podsumowanie wyzwania pisarskiego Pomysł na abstrakcję

Podsumowanie wyzwania: Pomysł na abstrakcję

Wyniki wyzwania Pomysł na abstrakcję.

Miłość

A. siedziała na podłodze ze smętną miną pod salą, trzymając przy kolanach swój wielgachny portfel, który służył jej za coś w rodzaju torebki podręcznej.

– Co jest? – podeszła N. i spytała energicznie, trzymając się obiema rękoma za biodra. Pozycja ludzi czynu.

A. nic nie odpowiadała, tylko uciekała wzrokiem ze wstydu.

– Głodna jesteś – stwierdziła N.

A. pokiwała smętnie głową i spojrzała na portfel. Nie widziała nic, tylko chusteczkę z niego wystającą. Jej długa grzywka tworzyła skuteczną kurtynę przed światem.

– Proszę – powiedziała N. spokojnie i A. podniosła głowę. Zobaczyła kawałek kanapki. Takiej dobrej! Z wystającą sałatą, fajnym ciemnym pieczywem, czuć było też ogórkiem. Lekko otworzyła buzię w zachwycie apetytu. Kawałek kanapki kusił.

Potem podniosła wzrok nieco wyżej i zobaczyła uśmiechniętą twarz N. Pochylała się nad nią i trzymała kawałek kanapki na wyciągniętej do niej dłoni. Zupełnie jakby A. była jakimś bezdomnym! Pozostała część kanapki znajdowała się w drugiej ręce N.

– Ale… Ale nie mogę… – mruczała A. – To Twoje…

– Jezu, weź – N. przewróciła oczami. Wcisnęła kawałek kanapki do ręki A. i podciągnęła ją w górę.

– I chodź! – rozkazała N. i ruszyła jasnym korytarzem. A. patrzyła się, to na kanapkę na swojej dłoni, to na plecy idącej N. Wolno powłóczyła w jej stronę nogami. ,,Dzieli się ze mną swoim jedzeniem! To musi być już miłość!” – pomyślała A. i ruszyła żwawiej za N.


Radość

Nie spodziewałam się tego. Podobne rzeczy, po prostu się nie przytrafiają; tym bardziej nie mnie. Przestałam wierzyć w puste slogany, promujące szczęście, miłość, rodzicielstwo, a przede wszystkim spełnienie. Od samego początku drogi jeszcze go nie osiągnęłam. Często sądziłam, że to już. Udało się, nie będzie więcej smutku, płaczu, rozterek. Zawsze pomyłka. Bezdenna przepaść, w którą bez przerwy wpadałam. Leciałam nią długo, wołając o pomoc. Zbyt wszechstronna, by obrać jeden kierunek, nie dość szczegółowa, by w nim wytrwać. Ludzkie słowa, nieustannie szydzące, ułatwiające bylejakość rozwoju. Aż wreszcie, chwytając kartkę i długopis w pomarszczone ręce, zrozumiałam – prawdę o życiu. Prawdę, która znacznie przerosła nieprzystosowany umysł, miażdżąc pojęcie równowagi oraz estetyki. Prawdę, w której nie było miejsca na pasję. Nie mogłam milczeć przy takiej zbrodni. Usiadłam przed mahoniowym biurkiem. Włączyłam nocną lampkę i przykładając długopis do pustej kartki, wypełniłam ją własnym istnieniem. Później przyszła świadomość, a wraz z nią ciężar odpowiedzialności. Odpowiedzialności za własne słowa, których nie sposób nie ożywić. Odpowiedzialności za opowiedziane historie. Odpowiedzialności za własne zdrowie. Psychiczne i mentalne. Za czystość duszy. Z każdym zapisanym słowem, unosiła się ona coraz wyżej, mijając szczyty małostkowych budowli. Zanosząc do osobistego nieba na własność. Mojego skrawka przestrzeni. Smutek rozmył się w nicość, radość pozostała. A ja pisałam.


