Scena walki – co zrobić, by porwała czytelnika? Cz. 2

z Brak komentarzy

Lubisz pisać sceny walki, czy wręcz przeciwnie? Jeśli nie są ci one po drodze to podaję kolejną garść ifnormacji, która pomoże ci w ugłaskaniu tego "demona".

Prostota języka vs. jego skomplikowanie

Jestem zwolenniczką prostoty, choć nie zmienia to faktu, że czasem napisze tak skomplikowane zdanie, ktorego sama nierozumiem. Dlatego też tym razem nie będe się kłócić z własnymi przekonaniami i napiszę po prostu - sceny walki powinny zostać napisane jak najpłynniejszym, najprostszym językiem. Szczegolnie wtedy, gdy dopiero uczymy się je pisać. Co więcej, dzięki używaniu prostych zdań bądź też ich równoważników cała scena wydaje nam się przesycona akcją, tempo jest szybsze, ponieważ czytelnik bardziej naturalnie przyswaja te proste zdania, a co za tym idzie, łatwiej jest mu nadążyć za akcją. Zdania wielokrotnie złożone zostwamy lepiej na fragment wyciszenia, gdzie dajemy czytelnikom czas na złapanie oddechu i mogą zastanowić się chwilę dłużej: co też autor miał na myśli, gdy pisał to konkretne zdanie?

Długość zdań

Powinna być całkowicie zależna od przebiegu akcji. Zaznaczę jednak, że ten punkt dość ściśle wiąże się z pierwszym przeze mnie wspomnianym: od ogółu do szczegółu. Czemu? Ponieważ zaczynając zgodnie z tą zasadą, kiedy ledwie zarysowujemy scenę walki, bez problemu możemy użyć zdań dłuższych. W tym konkretnym momencie, akcja nie zdążyła jeszcze na tyle przyśpieszyć, by przeszkadzały czytelnikowi w płynnym czytaniu, a dzięki temu unikniemy później wrażenia szczekanego tekstu, który pojawia się, jeżeli nie różnicujemy długości oraz rytmu zdań. Wraz z rozwojem sceny czyli stopniowym zbliżaniem się do naszej szczegółowości. I wtedy właśnie nadchodzi idealny czas, by zdania były coraz krótsze tak, aby czytelnik całkiem skupił się na przedstawionej akcji, zamiast na mnogości użytych przez pisarza słów. Poźniej, gdy wychodzimy ze sceny akcji dobrze ponownie powoli zwiększać długość zdań, by rozładować skumulowane napięcie.

Research

Chyba każdy wie, jak wielką wagę w całym procesie tworzenia książek czy też opowiadań gra research. Pisanie scen walki nie sstanowi tu wyjątku. Jeżeli nasi bohaterowie będą walczyć na miecze, trzeba znać ich rodzaje, a także chociaż przybliżony sposób władania nimi. Jednak tutaj sprawa jest dość prosta, ponieważ niemal każdy przeczytał czy też obejrzał scenę walki na miecze, więc mamy na ten temat względne pojęcie. Sprawa ma się nieco inaczej, jeżeli chcemy użyć broni nietypowych, które sprowadzają na naszego bohatera więcej ograniczeń, jak chociażby łuk, obuch, włócznia. W takim przypadku trzeba trochę dłużej poszperać aby walka była wyrazista i prawdziwa. To samo tyczy się broni palnej. Powinniśmy wiedzieć, jakie zadaje uszkodzenia z jakiej odległości, czy np. dany pistolet można przeładować, a jak korzystać z rewolwera czy też karabinu? Na jaką odległość odbiec, by granat nie zabrał nas wraz z przeciwnikami na tamten świat? Research jest niezbędny, nie zapominaj o tym!

Wiarygodność

Wiąże się to bezpośrednio z przygotowaniem researchu, jednak chodzi tu również o pamiętanie, by pisać zmysłami. Każdy opis, w tym scena walki, stają się rzeczywiste tylko wtedy, kiedy czytelnik odniesie wrażenie, jakbyś za pomocą magicznej sztuczki przeniósł go w sam wir walki. Czuje wtedy pot, łzy, irytację, bryzgającą wszędzie krew, smród gnijących ciał (jeśli np. walczymy z zombie), czy też odór palonego ciała. Powinieneś przyprawić go o ciarki, a także wprawić go w niezdecydowanie: niech z jednej strony pragnie dowiedzieć się, co się wydarzy dalej, ale równocześnie niech się tego obawia. Nie bój się używać mocnych zwrotów, krwistych opisów - byle nie przesadź! - czy też drastycznych fragmentów. Zrób wszystko, co w twojej mocy by tekst był wiarygodny. A wtedy czytelnik ci uwierzy, co jest naszym pisarskim celem. A potem zapragnie więcej.

A ty, jakie masz sposoby na napisanie dobrej sceny?

Zdjecie: pexels.com

Alicja Wlazło

Alicja Wlazło

Niepoprawna optymistka, dla której nie ma rzeczy niemożliwych. Nie poddaje w wątpliwość istnienia smoków; upiera się nawet, że w przeszłości udało się jej jednego oswoić. Fantastyka to jej żywioł. Nawiedza ją milion pomysłów na minutę i obawia się, że nie starczy jej życia na spisanie chociażby części.
Alicja Wlazło