba przeszkodziłem mu w porannej toalecie. Zapomniał też o ukłonie przed panem ciemności, ale niech mu tam.

Obejrzał auto i stwierdził przegrzanie silnika oraz zalanie alternatora.

- Dasz radę to naprawić? - Wcisnąłem mu do przeźroczystych rąk skrzynkę z narzędziami. Skrzynka spadła, narzędzia rozsypały się po parkingu.

- Może być problem – odparł kwaśno.

Zrezygnowany odesłałem wujka i zacząłem szukać pomocy. Na stacji pracował jednak tylko student filologii ekwinejskiej.

- O nie, nie mam takich kwalifikacji. Sam pan rozumie, w tym języku nie ma nawet takiego słowa jak alternator. Jakby było, to zupełnie co innego.

Usiadłem na ławce, rozczarowany programem studiów filologii ekwinejskiej.

- Kusyk walijski w dobrej senie! - Przygarbiona staruszka maszerowała po parkingu, sepleniąc przez megafon. Przysiadła się do mnie i nie odejmując od ust megafonu, streściła mi swoją historię. Jechała sprzedać kucyka, ale zabrakło jej paliwa. Nie miała gotówki na benzynę, więc próbowała sprzedać kuca na stacji.

- Ach, gdyby mój Henio tu był, na pewno by coś wymyślił.

Wtedy wpadł mi do głowy pomysł. Odkupiłem od niej kucyka. Polubiłem ją, więc przywołałem też jej zmarłego męża. Był wściekły - zwyzywał mnie od psychopatów.

- Nie po to umierałem, żeby znowu znosić to babsko - mamrotał.

Nikt już nie szanuje powagi panów ciemności…

Odszedłem na ubocze i przywołałem Zosimosa z Panapolis, którego przekonałem do transmutowania kuca w samochód. Wyszedł Daewoo Matiz, który rżał zamiast trąbić, a w miejscu kierownicy miał cugle.

Ruszyłem w trasę. Dotarłem na lotnisko niemal w ostatniej chwili. Z radości rzuciłem się w ramiona pierwszej napotkanej osobie. Całowałem szorstką gębę i wołałem:

- Tak się cieszę, że zdążyłem!

Całowany grubasek odepchnął mnie i wytarł usta.

- Zmień pan wodę kolońską, bo śmierdzisz pan jak kuc wytarzany w gnoju - warknął.

Ruszyłem w kierunku hali odpraw. Czas na spełnienie marzeń!


Elfie marzenie

Monika Cholewa

Tylko ja, cel i elficki łuk. Wypuściłam strzałę prosto w czerwony punkt na drzewie. Po chwili obok mnie świsnęła druga strzała i wbiła się tuż obok mojej z przyczepioną białą kopertą. Widniało na niej: Poczta Polska. To już nawet w taki sposób doręczają przesyłki? Zdziwienie nie minęło, gdy przeczytałam list.

Jakie marzenie widzisz, gdy zamkniesz oczy?

Możesz je spełnić, jeśli tylko polecisz do Las Vegas.

Przeznaczenie

Głupi żart. Ale kiedy zamknęłam oczy wyraźnie zobaczyłam swoje marzenie. A tylko w Ameryce mogłabym je spełnić.

– Czemu nie spróbować? Inaczej będę żałować do końca życia!

W kopercie znalazłam jeszcze bilet lotniczy na dziś. Jak mam zdążyć w dwie godziny?! Nawet o mieszkanie nie zahaczę. Spojrzałam na swój elfi strój i parsknęłam śmiechem. Czas gonił. Popędziłam do punto i ruszyłam. Całą drogę biłam się z myślami.

Kiedy już minęłam znak: lotnisko – 3 kilometry, samochód odmówił posłuszeństwa. Stanął wprost Wesołego Miasteczka. Zrezygnowana spojrzałam na zagrodę kucyków. A może? Wyskoczyłam z auta i podbiegłam do właścicieli.

– Chcę kupić kucyka.

Brodacz zlustrował mnie.

– On raczej dla Hobbita niż dla elfa.

Zignorowałam śmiechy gapiów.

– W sakiewce nie masz tyle złota – rzekł drugi mężczyzna, a wtedy ja pomachałam mu rolexem – prezentem od byłego.

 

Świat z wysokości kucyka jest do bani. Zwłaszcza, kiedy każdy mijany kierowca trąbi na ciebie śmiejąc się do rozpuku. Na poboczu zobaczyłam staruszkę łapiącą stopa.

– Podwieziesz mnie tu niedaleko? To sprawa życia i śmierci!

Nie czekając na odpowiedź wgramoliła się na kuca. Całe szczęście ja szczupła, ona zasuszona to zwierzę dało radę. Nie minęło dziesięć minut jak dojechałyśmy do wsi.

– To tutaj, skarbeńku. Dziękuję – rzekła zsiadając – Właśnie zaczyna się mój ukochany serial.

Ruszyłam w dalszą drogę widząc na horyzoncie mój cel.

Wreszcie zaparkowałam kuca przed lotniskiem.