Szczęście

Podjęła decyzję. Spakowała mały płócienny plecak, zabierając niezbędne rzeczy. Bluzka, bielizna, szczoteczka do zębów. Pośpiesznie wybiegła z domu, zawiązując buta. Mijała kolejne ulice biegiem, a jej rude loki rozczesywał porywisty wiatry. Zerknęła na zegarek, przyśpieszając jeszcze bardziej. Dziesięć minut. Siedem. Pięć. Skręciła za róg, przeszła przez skrzyżowanie. W końcu ujrzała okazały budynek. W niespełna minutę znalazła się w środku. Przystanęła, sprawdzając aktualny rozkład jazdy. Znalazła. Peron 3A. Zbiegła schodami w dół, nie zważając na strome stopnie. Zeskoczyła z ostatniego, nie zwalniając szalonego tempa. Żółty pociąg zagwizdał, ogłaszając odjazd. Musi zdążyć. Pokonała zmęczenie, eksploatując mięśnie do granic. Pociąg ruszył, gdy była kilka metrów za nim. Wyciągnęła rękę w stronę barierki, ledwie ją muskając. Chybiła o włos. Rozpacz. Rezygnacja. Niezrozumienie. Zamknęła mokre od łez oczy i zaczęła zwalniać. Jednak nie zdążyła. Ktoś mocno chwycił jej dłoń, wciągając do pociągu. Wpadła w silne ramiona, które prędko zamknęły ją w klatce bezpieczeństwa. Zaskoczona, podniosła powieki i ujrzała uśmiechniętego mężczyznę. Kasztanowe włosy drgały lekko, poruszane ruchem powietrza, a szeroki uśmiech olśniewał. Iskierki rozbawienia w ciemnych oczach sprawiły, że twarz młodej kobiety rozjaśniła się.

– Zdążyłaś.

– O włos, a bym…

Złożył na jej ustach czuły pocałunek, nie pozwalając powiedzieć nic więcej. Przytulił ją zachłannie do swojego serca, obawiając się, że zaraz odfrunie, jak to miała zwyczaj robić wcześniej. Przybliżył usta do jej małego uszka, szepcząc czule.

– Ale jesteś.

– Już na zawsze. Pociąg odjechał w nieznane, wioząc ze sobą kwintesencję życia. Wioząc nadzieję na spełnienie marzeń. Nadzieję na rzeczywiste szczęście.


Wolność

Spadała w otchłań, bez obawy uwalniając swoje myśli. Po raz pierwszy od niepamiętnych czasów poczuła się prawdziwie wolna. Znała konsekwencje wcześniejszy prób zdjęcia kajdan bezpieczeństwa. Zawsze kończyły się w taki sam, lub podobny sposób. Śmierć, śmierć, amputacja, śmierć, śmierć, szaleństwo, śmierć. Śmierć. Musiała opanować destruktywne myśli. Myśli, które wyłącznie uśmiercały, nie oferując w zamian chociażby substytutu szczęścia, czy nadziei. Potrafiły jedynie niszczyć. A ona w tym czasie dojrzewała do wykonania własnego planu, zapisanego czarnym długopisem w jej sercu. Wymknęła się z pałacu, przemykając przez rozległy ogród, niczym cień. Po drodze zgubiła but. Minęła las, strumyk, niewielkie wzgórze. Wreszcie dotarła do rozpadliny. Skuliła się w jej głębi, szukając ukojenia. Nasłuchiwała oznak życia. Nic się nie ujawniło. Zamknęła oczy, po czym opuściła mentalne bariery. Piaszczyste podłoże zafalowało od potęgi nagromadzonej energii. Rozpadlina zapadała się coraz niżej, wraz ze wzrostem uwalnianej energii. Dziewczyna nie powinna biernie czekać. Ale za dobrze wiedziała, co oznaczałoby ocalenie własnego życia. Stanowiłoby ono koniec zbyt wielu ludzkich istnień. Wiedziała, że nie potrafi nad sobą w pełni zapanować. Dlatego leżała, bez ruchu na suchej ziemi, a piasek przykrywał ją coraz szczelniej. Zaczerpnęła ostatni łyk powietrza, zanim ziemia zupełnie jej nie przysypała. Koniec dziewczyny wydawał się dla wszystkich pewny i nieodwracalny. Jednak nikt nie mógł przewidzieć, że to zaledwie początek, a prawdziwe niebezpieczeństwo czai się za górami.


Bóg

Siedząc w cieniu samotnego drzewa, zastanawiała się nad sensem jego słów. Już dawno pozbyła się iluzji nadziei na pozyskanie praw ściśle z nim związanych. Znalazła nawet jego siedzibę; przeszukała ją dokładnie, mając nadzieję na odkrycie tajemnicy. Żadnej nie było. Znalazła wyłącznie przedmioty codziennego użytku: prosty kubek, srebrny długopis oraz okulary do czytania. Pragnęła czegoś więcej, niż mógł jej ofiarować, lecz nie mogła na to liczyć.

