podsumowanie wyzwania pisarskiego w mroku przeszłości

Podsumowanie wyzwania: W mroku przeszłości

Trzy dni temu zakończyło się sierpniowe wyzwanie pisarskie. Osoby biorące w nim udział musiały zmierzyć się z mroczną przeszłością bohatera, który miał znaleźć się w jednej z pięciu sytuacji.

Dostałyśmy wiele tekstów, za które bardzo dziękujemy. Miałyśmy nie lada problem z wyborem najciekawszych tekstów.

Jednak, żeby nie przedłużać. Przedstawiamy wyniki drugiego wyzwania.

Bohater siedzi przywiązany do krzesła w obskurnym pokoju

Marta Magdalena Lasik

Oto jest to, co być nie powinno i z chęcią wcisnęło by się to pod łóżko, aby tam straszyło koszmary, ale się nie da. Więc wdziera się to do oczu i nosa w całej glorii swego rozkładu i gdyby tak dało się nie oddychać, to Johannes chętnie nie oddychał by.

Nie patrzyłby chętnie. To jest wykonalne, tylko organizm jest głupi. Dlatego patrzy na rorschachowe plamy grzyba, pleśni i łuszczącej się farby. Tu jest balonik, tu słoneczko, a tu roześmiana buzia dziecka z ząbkami z czarnych glonów. Zamyka oczy. Spokój; na chwilę. Głupie uszy łowią szelest i znów patrzy, i widzi, i nasłuchuje, i wzdraga się, i klnie, bo ostatnie szarpie nadgarstkami, w które wrzyna się sznur i wszystkiego na raz; gdyby przestała pchać równoważne i między elementy, to byłby wdzięczny. Ułożyłby sobie tu i teraz, tak jak ułożył tam i wtedy.

Tam i wtedy są proste.

Tam to droga, po której obu stronach jest las, asfalt tnie prosto ku horyzontowi, a największym zagrożeniem jest łoś. Wtedy oznacza wczorajszy wieczór. Może popołudnie, ale na tych szerokościach w styczniu popołudnie nie istnieje.

Nie było łosia.

Był trumnowóz.

Volvo, ktore wyzionęło ducha i umarło na silnik. Chyba. Przymarzał do asfaltu póki nie zobaczył pożerających ciemność świateł. Wypaliły mu oczy, wgryzły się w mózg i powinni z nich wyłonić się obcy, ale nawet oni nie zapuszczają się na północ do Uppsali w środku zimy. Z auta wysiadła kobieta – chyba. Widział tylko wynaturzoną sylwetkę na tle jasności; kolejna rorschachowa plama. Odezwał się. To było coś głupiego. W ciszy usłyszał: proszę się nie martwić, panie Ejsbjörn – wypowiedziane tak paskudnie, że ani chybi mówiący(!) był Finem. W sumie to bez znaczenia. Potem była jasność, później ciemność, a po nich grzyb, pleśń, strach i drętwiejące dłonie i stopy.

Teraz już się nie boi.

Wcześniej strach wdzierał się w serce, dławił gardło. Wcześniej zaciskał się on sznurem tam, gdzie sznura nie było.

Już nie.

Wypocił go. Wypłakała, wzywając pomocy a oczy piekły go tak, że chciałby ich nie mieć.

Teraz śmieje się ciekaw, czy ktoś słucha. Historia zna przypadki, że porywacz przepadał nim zażądał okupu za ofiarę. Johannes wolałby je zapomnieć, ale pamięć wredna suka i zalewa go wspomnieniami, karmi wyobraźnię i oto umiera on w męczarniach, czekając na śmierć, która ociąga się, bo tylu zawałowców, tyle wypadków, tyle samobójców jest przed nim w kolejce.

Wzdycha i uśmiecha się do zgrzybiałego dziecka na ścianie.

Do wieczora wytrzyma.

Potem zacznie błagać o śmierć.


Bohater stoi za barierką mostu i chce się rzucić w otchłań rwącej rzeki

W tej kategorii wybrałyśmy dwa teksty. Nie potrafiłyśmy rozstrzygnąć, który jest lepszy, bo oba są naprawdę świetne.

Jakub Rykowski – “Obietnica”

rqvsqy.wordpress.com

Tak, to był koniec wszystkiego.