– Tu nie wolno parkować zwierząt – powiedział ochroniarz, kiedy przywiązywałam kuca do stanowiska dla rowerów.

– Racja – przyznałam przymilnie i puściłam kuca wolno spełniając jego marzenie. – Która godzina?

– Dziewiętnasta – odparł zbaraniały ochroniarz a ja ze szczęścia pocałowałam go w sumiaste usta.

Nie zważając na jego protesty popędziłam na odprawę.

Kiedy wylądowałam w Las Vegas od razu udałam się do kasyna. I zobaczyłam go. Siedział przy jednorękim bandycie z cygarem w dłoni:

– Jak to nie mamy nikogo do zagrania elfiej łuczniczki?! Jutro zaczynamy kręcić!

Oto moja upragniona szansa. Dumnym krokiem podeszłam do niego.

– Panie Jackson, nie musi pan już szukać.

Zmierzył mnie przenikliwym spojrzeniem od stóp do głów.

– Masz tę rolę.


Marcin Kuźma

Robert uwielbiał kapsle. Całym sercem wierzył w nadrukowane na ich spodniej stronie mądrości. Oprócz ich wartości merytorycznej, wierzył w jeszcze jedną udowodnioną przez gry prawdę. Jak przyjdzie wojna atomowa, to właśnie ilość kapsli będzie stanowić o jego statusie społecznym. Mógł spać spokojnie, wiedząc, że po apokalipsie będzie bogaczem. Kapsli miał całe pudła, a girlandy zrobionych z nich naszyjników dumnie zdobiły jego szyję.

List, który dostał od przyjaciela, wstrząsnął jego spokojnym domem. Przyjaciel wyjaśniał, że w jutro rano w Las Vegas odbędzie się uroczystość odkapslowania butelki z 1880 roku i cały świat pozna nadruk ukryty pod metalowym krążkiem! Zobaczenie tego na własne oczy było jego marzeniem. Natychmiast zamówił bilet lotniczy i wybiegł z mieszkania. Na klatce schodowej z impetem wpadł na sąsiadkę. Staruszka, łapiąc równowagę, chwyciła jego kapslowy naszyjnik i rozerwała go. Robert, przepraszając za ten wypadek, pomógł jej wstać i rzucił się do zbierania rozsypanych skarbów. Kobieta, złorzecząc na czym świat stoi, poszła dalej. On, w trakcie zbierania, czuł upływające minuty.

W końcu postanowił poradzić się przyjaciół, co ma robić dalej. Uniósł jeden z kapsli i przeczytał nadruk ”ŻYJ CHWILĄ!”; kolejny napis głosił ”GOŃ MARZENIA”. Westchnął. One wiedziały, co ma robić. Napchał w kieszenie, ile się da, i pobiegł, brzęcząc po drodze. W trakcie szalonej gonitwy łzy zachodziły mu do oczu i niemalże nic przed sobą nie widział do momentu, w którym na kogoś nie wpadł, odbił się od niego i wywrócił na chodnik. Przetarł oczy i zorientował się, że nie wie, gdzie jest. Przed nim masował głowę dziwak, ubrany w zieloną podomkę i trzymający za wodze kucyka.

- Przepraszam, jak dojść na lotnisko? - zapytał dziwaka.

Ten podskoczył jak poparzony i wręczył mu wodze kucyka, wykrzykując:

– Dawaj dwie dychy. On zna drogę!

Robert bardzo ucieszył się z tego faktu. Dał nieznajomemu dwadzieścia złotych. Już mu chciał podziękować, ale zanim się obejrzał, człowiek w podomce zniknął, jakby rozpłynął się w powietrzu. Wzruszył ramionami, dosiadł kucyka i rozkazał:

– Na  lotnisko!

A zwierzak ruszył, jakby go coś opętało. W dwadzieścia minut był na miejscu. Robert, przebiegając przez przeszklone drzwi portu lotniczego, zderzył się z ochroniarzem i wylądował na nim, przywierając swoimi ustami do jego. Oderwał się od przypadkowego pocałunku, przeprosił i wyjęczał błagalnie:

-  Proszę mnie zaprowadzić na samolot do Las Vegas.

Ochroniarz długo i z obrzydzeniem wycierał usta. A jego mina nie wskazywała na to, że  ma dzisiaj dobry dzień, w którym mógłby być pomocny pasażerom.

 

Wszystkim zwycięzcom jeszcze raz gratulujemy i jednocześnie zapraszamy na kolejne wyzwanie, które odbędzie się w czerwcu.

 

 

Zdjęcie: unsplash.com - Patrick Tomasso
Grafika na zdjęciu - Monika Syminowicz

 

Zobacz pozostałe podsumowania wyzwań pisarskich:

Monika i Alicja

Monika i Alicja

Dwie dziewczyny nie potrafiące żyć bez pisania. Dzięki niemu zyskały przyjaźń na całe życie. Piszą głównie w nurcie fantasy i dzielą się swoją wiedzą zdobytą na kursach kreatywnego pisania, jak i poprzez własne doświadczenie.
Monika i Alicja