Frustracja zwiększyła się, kiedy przypomniała sobie jego słowa. A raczej jedno.

Czekam.

Nie dodał nic więcej. Nigdy nie dodawał; nie miał prawa. Ironia. W filmie “Zakochany Kundel” nawet przybłęda zasługiwała na miłość. Co by powiedzieli ludzie, gdyby się dowiedzieli? W rzeczywistości Zakochany Bóg, brzmiało słabo.

Czekam.

Na skraju polanki po przeciwnej stronie zamajaczyła niewyraźnie męska sylwetka.

Czekam.

Skrzywiła się, podejmując decyzję.

Czekam.

Wstała.

Czekam.

Ruszyła powoli w jego kierunku, z ledwie widoczną niechęcią.

Czekam.

Nie było już czasu. Zaczęła biec.

Czekam.

A ja kocham.


Nienawiść

Zatrzasnęła za sobą drzwi, barykadując je czym tylko się dało. Niewielka drewniana chata nie mogła wytrzymać długo. Nie było innego wyjścia. Spojrzała w prawo, potem w lewo. Stało tam zaledwie jedno łóżko przykryte kocem. Na nim leżała zniszczona, szara poduszka. Prędko usiadła, próbując uspokoić zrozpaczony płacz. Dobywał się z zawiniątka, które tuląc do piersi, pragnęła uchronić. Pogłaskała maleńką główkę, patrząc w ufne niebieskie oczy synka. Złapał jej palce w mocnym uścisku i zaczął ssać. Nagle poczuła swąd. Dym dostawał się do środka przez liczne szpary. To oznaczało tylko jedno. Gorące powietrze ogrzewało, zwiastując niechybny koniec. Młoda matka zaczęła kwilić. Z bezsilności oraz nienawiści do kapitana. Złożyła ostatni pocałunek na czole księcia, błagając o przebaczenia. Chwyciła poduszkę i z całej siły

zakryła maleńką twarz. Zaledwie przez chwilę słyszała przytłumione krzyki bezbronnego chłopca. Dopiero, gdy ucichły nie hamowała łez. Położyła się na

łóżku, trzymając w objęciach martwego synka, zaklinając bogów, by sprawiedliwość dosięgła zbrodniarzy. Płomienie przedarły się przez kruche drewno, pochłonęły wszystko.

Gwardzista stąpał dumnie, po zgliszczach, zaznaczając zwycięstwo. Potrzebował dowodu, inaczej kapitan nie uwierzy. Uderzył butem o coś małego. Schylił się, unosząc nadpalony, niemowlęcy bucik. Nic więcej nie ocalało. But musiał wystarczyć. Wystarczyć, by ocalić życie gwardzisty, który ściągnął zagładę na cały świat.


Szaleństwo

Odrzucił zbyt miękką poduszkę na bok, pragnąc pozbyć się koszmaru. Koszmaru, który prześladował, go od lat. Pojawiał się co noc, wymagając od niego coraz większego poświęcenia. Może potrafiłby go odrzucić, gdyby wyciągnął portfel w gabinecie psychiatrycznym, płacąc horrendalną sumę za leki odurzające. Może potrafiłby się oprzeć przekonującym argumentom, które przytaczał koszmar. Może potrafiłby to i więcej, gdyby jej nie stracił. Minęły lata, a ona nadal nawiedzała go w tym jednym koszmarze, nakazując wykonywanie zadań. Początkowo nie chciał się zgodzić. Ale, gdy powiedziała, że ma szansę ją odzyskać, nie wahał się.

Kazała mu znaleźć własną córkę.

Wykonał.

Dotykać ją najczulej, jak potrafił.

Nie opierał się.

Złamać jej beztroskę – uczynił to.

Kazała mu ją zabić… Ręka sama opuściła ostrze.