Stałem za barierką mostu, spoglądając w rwący nurt. Dygotałem cały, czułem się jak w krótkim rękawku na kąśliwym mrozie, a ręce trzęsły się, jak gdybym zjadł całoroczną dawkę leków uspokajających. W prawej dłoni trzymałem pistolet.

Byłem wyczerpany. Wybiegłem z domu, niczym głaz wystrzelony z katapulty, nie oglądając się za siebie i ani na chwilę nie zwalniając. Teraz, stojąc ponad płynącą rzeką, okolicznym lasem, przejeżdżającymi w oddali samochodami wiedziałem, że w chronologicznym porządku świata jestem zerem.

Łapczywie chwytałem powietrze, jakby za chwilę ktoś miał odciąć mi do niego dostęp. Krzyknąłem, a mój głos poszybował w stronę lasu niczym salwa strzał, wyganiając z drzew ptaki.

Jedną ręką trzymałem się barierki. Zacisnąłem mocno zęby, miałem przeczucie, że ich korony kruszą się, pękają, niczym zgniatana puszka piwa.

Wydarłem się po raz kolejny, uderzając stopą w popękany beton pode mną. Strzaskana konstrukcja zgrzytnęła i osunęła się w dół, a ja wisiałem, trzymając się lewą dłonią obdrapanej z lakieru barierki. Pistolet wykonał w powietrzu parę salt, po czym wpadł w nurt rzeki i popłynął z prądem.

Chciałem dźwignąć się do góry, lecz nie dałem rady. Zacząłem łkać, niczym małe dziecko, które ie dostało pożądanej zabawki.

Obiecałem matce, że to się więcej nie powtórzy. Przysięgałem, że ten gnój już nigdy jej nie skrzywdzi. Bezsenne noce wykańczały matuchnę, podczas gdy ten pieprzony alkoholik bawił się za jej pieniądze.

Od śmierci ojca minęło parę lat. Mnie łatwiej było znieść jego brak, niż matce, która posłużyła się substytutem męża w postaci hieny z przegniłym kawałkiem ścierwa zamiast serca. Jego firma splajtowała, popadł w alkoholizm i bił matkę, która ukrywała ślady, nosząc długie rękawy.

Gdy wróciłem wieczorem do domu, zastałem ją martwą, ze zmasakrowaną twarzą, rozłożoną na kuchennej podłodze. Dookoła leżały strzaskane butelki, a ojczym usnął na kanapie w salonie.

Przepraszam…

Wleciałem zapłakany do swojego pokoju, spod łóżka wyciągnąłem pudełko po butach, z którego wyciągnąłem pistolet. Pobiegłem do salonu, przyłożyłem zimną lufę do jego skroni, po czym bez skrupułów naciskałem spust, dopóki zamiast naboi słychać było ciche cykanie. Rozbryzgana pozostałość twarzy tej hieny uradowała mnie.

Teraz, gdy zwisałem, miałem przed oczami ten widok. Żałowałem tylko, że nie dotrzymałem obietnicy danej matce. Przysięga bez pokrycia nie nadaje zemście słodkiego smaku.

Zwolniłem ucisk w dłoni i runąłem w dół.

To był kres wszystkiego.


AWA

Stoję po drugiej stronie barierki i sama się sobie dziwię, co właściwie robię. Pode mną rwący nurt. Słyszę odgłos płynącej wody. Jest już ciemno. Latarnie rzucają światło, które panoszy się po moście niczym niechciany gość. Czuje zapach nocy. Zapach ciemności.

Tak, to już koniec wszystkiego. Nie ma go. Wracam myślami do tego dnia, gdy dowiedziałam się, że Kris w drodze powrotnej miał wypadek. Jego spalony mtor znaleziono na poboczu drogi. Ciała nie można było zidentyfikować. Wracał ode mnie. Długo rozmawialiśmy tego wieczoru. Powiedziałam mu, że boję się najbardziej śmierci i że któreś z nas zostanie wtedy samo.

Powiedział mi – Nie martw się. Znajdę cię wszędzie, Aniołku.

