podsumowanie wyzwania pisarskiego trup wśród grządek

Podsumowanie wyzwania: Trup wśród grządek

Na początku października wystartowało wyzwanie pisarskie pt. Trup wśród grządek, które trwało do 20.10.2021 r. , w którym trzeba było napisać kryminał o trupie znalezionym w grządkach starszej pani.

Oto zwycięska praca!

Maciej — ”Śledztwo„

Kolejny piękny dzień ciepłego lata. Ceglany parterowy domek na skraju niedużego miasteczka tonął w zieleni oplatających go winorośli, które malowniczo kontrastowały z czerwienią cegieł i przypalanym brązem belek wtopionych w ściany. Niebo prawie wolne od chmur zapowiadało upalny dzień. Skowronki jakby to wyczuwając, wyśpiewywały swoją melodię już teraz, zanim żar zaleje wszystko. Miasteczko budziło się do życia.

Drzwi domku otwarły się z hukiem. Kopniakiem dokładnie. W progu stanęła niemłoda już pani. Przeciągnęła się, ziewając, czym niebezpiecznie napięła ciasno opinającą ją koszulę nocną. Potężnej postury kobieta z wyglądu zapaśnik słynęła w mieścinie z dbałości o dom, ogród i tęgich libacji alkoholowych. Podrapała się po ponabijanej papilotami z gazety głowie, wyjęła peta z ust i splunęła.

– Oh…! – „jakiż piękny dzień na pielenie grządek” chciała powiedzieć. Tymczasem z ust wyszło – …kurwa! – gdy za stołem ogrodowym ujrzała leżącego faceta. Nie, żeby chłopa śpiącego nago w zielsku nie widziała. Widziała i to nie raz. Ją też widzieli. Ale z siekierą w głowie to jeszcze nie.

– Ja pier… – memłała w ustach peta i przekleństwa szybko dreptając do stołu. Doświadczenie jednak dało o sobie znać. Sięgnęła po słoik i jednym haustem wypiła drogocenny „kompot” ze śledzia. Przegryzła cebulkę, wypluła liścia bobkowego i zaciągnęła się mocno resztką papierosa. Spojrzała na trupa i podeszła bliżej sprawdzić co to za jeden.

– A, Henio! – rozpoznała znajomego. Letnik. Wynajmował pokój u sąsiadów.

– A skąd Ty tutaj – rzuciła ni to do siebie ni to do Henia. Nie pamiętała, żeby wczoraj przychodził. Pamiętała natomiast – i tu się skrzywiła – jak tańczyła na ławie. O, tej połamanej pod ścianą. Słabe coś te meble z kompozytów. Rozejrzała się czujnie po okolicy. Nikogo.

I dobrze, że jeszcze śpią te wścibskie ryje – przeszło jej przez myśl. Ruszyła szybko i zwiewnie niczym rozpędzona fura węgla do domu.

– Stasiek wstawaj! – Kopnęła leżącego na dywanie łysawego, pulchnego jegomościa – wstawaj łajzo. Zaraz policja będzie!

Stasiek lepszego budzika nie potrzebował. Momentalnie znalazł się w pionie, splunął na dłoń i przegładził wszystkie parę włosów na łysinie.

– Idziemy do sąsiadów. Umarlak nie ucieknie, a ja nie pozwolę, żeby było na mnie – rzuciła władczo dreptającemu za nią mężowi – po mundurowych zadzwonię potem, jak się wszystkiego dowiem.

 Gdyby ktoś w okolicy już nie spał, ujrzałby potężną kobietę w przykrótkiej koszuli nocnej otwierająca kopniakiem furtkę sąsiadów. Za nią jak cień sunął uzbrojony w tłuczek mąż. Jak okrągły mały cień na krótkich nóżkach, tłuczkiem uderzając w otwartą dłoń. Podeszli do drzwi sąsiadki. Długo „pukać” nie musieli, bo po drugim kopniaku w drzwiach stanęła wysoka sucha jak wiór starsza pani z kokiem na głowie.

– Czego tu pijanico? – Hilda Puschke przywitała ich z niemiecką gościnnością. – W samej koszuli nocnej? Czyżby jakaś impreza była?