Teraz siedział w brudnym pokoju. Był sam, lecz ciężar zbrodni stale mu towarzyszył. Nie przejmował się nim jednak. Najgorszym była świadomość porażki. Zawiódł całkowicie; w przeciwnym wypadku, wróciłaby. Głosy. Słyszał je wszędzie, ale nie umiał zrozumieć. Popadał w obłęd, lecz o to nie dbał. Człowieczeństwo stracił już dawno, wybierając niewłaściwą uliczkę, w której na nich czekali. Czekali, by zabić. Nie miał już nic więcej. Pragnął śmierci. Ale nie mógł jej otrzymać, ponieważ koszmar znów sie pojawił. Mężczyzna wstał, włożył znoszone buty i wyszedł w ciemną noc. Wyszedł dokonać kolejnej zbrodni. Usunąć następną przeszkodę. Wyszedł wykonać rozkaz.


Wszechświat

Nina zapaliła papierosa, po czym zaciągnęła się. Spojrzała w gwieździste niebo i wydmuchnęła dym z ust. W tle cykały świerszcze, po ulicy przemknął samochód z niedozwoloną prędkością. Nina poprawiła się na wąskim parapecie w sypialni. Na sobie miała tylko wielki sweter Roberta i skarpetki, które były o trzy numery za duże.

Znowu zaciągnęła się papierosem i przytrzymała przez chwilę dym w ustach. Oczy zapiekły i po policzkach popłynęły łzy. Na stoliku w rogu leżał niedbale rzucony długopis, a obok kartka, na której widniały słowa – „Do zobaczenia wkrótce, moja królowo gwiazd.” Nina spojrzała w zimne światło gwiazd, które mrugały jak miliony kocich oczu. Gdzieś tam był Robert. Gdzieś tam rakieta z trójką kosmonautów krążyła w pobliżu ziemi.

– Wszechświat

jest zbyt piękny, by go nie odkrywać – powiedział, gdy miała obiekcje co do jego lotu w kosmos. Ale jak zwykle ją przekonał i wyleciał do Ameryki, a kilka dni później wystartował z kosmos.

– Przywiozę zdjęcia – powiedział, gdy tuliła się do niego. – Pokażę ci wielki wszechświat.

Nina pokręciła głową.

– Ty jesteś wszechświatem – szepnęła w ciemną noc.


Nieskończoność

Dryfowało długo, zanim natknęło się na wrak statku kosmicznego. Przelatywało obok wielu przedmiotów, nie wszystkie potrafiąc nazwać. Jednak kilka rozpoznało. Charakterystyczny kubek w czerwone serduszka oraz długopis z wygrawerowanym napisem: Twój na zawsze. Nie pojmowało znaczenia odmienności, czy szczegółowości. Istniało od zawsze i na zawsze miało zapewniony byt. Choć po prawdzie samo nie wiedziało, co ów byt oznacza. Zajmowało się nieustannie tym samym. Rozciągało się w przestrzeni, by poszerzyć kontinuum. Jedynym celem było trwanie. Istnienie poza ramami, a jednocześnie nadawanie ram, warunkujących jestestwo stworzenia. Raz pędząc, raz zwalniając, myślało, a przynajmniej sądziło, że myśli. Oglądało światy, miary, uczucia, potęgi, plagi, gwiazdozbiory, spadające komety. Wszystko to nic. Nic w porównaniu z mocą, jaką posiadało. Mocą, która jednak nie zapewniała zrozumienia. Nagle coś się poruszyło, tuż przy wraku. Płynąc zobaczyło wiercącą się postać w białym skafandrze. Podpłynęło, napawając się przerażeniem marnego człowieka. Wchłonęło go, nie pozostawiając po nim niczego. Niczego cennego, jak i bezwartościowego. Bo właśnie z tego składali się ludzie – z nicości, będącej zarazem wszystkim, jak i niczym. Z nicości będącej na usługach wyższej siły. Z nicości pożartej przez nieskończoność.


Nieśmiertelność

Przeszła przez kolejny korytarz, sprawdzając każde napotkane drzwi. Zamknięte, zamknięte, zamknięte. Pośpiech. Torba zawieszona na ramieniu, obijała się równomiernie o zmęczone nogi. Nie powinna jej zabierać. Zbędny balast. Ale wtedy nie miałaby, gdzie schować niezbędnych przedmiotów. Pospolite rzeczy warunkujące przetrwanie. Kolejna para drzwi, a po niej następna. Schemat powtarzający się w nieskończoność, zacieśniający pętlę czasu na szyi więźniarki. Ciche sapanie dobiegło z tyłu. Zbliżał się. Jeszcze kilka chwil i nie będzie ucieczki. Spanikowana, puściła się biegiem, pragnąc innego zakończenia. Jednak nie takie było jej przeznaczenie. Nie tym razem. Potężna łapa, uzbrojona w długie pazury, dosięgła uciekinierkę. Zanim padła na podłogę, stróż rozszarpał delikatne ciało, wielką paszczą.

