Ścieżka pisarza – blaski i cienie cz. 2

z 2 komentarze

W Internecie krąży wiele poradników, mówiących o tym, jak wygląda ścieżka pisarza od samego momentu napisania, aż do wydania książki. Jeden z naszych polskich autorów pokazuje, jak to wygląda naprawdę. Dwa pierwsze punkty poznałeś we wcześniejszym wpisie, czas na kolejne.

wojciech-gunia-jas-459x305


Wojciech Gunia, pisarz urodzony 1983 w Nowym Sączu oraz absolwent Wydziału Polonistyki UJ, debiutował w 2013 roku w antologii Po drugiej stronie – weird fiction po polsku. Rok później ukazał się jego zbiór opowiadań Powrót, uznany przez wielu czytelników i krytykę za jedną z najoryginalniejszych i najlepszych książek polskiej literatury grozy ostatnich lat. Publikował także w magazynach „Trans/wizje”, „Nowa Fantastyka”, „Brama”, „OkoLica Strachu” i „Histeria”, zaś jako tłumacz pomagał zaznajomić polskich czytelników z prozą Thomasa Ligottiego. W tym roku ukazała się jego powieść grozy Nie ma wędrowca.  Prozaik, okazjonalnie tłumacz i bloger - prowadzi popularny wśród zdeklarowanych pesymistów blog Labirynt z liści, poświęcony ciemnym pograniczom literatury, filozofii i psychologii.


3. Nie bój się pisać źle

Oczywiście lepiej, żebyś pisała/ł od razu dobrze, ale nie miej obaw, że napiszesz coś kiepskiego. No, zdarza się. Kto nigdy nie wdepnął w psią kupkę, niech pierwszy rzuci kamień. Ostatecznie twój kiepski tekst wzbudzi co najwyżej czyjś uśmieszek politowania (nie miej złudzeń, nawet twój dobry tekst wzbudzi czyjś uśmieszek politowania). Na tym kończą się możliwe konsekwencje napisania złego utworu. Nie umrze od niego mały kotek. Rosjanie nie zrzucą bomby kasetowej na dziecięcy szpital. To tylko słowa. Przynajmniej na początku. Naukę chodzenia znaczą siniaki (pozdrawiamy z okazji tej sentencji Paolo C. O, właśnie. Paolo C. notorycznie pisze źle i co? Widzisz, żeby się tym przejmował?)

4. Tego, co złe, staraj się raczej nie publikować

„Ha! I tu cię mam, przemądrzała kutasino!” - krzyczysz pewnie. „Obłudnie mówisz „nie bój się pisać źle”, a potem „Jak już napiszesz źle, to nie publikuj”. Zink też tak pisała, to ją wyśmiałeś.” No więc spokojnie, już uspokajam, już tłumaczę. Otóż, większość ludzi zajmujących się słowem pisanym jest wyposażona w pewien zmysł pozwalający ocenić, czy dana praca jest dobra, czy jej przeznaczeniem jest klawisz DELETE. Ten instynkt nie działa od razu, zazwyczaj po jakimś czasie. W dodatku rozwija się wraz z nabieraniem doświadczenia. Więc jeżeli przed chwilą napisałaś/eś epicką epopeję albo traktat metafizyczny i roznosi cię duma, to zaparz sobie coś do picia, idź na spacer, a o napisanym zapomnij. Zapisz, zamknij, zapomnij. Wróć za jakiś czas, najlepiej jak już sama/sam zapomnisz o tym, co napisałaś/eś i przeczytaj na zimno. Jeżeli nie zabije cię na miejscu poczucie zażenowania, to znaczy, że można się zabrać za gruntowną redakcję. Jak zredagujesz, to podeślij swoim beta-czytelnikom. Warto mieć beta-czytelników, byle byli ludźmi szczerymi, a nie bandą psiapsiółek i funfli, dla których jesteś boginią/bogiem, bo złożyłaś/eś trzy zdania w jeden akapit. Warto mieć w tej grupie kogoś, kto ma już jakieś doświadczenie w dżungli zwanej branżą wydawniczą. Takich mistrzów survivalu znajdziesz prędzej czy później na forach. Prędzej czy później ktoś ci pomoże. Chyba, że trafisz na zawistnego zbója, ale tego nikt nie wykluczy, podobnie jak tego, że nie zachorujesz na raka albo nie potrąci cię samochód. Uwagi beta-czytaczy traktuj poważnie i jeśli któryś z nich wytknie ci konkretne błędy, to nie usuwaj go od razu z grona znajomych na Facebooku, nie przecinaj przewodów hamulcowych w samochodzie Zdrajcy, tylko podziękuj. Prawdopodobnie ten dobry człowiek umniejszył nieco ciężarowi masowego seansu nienawiści, na jaki się narażasz pchając w świat swój tekst.