Nie dokończyła, bo Luśka walnęła ją głową w haczykowaty nos. Niejedne drzwi tego nie wytrzymywały a co dopiero zwykły nos.

– A tera mnie słuchaj lampucero jedna. Prowadzę śledztwo! – Luśka pochyliła się nad leżącą. – Twój letnik leży goły w moim ogrodzie. Kto go tam zaciągnął?

– Luśhka, scheisse – no szo tesz thy? – mówienie z dotykającym policzka nosem było wyzwaniem. – Jha nhic nie wiem.

– A to pytam dalej – góra papilotów obróciła się do stojącego w drzwiach Stacha – dawaj tłuczek bo se fryz zepsuję.

 – Dobry! – Stach grzecznie się ukłonił, aż mu przylizane w poprzek łysiny kępki włosów stanęły sztorcem – proszę Rybko.

– Ja pytam, ty odpowiadasz – we wprawnych rękach Rybki tłuczek wykonał salto, co nie umknęło uwagi pani Puschke – ustalimy komunikację. Zadaję pytanie. Jak źle odpowiesz, to przywalę Ci tłuczkiem. Odpowiesz dobrze, to będzie Wersal. To jeszcze raz: skąd ten nagus w moim ogrodzie?

– Jakhi naghus? Jha nighdy – łup! Cios tłuczkiem trafił dokładnie w dłoń – Ajj!

Hilda patrzyła prawie nieprzytomnie to na swoją puchnącą dłoń, to na stojącą nad nią Nemezis z tłuczkiem, to w końcu całkiem przypadkiem pod kwiecistą koszulę nocną oprawczyni. Nigdy potem nie potrafiła wyjaśnić, który widok ją bardziej przeraził. Choć psychiatrzy dociekali.

– Szy moghłabyś łaskhawie powtórzyć pytanie?

– Dobra! Skąd u mnie trup? – Luśka podrzucała w dłoniach tłuczek, który nerwowo śledziła wzrokiem pani Puschke. Nie zdążyła jednak odpowiedzieć, bo przerwał jej jakiś głos. W holu gdzie toczyła się ta pełna szczerości dyskusja, znajdowały się drewniane drzwi. Do piwnicy.

– Hildziu! – dobiegał głos męża wraz z jego krokami – dół już gotowy, ale Henio gdzieś mi znikł. – Otwarły się drzwi i ukazał się w nich starszy pan w skórzanych portkach na szelkach. – Scheisse! – szpetnie zaklął. Nie takiego widoku się spodziewał. Zobaczył żonę na podłodze z bardzo odkształconym nosem. A nad nią stało w rozkroku ze sto kilo żywej nienawiści podrzucające w ręku tłuczek. Papiloty z pornosów, które zawsze go śmieszyły, jakoś teraz były mniej śmieszne. Otwarte na oścież wejście blokował mały, łysy grubas ze sterczącymi na boki resztkami włosów.

– Dobry! – Stachu wychylił się zza żony.

– No to śledztwo zakończone – Luśka triumfowała – zabiliście letnika. Nawet na ciuchy się połasiliście. Ino nie wiem skąd on w moim ogródku? Gadać, bo przywalę – uniosła tłuczek.

– Argh – zacharczała przez resztki nosa Hilda – uciekhł z phiwnicy jakh Adholf dół dlha nhiego khopał. Zdhążyłam.ajaj mojha rhęka. zdhążyłam lhedwo szucić siekhierą jhak jhusz był u Whas w oghrodzie, khiedy się drzhwi othwarły i thy żehś wyszhła. – dokończyła.

– No i dobra. Tera się nie ruszać parszywcy, bo będę tłuc – Luśka wykonała w powietrzu parę machnięć tłuczkiem w stylu co najmniej samurajskim. – To jest aresztowanie.

– Argh… mhacie nakhaz? – Hilda była jednak skrupulatną kobietą.

Łup! Tłuczek trafił w drugą dłoń.

– Aj, żahtowałam!

– Stachu dawaj telefon.

