Redakcja analogowa – potrzebna czy zbędna?

z Brak komentarzy
redakcja analogowa książki

Tym razem biorę byka za rogi i zamierzam pokazać ci, dlaczego dokładam sobie pracy po ukończeniu każdego kolejnego tekstu. Czyli: dlaczego nie zrezygnowałam z redakcji analogowej?

Redakcja to temat rzeka. Jedni pisarze uważają, że powinien ją przeprowadzać dopiero redaktor przydzielony przez wydawnictwo, inni natomiast sądzą, że tekst powinien przejść jak najwięcej poprawek jeszcze zanim zostanie wysłany do wydawcy. Jeszcze przed pracą z redaktorem. Ja należę do drugiego typu, przez co często przysparzam sobie dodatkowej roboty, lecz za każdym razem wiem, że dzięki temu tekst tylko zyskuje.

Dziś chciałabym jednak zwrócić uwagę na fakt, że do redakcji nie wlicza się jedynie sczytywanie i poprawianie tekstu na ekranie. Tak po prawdzie, na monitorze nie jesteśmy wyłapać wszystkich błędów. Ciężko mi ocenić, co stoi za takim stanem rzeczy, jednak już nie raz przekonałam się o tym na własnej skórze.

I właśnie dlatego rozwiązanie stanowi przeprowadzenie redakcji analogowej książki.

Oczywiście mam tutaj na myśli zwyczajnie wydrukowanie gotowego tekstu, a następnie chwycenie za długopis i poprawianie zauważonych błędów. Wiem, wiem, żmudna praca, a jednak niezbędna, jeżeli chcemy dostrzec jak najwięcej nielogiczności oraz potknięć. Zapewne ktoś teraz podniesie głos i powie: chwila, chwila, przecież od poprawiania jest redaktor!

Zgoda. Lecz pamiętajmy: nawet najlepszy pod słońcem redaktor nadal jest jedynie człowiekiem, co oznacza, że również może popełnić błędy czy nie zauważyć naszych potknięć. Tak po prostu.

Co więcej, uważam, że to jednak my, autorzy, ponosimy największą odpowiedzialność za końcowy wygląd powieści czy też opowiadania, to nasze imię będzie zszargane, jeżeli popełnimy zbyt wiele omyłek. Reszta osób, oczywiście, pomaga nam i to w ogromnym stopniu, lecz powiem szczerze: wolę zrobić, co w mojej mocy by ulepszyć tekst zawczasu, niż później pluć sobie w brodę, że tego nie zrobiłam - nieważne z jakiej przyczyny.

Wielu autorów podczas redakcji analogowej dodatkowo czyta tekst na głos, co uważam za świetny pomysł. Często prościej jest wychwycić niektóre błędy za pomocą zmysłu słuchu, aniżeli polegać jedynie na wzroku, który, pamiętajmy, może już być zmęczony po poprzednich poprawkach wprowadzanych przez komputer.

Mam nadzieję, że przekonałam cię do tego, jak wiele pozytywów niesie ze sobą przeprowadzenie redakcji analogowej. Jeśli nigdy tego nie robiłeś, spróbuj, a potem porównaj oba teksty, ten sprzed redakcji i ten po. Zapewniam, że różnica będzie nad wyraz widoczna.

Zdjęcie: unsplash.com

Alicja Wlazło

Niepoprawna optymistka, dla której nie ma rzeczy niemożliwych. Nie poddaje w wątpliwość istnienia smoków; upiera się nawet, że w przeszłości udało się jej jednego oswoić. Fantastyka to jej żywioł. Nawiedza ją milion pomysłów na minutę i obawia się, że nie starczy jej życia na spisanie chociażby części.
Alicja Wlazło