Teraz to nie ma znaczenia. To już koniec. Moja bajka, marzenie, mój sen w jednej osobie rozpadły się na milion kawałków, jakby zrobione ze szkła. Odkąd go zobaczyłam byłam jak w niebie, choć otaczała nas ciemność. Ciemność Krisa. Wszystko to, co robił było okryte tajemnicą. Jego interesy, pieniądze, ludzie, rozmowy nocną porą. kiedy mówił przez telefon surowym półszeptem – Załatw to, bałam się. Bałam się o niego. Udawałam, że nie widzę jak chowa broń pod deską w podłodze. Nie wiem czy mnie to przerażało czy właściwie cieszyło, że ma się czym bronić. I te jego różowe rękawy białej koszuli, których nie mógł już doszorować. Kiedyś widziałam, że kostki na jego dłoniach sa obtarte. Pomyślałam, że dał komuś porządny wycisk. Kiedy zapytałam go, czy nie chce żyć inaczej odpowiedział, że nie może. Że i tak go znajdą. Albo on ich albo oni jego.

– Jedyne, czego żałuję to to, że wciągnąłem cię w moją ciemność – powiedział całując mnie czule w usta. Leżeliśmy wtedy blisko siebie. Zawsze kiedy to robił, czułam jego złoty łańcuszek na mojej piersi. Na medaliku napisałam mu “znajdź swoją drogę”.

– Ale nie wyobrażam sobie życia bez ciebie – dodał po chwili.

Ja też nie potrafię bez ciebie żyć Kris. I wiem gdzie jesteś. Właśnie się do ciebie wybieram. Samobójcy idą do piekła. I choć zawsze wpajano mi, że tam jest cierpienie wiem, że nie ma większego od tego tu na ziemi bez niego. Przez ułamek sekundy czuję, że jestem bliżej. Puszczam zimną metalową barierkę. Spadam. Mam poczucie nieważkości. Uderzenie jest silne. Zaciskam oczy, wstrzymuję oddech. Opadam na dno, jednak do niego nie docieram. Nurt mnie porywa. ostatnie cząsteczki tlenu krążą w moim ciele. Szarpnięcie za ramię. Uderzenie. Czy to śmierć wreszcie? Wynurzam się. Kaszląc z trudem nabieram powietrza. Szorstka ziemia i kamienie pod plecami. Chwila ciszy. Czuję ciepłe ciało na policzku i coś jeszcze. Cienki metalowy…

– Aniołku, jestem tu.


Bohater patrzy jak jego największy wróg odchodzi z jego dzieckiem

Avada

Eria uśmiechnęła się do mnie. Nad głowami przelatywały zaklęcia, wyglądające jak jasne promienie. Nieustanne walki Opiekunów z Martwymi trwały już od dziesięcioleci. Opiekunowie dążyli do utrzymania równowagi pomiędzy dobrem a złem. Martwi chcieli przejąć totalną kontrolę nad wszystkim – ludźmi, zwierzętami, energią świata. Walczyłam z nimi odkąd skończyłam piętnaście lat. Czasem wygrywali oni, czasem my. Kiedy urodziłam Erię modliłam się do wszystkiego, w co wierzyli ludzie, by Eria nie odziedziczyła magii.

Niestety.

Najgorsze było to, że Eria kochała walkę. Zawsze szła na pierwszy front, chroniła innych zaklęciami siebie samą pozostawiając nieosłoniętą. Parę metrów za nami potężne zaklęcie zniszczyło budynek. Osłoniłyśmy się magią. Bitwa trwała już od kilku tygodni. Martwi od pewnego czasu zyskiwali coraz więcej wyznawców. Coraz więcej ludzi przechodziło na ich stronę. Tylko, że nie czekał tam obiecany raj, lecz pustka i strach. Martwi kradli energię ludzi, by wzmocnić siebie samych, przez co coraz trudniej było ich zabić.

Ręce Erii otoczyła czerwona poświata. Kiwnęła głową, jakby oczekiwała ode mnie aprobaty. Moje ręce również się zaczerwieniły. Obie wychyliłyśmy się zza zburzonej do połowy ściany domu, którego już nie było. Zaklęcia poleciały wprost na barierę Martwych. Beton eksplodował na tysiące drobnych kawałków. Kilku przeciwników zabiłyśmy, ale na ich miejscu pojawili się następni. Schowałyśmy się za ścianą, kiedy znowu nas zaatakowali.

– Mnożą się jak króliki – powiedziała Eria i roześmiała się.