– Halo, tak tu Lujza Mamrot. Tak… mam trupa w ogrodzie. Aha, aha. Po czym wiem, że nie żyje? Nie! Pulsu nie sprawdziłam. Oddechu też. Mówi pan, że może żyć? Ma siekierę w głowie, ale co ja tam wiem… – rzucała pewnie w słuchawkę – mogłam od razu? Panie władzo gdzieżbym ja głupia takiemu detektywowi mogła w śledztwie przeszkadzać? Znasz adres, bo byłeś – uśmiechnęła się Luśka. – Ino bez kogutów. Czekamy u Puschków obok.

 – Zaraz będą – oznajmiła Rybeńka – a my sobie tu razem poczekamy. Adolfie, pozwól no do mnie. Bez łopaty, jeśliś łaskaw…

Siedzący w radiowozie aspirant Nowak kończył zapinać koszulę. Jeszcze tutaj tego nie było. Morderstwo. W końcu coś policyjnego, a nie tylko bójki pijaczków. Z tyłu siedział prokurator, którego zgarnął z domu. Wszystko będzie jak trzeba! Luśka prosiła bez kogutów, po cichu, ale nie mógł się powstrzymać. Jak prawdziwy pościg. Syreny wyły już od posterunku. Zadzwonił do miejscowej gazety. Parę zdjęć do prasy też się przyda.

 Z piskiem opon zahamowali przed domem państwa Puschke. Wyskoczyli z samochodu. Poprawił garnitur. Przez uchyloną furtkę wbiegli na posesję. Redaktor robił zdjęcia już od bramki. Przed domem leżała zakrwawiona kobieta, obok niej z naciągniętymi na głowę, skórzanymi portkami jej mąż. Przedstawiciele prawa zamarli. Nie tak sobie wyobrażali tę chwilę. Reporter za to wyobrażał sobie wiele i nie przestawał robić zdjęć. Za leżącymi stała tęga, starsza kobieta w koszuli nocnej. W ręku trzymała zakrwawiony tłuczek. Wyjęła z wielkich mięsistych ust papierosa i władczym tonem oznajmiła:

– To oni zamordowali letnika w moim ogrodzie. Przyznali się i dokonałam z chłopem obywatelskiego aresztowania.

– Dobry! – Stasiek wychylił się zza żony.

W chwili, gdy reporter naciskał migawkę, lekki podmuch wiatru uniósł koszule kobiety.

„Szanowane małżeństwo brutalnie aresztowane przez półnagą menelkę – Fotoreportaż tylko dla dorosłych” Dziennik Lokalny


Zwycięzcy gratulujemy i jednocześnie zapraszamy na kolejne wyzwanie.

Subscribe
Powiadom o
guest
3 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze
Aleksandra
Aleksandra
2 miesięcy temu

Nie wiem, czy się śmiać, czy płakać. Mega prymitywne, ani zabawne, ani kryminalne. Jakby pisała to baba ze wsi, nawet język pasuje. Nie czepiam się,ale mnie się nie podoba ta „zwycięska” praca. Tak po namysle przypomina pewną bohaterkę filmu, co to trzęsła całym gangiem. Więc nie. Zdecydowanie nie.

Last edited 2 miesięcy temu by Aleksandra
Maciej
Maciej
2 miesięcy temu
Odpowiedx  Aleksandra

Dzięki za krytykę! (-; Jednak pozostanę niezmiennie przy swoim „wsiowym” stylu. Jednakowoż zdaję sobie sprawę w swym prymitywnym postrzeganiu (i opisywaniu) ludzi i świata, że w nie każe gusta utrafiam. Nigdy na salony się nie pchałemz tekstami ale nie mógłbym nie zauważyć, że salony same do mnie przychodzą. Mile to łechta moją próżność. Takoż dziękuję jeszcze raz. (-;

Agnieszka
Agnieszka
2 miesięcy temu
Odpowiedx  Aleksandra

Aleksandro, chyba za mało książek w życiu przeczytałaś, żeby nie rozpoznać czegoś, co nazywamy konwencją, stylem, licencia poetica. Poczeka koniecznie jeszcze trochę, zanim sama zaczniesz pisać, może kiedyś Ci to wyjdzie. Życzę wytrwałości