Ścieżka pisarza – blaski i cienie cz. 4

z Brak komentarzy

Prawdziwą ścieżkę pisarza od momentu napisania, aż do jej wydania zna tylko pisarz, który przez nią przeszedł. Wojciech Gunia zna ją całą od podszewki i podzielił się dziesięcioma krokami do tego, by mieć możliwość spełnienia swojego marzenia.

Jako, że jest to ostatni wpis z cyklu to zapraszamy do zapoznania się z wcześniejszymi postami, by nie ominąć żadnego z tych kroków.

Pierwsza część wpisu - o motywacji i finansach podczas pisania.

Druga część wpisu - o złym pisaniu i myśleniu o fabule oraz postaciach.

Trzecia częśc wpisu - o ćwiczeniu stylu, napisaniu debiutu i wysyłaniu do wydawnictw.

wojciech-gunia-jas-459x305


Wojciech Gunia, pisarz urodzony 1983 w Nowym Sączu oraz absolwent Wydziału Polonistyki UJ, debiutował w 2013 roku w antologii Po drugiej stronie – weird fiction po polsku. Rok później ukazał się jego zbiór opowiadań Powrót, uznany przez wielu czytelników i krytykę za jedną z najoryginalniejszych i najlepszych książek polskiej literatury grozy ostatnich lat. Publikował także w magazynach „Trans/wizje”, „Nowa Fantastyka”, „Brama”, „OkoLica Strachu” i „Histeria”, zaś jako tłumacz pomagał zaznajomić polskich czytelników z prozą Thomasa Ligottiego. W tym roku ukazała się jego powieść grozy Nie ma wędrowca.  Prozaik, okazjonalnie tłumacz i bloger - prowadzi popularny wśród zdeklarowanych pesymistów blog Labirynt z liści, poświęcony ciemnym pograniczom literatury, filozofii i psychologii.


9. Sprzedaj

Hahaha. Jak już znajdziesz zainteresowanego wydawcę, nie ciesz się, że właśnie złapałeś pana Boga za nogi, bo może chwyciłeś wściekłego rottweilera za ogon. Może się okazać, że przez nieuwagę wysłałaś/eś tekst do wydawnictwa vanity press. Taki wydawca odpowie ci już po paru godzinach. Ale to śliczne światełko w ciemnościach to tylko wabik przed paszczą paskudnej ryby głębinowej. Publikacja w vanity press wprawdzie pozwala zobaczyć swoją książkę w formie fizycznej, ale poza tym przypomina założenie na siebie obrzyganego płaszcza i publiczną defekację albo przyznanie, że lubi się seks z dziećmi i nieboszczykami. Trudno zmazać z siebie to piętno. Owszem, zdarzają się w trybie vanity press niezłe książki i twoja być może do takich będzie należeć (być może...), ale szczerze mówiąc, łatwiej znaleźć smaczne parówki sojowe albo Polaka, który nie poluje na gratisy i promocje niż w vanity press pozycję, która nie śmierdzi żenadą. Lepiej poczekać. Pomijając już to, że to ty chciałeś, żeby ci zapłacili za publikację, a nie żeby jeszcze zdzierali ciężką kasę za wydrukowanie surówki bez redakcji i korekty, z ohydną okładką ze zdjęciem ściągniętym z taniego stocka, na tanim papierze, drukiem cyfrowym i kiepskim klejeniem.  Vanity press to jedno. Może wpadłaś/eś w maszynkę do mięsa i wydawca chętnie wyda twój tekst, ale wcześniej tak go zmasakruje, że będziesz się zastanawiała/ł, czy to jeszcze praca twojego autorstwa. Chyba, że chcesz po prostu widzieć własne nazwisko na okładce i w sumie wszystko ci jedno jakim kosztem, byle było. Spoko.

Poza tym: jeżeli już tak bardzo chcesz ZAROBIĆ, to sprawdź, jaką dystrybucję oferuje wydawca. Na ile lat oddajesz mu prawa do tekstu. Jakie formy (druk, ale czy e-book?) przewiduje. Oczywiście, wszystko metodą małych kroków.  Nie od razu zaproponują ci milion złotych zaliczki i sprzedaż do agencji zagranicznych za twój tomik wierszy o zachodach słońca.

10. Pisz

Ale nie dlatego, żeby nie wypaść z obiegu, czytelniczej pamięci, czy żeby dostarczyć jeszcze w danym roku na rynek trzy następne powieści o tym samym, czyli o niczym. Pisz, żeby ćwiczyć, rozwijać się, lepiej rozumieć samego siebie oraz to, co (i jak) chce się mówić. Prawdopodobnie nie zostaniesz milionerem, co gorsza, nawet nie doczekasz się swojego hasła na Wikipedii, chyba że sam je stworzysz. Jeśli nawet zostaniesz znanym, rozpoznawalnym pisarzem i zdecydujesz się na ZAWODOSTWO, i tak będziesz musiał łatać budżet jeżdżąc na chałturki po gminnych domach kultury (ale pomyśl, jak będzie przyjemnie, gdy na takie spotkanie przyjdzie ktoś inny niż twoja rodzina i znajomi). Dlaczego? Bo żyjesz na kulturalnym wypizdowie, gdzie się nie czyta, a jak czyta, to na ogół książki kucharskie, poradniki „Jak być szczęśliwym w dziesięciu prostych krokach” i wypociny celebrytów. Może wydadzą cię kiedyś za granicą, a może nie, a jeśli tak, to nikt nie mówi, że zarobisz fortunę. Bo prawdopodobnie nie zarobisz. Ludzie będą gnoić twoje książki na LubimyCzytac.pl pisząc, że jesteś grafomanką/grafomanem, beztalenciem i powinnaś/powinieneś się zabić (pod warunkiem że będziesz mieć szczęście i ktoś w ogóle cię przeczyta). Wydawca będzie się nie raz i nie dwa obcyndalał z rozliczeniem. Będziesz słać błagalne maile zastanawiając się, czy przygotowane do wysłania przedsądowe wezwanie do zapłaty nie jest piłowaniem gałęzi, na której się siedzi. Kasjerka w Biedronce nie będzie patrzeć na ciebie jak na boginię/boga literatury (kto wie, może ona sama pisze, w dodatku lepiej niż ty?). Nie licz też na to, że pisanie nie zrobi z ciebie lepszego człowieka. Patrz na takiego Jacka Piekarę albo Rafała Ziemkiewicza: tyle napisali i co z nich wyrosło? 

Mimo wszystko pisz.

Zdjęcie: unsplash.com - Bench Accounting
Grafika na zdjęciu: Monika Syminowicz

 

Monika i Alicja

Monika i Alicja

Dwie dziewczyny nie potrafiące żyć bez pisania. Dzięki niemu zyskały przyjaźń na całe życie. Piszą głównie w nurcie fantasy i dzielą się swoją wiedzą zdobytą na kursach kreatywnego pisania, jak i poprzez własne doświadczenie.
Monika i Alicja