Skąd brała się u niej ta wesołość? Już miałam się o to zapytać, kiedy poczułam jak nasza osłona rozpada się, a wybuch oddziela mnie od córki. Uderzyłam o krawężnik. Nie mogłam złapać powietrza. W panice rozglądałam się za Erią. Leżała paręnaście kroków ode mnie. Nad nią stał jeden z Martwych. Ukucnął przy niej. Krzyknęłam, ale Martwy nie zareagował. Wziął ją na ręce i skierował się w stronę obozu wroga. Próbowałam podnieść się z ziemi, ale wtedy poczułam jak ostry szpikulec wbija mi się między łopatki. Zachłysnęłam się. Zmusiłam się, by spojrzeć za siebie. Puste oczy mężczyzny patrzyły na mnie. Wyrwał miecz z mojego ciała, wbijając go z powrotem. Opadłam na chodnik. czułam zapach śmierci unoszący się wokół. Czułam zapach własnej krwi.

Ostatni oddech, ostatnie spojrzenie.

Zabrała mnie ciemność.


Bohater siedzi w pokoju bez klamek

Merida Holmes

Obudziła ją cisza. Nicość, dźwięk wdychanego i wydychanego oddechu w uszach. Zapomniała jakie to uczucie. Od dłuższego czasu nie mogła przeżyć ani chwili bez głosów w głowie. Sama nie wie, kiedy to się zaczęło. Na początku cieszyła się z ich obecności – zapewniały, że już nigdy nie będzie sama. Były jedynymi przyjaciółmi. Jednak z czasem zaczęła je nienawidzić, a słodka obietnica zamieniła się w groźbę. Nie próbowała się ich pozbyć. Mimo wszystkiego nie była gotowa, by je stracić. Nie poradziłaby sobie z życiem. To one podejmowały za nią decyzje, myślały za nią. One wzięły na siebie ciężar jej egzystencji. Musiała być im za to wdzięczna.

Usiadła na łóżku i rozejrzała się dookoła. Znajdowała się w niewielkim pokoju. Ściany miały kolor rażącej bieli a w drzwiach brakowało klamki. Uśmiechnęła się do siebie. Tylko ona, cisza i biel. Teraz jest jak czysta karta. Może zacząć od nowa i nikt się tutaj nie przedrze. Spojrzała na nadgarstek – czerwona mapa jej słabości. Małe, duże, cieknie, grube – wszystkie rany przypominały jej każdy upadek. Śmierć matki, dom, dziecka, gwałt. Przez krótką chwilę naiwnie wierzyła, że może być inaczej. Nigdy się nie uwolni. Poczuła znajomy stan – lęk i niepokój. Zaraz wszystko wróci na swoje miejsce.

Nigdy nie będziesz czysta.

Nie możesz zacząć od nowa.

Tęskniliśmy.

Od nas nie uciekniesz.

Zaczęła krzyczeć i walić w drzwi z całych sił.

My jesteśmy twoimi przyjaciółmi.

Kiedy drzwi się otworzyły, wpadła w ramiona wysokiej kobiety i mocno się przytuliła.

– Niech mi pani pomoże – wydusiła ze łzami w oczach.

– Lek przestał działać. – Kobieta skinęła głową do kogoś stojącego poza zasięgiem jej wzroku. – Jestem tu by ci pomóc – odpowiedziała, patrząc w jej oczy z uśmiechem i zatopiła w jej ciele ostrze strzykawki.


Bohater ucieka przez zatłoczone ulice miasta

Bernadeta Rymut – “Dla siostrzyczki”

Pędzę przez zatłoczone ulice “ukochanej” stolicy. Ludzie są zbyt zajęci własnymi sprawami, by zwrócić uwagę na wystraszonego, biegnącego młodego chłopaka takiego jak ja. Tylko gdy rozpycham się między nimi lub na nich wpadam rzucają krótkie “uważaj jak leziesz”.

Jeszcze pół roku temu nie wyobrażałem sobie, że mógłbym uciekać przed nimi. Odkąd pamiętam zawsze obiecywałem sobie, że kiedyś zrobię coś, by naprawić ten zepsuty kraj. Może jest to zbyt dużo zobowiązanie jak na tak młodego człowieka, lecz nigdy o niej nie zapomniałem.

Przyłączyłem się do Bractwa. Obrało sobie ono za cel uratować państwo od nieudolnych rządów władzy. Odkąd do nich dołączyłem cały czas mi powtarzano, że “każda sprawa wymaga poświęceń”. Posłuchałem ich. I niemalże każdego dnia patrzyłem na torturowanych i zabijanych ludzi powtarzając w myślach: “każda sprawa wymaga poświęceń.”