Otworzyła oczy. Znów znalazła się w izbie bez okien. Odruchowo chwyciła plecak, pakując do niego nożyczki, długopis oraz butelkę z wodą. Podniosła się z wilgotnej posadzki, wybiegając na korytarz. W ostatniej sekundzie zatrzasnęła za sobą drzwi. Zza nich usłyszała szum napływającej wody oraz przekręcających się zamków. Założyła plecak, lecz tym razem się nie spieszyła. Miała coraz więcej zakrętów do zapamiętania. Prawo. Lewo. Lewo. Prosto. Prawo. Prosto. Lewo. Prawo. Prawo. Stanęła przed kolejnym rozwidleniem korytarza. Ostatnio wybrała lewą odnogę. Czekał tam. Nigdzie nie skręciła, zmierzając na wprost. Zrobiła zaledwie kilka kroków. Ogromny huk. Zrezygnowana, spojrzała w górę. Sufit opadał za szybko. Zamknęła powieki.

Otworzyła oczy. Znów znalazła się w izbie bez okien. Odruchowo chwyciła plecak, pakując do niego nożyczki, długopis oraz butelkę z wodą. Wyszła za drzwi. Dwieście dwadzieścia trzy próby za nią, a z każdą była bogatsza o doświadczenia. Ponownie dotarła do tamtego rozgałęzienia, lecz tym razem wybrała prawą odnogę. Miała dosyć tej zabawy, naprawdę chciała umrzeć. Ale klątwa nie zamierzała odpuścić.

Wszak obie były nieśmiertelne.


I jak podobają się teksty? Zaskoczyły cię niektóre pomysły na abstrakcyjne pojęcie? Oczywiście zapraszamy na kolejne wyzwanie.

Subscribe
Powiadom o
guest
8 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze
Magdalena B.
Magdalena B.
5 lat temu

Pięknie napisane – gratulacje 🙂
Też napisałam tekst, ale zapomniałam go wysłać… zapominalska 😉

admin
admin
5 lat temu
Odpowiedx  Magdalena B.

Szkoda. 🙁 Ale może w sierpniowym wyzwaniu nie zapomnisz wysłać?

Magdalena B.
Magdalena B.
5 lat temu
Odpowiedx  Magdalena B.

Postaram się 🙂

admin
admin
5 lat temu
Odpowiedx  Magdalena B.

Trzymam za słowo. 🙂 Najwyżej osobiście przypomnę Ci o wyzwaniu. 😉

admin
admin
5 lat temu
Odpowiedx  Magdalena B.

Magdo, szkoda, że nie wysłałaś, ale mam nadzieję, że w sierpniu nie zapomnisz – im nas więcej tym lepiej, a z każdym napisanym tekstem nabieramy doświadczenia 🙂 Dziękuję za miłe słowa i przepraszam za błędy, które dopiero teraz widzę 😉

Alicjo, Twój tekst o miłości zaskoczył użyciem samych pierwszych liter zamiast całych imion. Osadziłaś opowiadanie w zwykłej scenerii, co wbrew pozorom nie jest proste. Super 🙂

Moniu, Twój tekst jest świetny. Wszechświat jaki przedstawiłaś jest mi niezwykle bliski, a narracja pięknie poprowadzona. Gratulacje 🙂

Laura G
5 lat temu

Teksty świetne. Czekam na inne wyzwania, bo do tych niestety zabrakło mi weny. Napisałam pierwsze zdanie i skasowałam je.

admin
admin
5 lat temu
Odpowiedx  Laura G

Następne wyzwanie na początku sierpnia. Ale w niedzielę z Alicją szykujemy niespodziankę – konkurs literacki. 🙂 Mam nadzieję, że weźmiesz udział i w konkursie i w następnym wyzwaniu. 🙂

admin
admin
5 lat temu

Moniu, uprzedziłaś mnie – właśnie miałam pisać o niedzieli 😉 Nie pozostaje mi nic innego, jak serdecznie zaprosić do wzięcia udziału. Tym bardziej, że szykujemy coś specjalnego 😉