podsumowanie wyzwania przez różowe okulary

Podsumowanie wyzwania: Przez różowe okulary

Na początku marca wystartowało wyzwanie pisarskie pt. Przez różowe okulary, które trwało do połowy kwietnia, w którym trzeba było napisać bajkę z morałem z różowymi okularami w tle.

Oto zwycięska praca!

Ewa Chomutowska — “Każdy może uratować świat”

Nareszcie nadszedł ten dzień! Najlepszy dzień w szkole! Dziś każdy z uczniów miał przynieść zdjęcie swojego ulubionego zwierzątka i opowiedzieć coś o nim. Ela kochała zwierzęta. Jak będzie duża, zostanie weterynarzem. Pracę domową odrobiła z zapałem: wybrała najpiękniejsze zdjęcie Pączka, swojego chomiczka. Widać było każdy szczegół jego puszystego ciałka: szarą pręgę na grzbiecie, jasne futerko po bokach, naładowane ziarnem policzki, cienkie wąsiki. Pączek potrafił przychodzić na zawołanie. Ela nauczyła go tego dzięki cierpliwym zachętom smakołykami, które potem on tak uroczo pogryzał, trzymając w łapkach. To jej ukochany najlepszy przyjaciel. Ela własnoręcznie wykonała z papieru ramkę na zdjęcie, opisała Pączka w liście, jakby to on sam się przedstawił, na końcu nawet widniał podpis – odciśnięta przy pomocy soku z buraka łapka gryzonia! Zadowolona z siebie ruszyła na zajęcia. 

Lekcja rozpoczęła się. Koleżanki i koledzy z klasy po kolei opowiadali o swoich pupilach: małych i dużych psach, dostojnych kotach, Anastazja przedstawiła swojego kucyka, Marek groźnego węża, Janek kolorową papugę arę, z którą na ramieniu wyglądał jak prawdziwy pirat. W momencie, gdy Ela opowiadała o Pączku, po klasie zaczęły rozchodzić się stłumione chichoty. Chomik! Czym tu się chwalić? Na szczęście, zadzwonił dzwonek, więc Ela szybko wybiegła z klasy ze łzami w oczach. Nie została już na plastyce. Tam mieli dziś malować swoje zwierzaki. A ona ma tylko chomika, nie wytrzyma tego! Znów dziewczyny będą się z niej śmiały! 

Dobiegłszy do domu, rzuciła szybkie „cześć” mamie w kuchni i skierowała się na górę do łóżka. Chciała zniknąć, schować się przed wszystkimi.  

 — Czemu jesteś tylko chomikiem? Tu głupi…! — ale zaraz potem pogłaskała przyjaciela z miłością. — Mam tylko Ciebie! Tylko Ty mnie rozumiesz… 

Nie tylko! Jeszcze ciocia Aniela! Co prawda mieszkała w dalekiej Belgii, ale na ósme urodziny podarowała jej prezent: ogromne, różowe okulary. Co ona powiedziała? „Pamiętaj, jeśli kiedykolwiek zechcesz uciec do lepszego świata, załóż te okulary i powiedz: Bajko, bajko, zabierz mnie, hen, daleko, bo właśnie tego chcę! Wtedy przeżyjesz przygodę swego życia”. Ela tego chciała! Odgarnęła ciężką kołdrę, zajrzała pod skrzypiące łóżko i wyciągnęła je. Miały twardą, grubą oprawkę. Same w sobie były wielkości biurowego krzesła, kompletnie niezdatne do noszenia. Jak je włożyć? Ela położyła się na podłodze, przybliżywszy do nich twarz i wypowiedziała kwestię. W tym momencie, niespodziewanie, szkła zafalowały. Dotknęła je ręką. Były ciepłe i miękkie niczym budyń. W ostatniej chwili wyciągnęła rękę po Pączka i razem przeszli na drugą stronę.

Pastelowe kolory zaskoczyły ich. Jaka to różnica w porównaniu z jej ciemnym pokojem, całym w drewnie! Rozejrzała się. Tu wszystko wyglądało jak wakacje! Plaża, bawiące się piłką dzieci, wspinające się na drzewa, jeżdżące na nosorożcach, rozmawiające z pszczołą i latające z sikorką! Promienie słońca rozświetliły jej twarz, zdjęła sweter. Dostrzegła, że każdy ma tu swojego zwierzęcego przyjaciela: wszyscy idą parami z psami, kotami, końmi, motylami. Głównie dzieci, ale widać było też pojedynczych dorosłych, z czułością mówiących do swoich futrzanych czy pierzastych podopiecznych. I nikt nikogo nie oceniał, z nikogo się nie naśmiewał. 

— To, co robimy? — spytał Pączek. 

SPYTAŁ! A ona go słyszała i rozumiała. 

— Ty mówisz! Zawsze to wiedziałam! 