Punkt ten właściwie sprowadza się do krótkiego, żołnierskiego „Bądź, k..., cierpliwy i pokorny”. I miej do swojej twórczości dystans. Im więcej pokory i dystansu, tym szybsza nauka i mniej cierpień przy redaktorskich operacjach, gdy przyjdzie Ten Moment. Wiem, trudne, ale pamiętaj, że ludzie zapomną o wszystkich twoich dobrych tekstach, jeżeli raz wciśniesz im parującego, brązowego klocka zawiniętego w gazetowy papier. Zastanów się, czy chcesz być kojarzony jako ten, kto pachnie kupą. Chyba, że wszystko ci jedno, bo jesteś już geniuszem i masz gdzieś ludzkie opinie, ale jeśli tak, to już twój problem.

5. Myśl dużo o fabule i postaciach

Planuj, rozważaj, rysuj mapy myśli i schematy. Twórz szczegółowe konspekty. Albo nie myśl w ogóle. Olej planowanie. Lem, pisząc „Solaris”, pisał je po to, by samemu dowiedzieć się jak rozwinie się sytuacja, którą opisał w scenie, gdy Kelvin trafia na stację. Po prostu musisz metodą prób i błędów dotrzeć do własnego sposobu na efektywną pracę. Są pisarze, którzy po sporządzeniu wyczerpującego konspektu tracą jakąkolwiek motywację do pisania. Historia została wypowiedziana i przestaje być dla nich ekscytująca. Książka powstała pod takim przymusem również nie będzie ekscytująca, ponieważ – niestety – w tekście widać jak na dłoni, kiedy autor się męczył, kiedy mu się nie chciało. To po prostu przenika w tekst. A są też tacy pisarze, którzy bez uprzedniego planowania po prostu się pogubią, wpadną w sprzeczności i bełkot i tak się zaplątają, że całą robotę szlag trafi. Nie ma tu żadnej reguły. Poza jedną – zanim zaczniesz pisać, zastanów się O CZYM chciałbyś napisać. O czym ma mówić tekst na poziomie wartości bądź metafory.

Aha. Jedna sprawa: nie musisz być dobrym opowiadaczem historii, storytellerem. Nell Zink twierdzi, że pisarstwo jest zajęciem dla kompulsywnych storytellerów, ale to bujda na resorach, a jeśli nie bujda, to taka pół-prawda. Są świetni storytellerzy będący miernymi pisarzami, jak i są świetni pisarze, u których storytelling właściwie nie istnieje. Storytelling nie jest tożsamy z literaturą. To od ciebie zależy, jak chcesz się wypowiedzieć, jaki rodzaj narracji będzie najlepiej służył temu, o czym chcesz napisać.

Zdjęcie: unsplash.com - Bench Accounting
Grafika na zdjęciu: Monika Syminowicz

 

Monika i Alicja

Monika i Alicja

Dwie dziewczyny nie potrafiące żyć bez pisania. Dzięki niemu zyskały przyjaźń na całe życie. Piszą głównie w nurcie fantasy i dzielą się swoją wiedzą zdobytą na kursach kreatywnego pisania, jak i poprzez własne doświadczenie.
Monika i Alicja