Dołączyłem do Bractwa, by naprawić kraj. Chciałem go naprawić dla siostry. Dla mojej małej siostrzyczki. lecz teraz nie miałem dla kogo tego robić.

Bractwo ją złapało. Nawet nie wiem dlaczego. Zobaczyłem ją po raz pierwszy od wielu tygodni właśnie w ten dzień. W dzień egzekucji.

Była ostatnia. Inni już zostali straceni. Klęczała pośrodku okrągłej sali. Cała poobijana, posiniaczona. Na jej skórze rysowała się szkarłatna pajęczyna ran. A ja stałem w tłumie nie wiedząc co robić. Przecież nie mogli tego uczynić. Była tylko dzieckiem. Nawet nie wiedziała o co chodzi. Zwierzchnik się nad nią pochylił i coś powiedział, lecz ja nic nie zrozumiałem. Stałem naiwny, że nic się jej nie stanie.

Mała i wystraszona. Wiedziała, co ją czeka. Ostatnie spojrzenie, ostatni oddech. Popatrzyła prosto na mnie. Rozpoznała mnie mimo kaptura naciągniętego na głowę. Pewnie zastanawiała się co robiłem między nimi.

Starszy brat nie starający się nawet jej ratować. Nie chciałem, by była to ostatnia rzecz jaką zobaczy w swoim krótkim życiu. Pobiegłem ku niej, lecz było już za późno. Wbili sztylet prosto w jej serce. W serce mojej siostrzyczki. Zawsze była moją dobrą, małą siostrzyczką. Dlaczego ja nie byłem dla niej zawsze dobrym, starszym bratem?

Teraz wiem, że Bractwo nigdy nie chciało uratować państwa. Chciało nim władać. Nawet jeśli miałoby iść po trupach.

Muszę ich powstrzymać. To moja kolejna obietnica. Kolejna obietnica dla siostry. Muszę ją pomścić.

Już brakuje mi tchu, ale muszę biec dalej. Cały czas spoglądam za siebie. Ciągle mnie gonią. Są coraz bliżej. Skręcam w mniej zatłoczoną ulicę. Zahaczam o coś nogą. Upadam na chodnik. Uderzam o niego głową. Widzę tylko ciemność.


Zwycięzcom jeszcze raz gratulujemy i jednocześnie zapraszamy na kolejne wyzwanie.

Subscribe
Powiadom o
guest
8 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze
Dread Nogitsune
5 lat temu

Witam. Jestem tu nowa, ale blogiem zdążyłam się zauroczyć.
Mam pytanie. Kiedy będzie jeszcze coś w stylu poradnika dla młodych pisarzy czy coś w ten deseń? Planuje któraś z was w ogóle coś takiego, czy w najbliższym czasie nie za bardzo?
Pozdrawiam.

admin
admin
5 lat temu
Odpowiedx  Dread Nogitsune

Cześć. Super, że Ci się u nas podoba. Co do poradnika, to na razie o nim myślimy, ale nie mówimy nie. 🙂

Anonimowy
Anonimowy
5 lat temu

Dziękuje za miłe słowa..to mój pierwszy tekst;)..awa

admin
admin
5 lat temu

Nie ma za co 🙂
Twój tekst naprawdę zawiera mocny przekaz emocjonalny. Urzekł nas 🙂

Krzysia Bezubik
Krzysia Bezubik
5 lat temu

Bardzo fajny pomysł z tym wyzwaniem pisarskim. Od jakiegoś czasu pomysł na wyzwanie też krąży po mojej głowie. Chociaż w całkiem innym stylu.
Gratuluję pomysłu i realizacji.
Krysia Bezubik | piszebochce.pl

admin
admin
5 lat temu
Odpowiedx  Krzysia Bezubik

Dziękujemy. 🙂

BEATA REDZIMSKA
5 lat temu

Ale fajny pomysl z tym wyzwaniem pisarskim, kiedy robicie kolejne, chetnie wezme udzial. Pozdrawiam serdecznie Beata

admin
admin
5 lat temu
Odpowiedx  BEATA REDZIMSKA

Już za piętnaście dni – 20.09.2015 🙂 Trafisz akurat na edycję specjalną. Więcej informacji znajdziesz tutaj – https://www.facebook.com/events/1694372270798351/
Serdecznie zapraszamy. 🙂