Tak oto rozpoczęła się ich podróż przez tę bajkową krainę. Poznawali inne dzieci, Pączek bawił się zarówno z myszkami, jak i kotami, nikt nie próbował nikogo zjeść, ani skrzywdzić. Jednak… Kiedy słońce chyliło się ku zachodowi, Ela zauważyła przechadzającą się brzegiem morza samotną postać. Mężczyzna o smutnej, zmęczonej twarzy z siekierą w ręku uważnie jej się przyglądał. 

— Szybko! Musimy iść! — pociągnęła ją za rękę Małgosia. — Wsiadajcie z Pączkiem! Pojechali na wielbłądzie Gośki w stronę jej domu. W drodze opowiedziała Eli o starym Rzeźniku, który wcale nie dostał różowych okularów od nikogo, nie był tu zaproszony, ale ukradł je ze schowka na narzędzia w pracy. Od tej pory straszy dzieci. Krzyczy, że wszystkie zwierzęta to mięso, że nic nie czują ani nic nie rozumieją, że nadają się tylko na gulasz. W największym zagrożeniu są osoby z dużymi zwierzakami. Ela, choć strachliwa z natury, oburzyła się. Ten piękny świat miałby zostać zniszczony, bo jakiś staruch chce zjeść obiad?! Ona na to nie pozwoli! Tej nocy ułożyły plan. 

Nazajutrz naradziły się z innymi dziećmi. Żaden z dorosłych nie podjął wyzwania. Każdy z nich wyliczył, że to niemożliwe, by się udało i kazał im siedzieć cicho, bo nie dadzą rady. Dzieci jednak wierzyły. Do drzewa przywiązali słonia Joanny, a sami skryli się w pobliskich krzakach. 

— Ojoj, jak mi źle, gorąco, brzuszek mnie boli, chyba zemdleję, może mi ktoś pomoże, ojoj… — celowo nazbyt głośno narzekał, wachlując się uszami. 

Zgodnie z przewidywaniami po kilku minutach zjawił się Rzeźnik. Rozejrzał się uważnie, a nie napotkawszy nikogo, jak nie zamachnie się siekierą nad głową słonia! Nie przewidział jednak nadchodzącej odsieczy. Całe stado zwierząt i nie mniej zaciekłe stado dzieci na czele z Elą zaczęło go gryźć, kopać, przewracać. Rzeźnik poddał się. Związany, zakneblowany, posadzony pod drzewem, krzyczał: niewdzięczne smarkacze! Ja was tu chronię, a jeść też muszę! Trawą się żywić nie będę!

Dzieci ponownie się naradziły. Przyniosły mu wegański obiad z pobliskiej restauracji, kłamiąc, że to czyste mięso. Widać było, że mu posmakowało.  

— Czemu tak nienawidzisz zwierząt? — spytała nieśmiało Ela, przybliżając swoją twarz do jego. 

— Nie nienawidzę — najedzony był mniej rozdrażniony — lecz ktoś musi pilnować porządku w tej krainie. Ja… miałem kiedyś ukochanego szczurka Sucharka. Odszedł przedwcześnie, gorzej się poczuł, nie zdążyłem go zawieźć do weterynarza. Wtedy obiecałem sobie, że już nigdy nie będę miał zwierząt. Ból po stracie jest zbyt silny. Chcę, by każdy mógł uniknąć tego okropnego uczucia bezradności i niesprawiedliwości świata. 

Dzieci pogłaskały swoje zwierzaki, rozwiązały Rzeźnika i mocno go przytuliły wszystkie razem. Następnie przytuliły go zwierzaki, dając się głaskać. 

— Naprawdę? Nigdy? A jakby jakiś szczurek… Jakby potrzebował domu? Uratujesz go? — spytała Ela, wyciągając rączkę ze znalezionym w restauracji wegańskiej jednomiesięcznym futrzakiem. — Jego mama poślizgnęła się na rozlanym oleju i wypadła z pierwszego piętra. Umarła na miejscu. Uratujesz go? Proszę… 

— Uratuję — rozpłakał się ze wzruszenia Rzeźnik i przytulił nowego przyjaciela do twarzy. Nigdy więcej nie chciał skrzywdzić żadnego zwierzaka, a świat zza różowych okularów stał się bezpieczny. 

Tego dnia wieczorem Ela wraz z Pączkiem postanowili wrócić do domu. Mama pewnie się bardzo martwiła, a Ela wiedziała już, że należy dbać o swoich bliskich. Tylko razem można uczynić coś wielkiego, a nawet uratować świat. Choćby to był świat jednego szczurka — dla niego to cały świat.


Zwyciężczyni gratulujemy i jednocześnie zapraszamy na kolejne wyzwanie.

Subscribe
Powiadom o
guest
2 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze
Paulina
Paulina
4 miesięcy temu

Naprawdę to opowiadanie zasługuje na nagrodę

Monika Syminowicz
Editor
4 miesięcy temu
Odpowiedx  Paulina

Super, że zwycięska praca Ci się spodobała. 🙂