zostać pisarzem

Ścieżka pisarza – Zżyj się ze swoją twórczością

Zastanawiałeś się jak to jest być naprawdę pisarzem? Jak wygląda ścieżka prowadząca do wydania książki i zostania sławnym pisarzem? Jeden z polskich autorów opowie ci, jak wygląda ona w rzeczywistości. 


Wojciech Gunia, pisarz urodzony 1983 w Nowym Sączu oraz absolwent Wydziału Polonistyki UJ, debiutował w 2013 roku w antologii Po drugiej stronie – weird fiction po polsku. Rok później ukazał się jego zbiór opowiadań Powrót, uznany przez wielu czytelników i krytykę za jedną z najoryginalniejszych i najlepszych książek polskiej literatury grozy ostatnich lat.


Publikował także w magazynach „Trans/wizje”, „Nowa Fantastyka”, „Brama”, „OkoLica Strachu” i „Histeria”, zaś jako tłumacz pomagał zaznajomić polskich czytelników z prozą Thomasa Ligottiego. W tym roku ukazała się jego powieść grozy Nie ma wędrowca.  Prozaik, okazjonalnie tłumacz i bloger – prowadzi popularny wśród zdeklarowanych pesymistów blog Labirynt z liści, poświęcony ciemnym pograniczom literatury, filozofii i psychologii.


Kiedy Nell Zink opublikowała krótki tekst pt. „Jak zostać pisarzem w dziesięciu łatwych krokach”, przeczytawszy go wpierw zatrząsłem się z oburzenia, a później ze śmiechu. Nie od dziś wiadomo, że żyjemy w kulturze neomagicznej, w której amulety i zaklęcia zastąpiły poradniki. Im krótsze i głupsze, tym lepsze.

Kiedyś, chcąc zostać bogatym, wyjść dobrze za mąż, pozbyć się kurzajek z nosa albo sprawić, by na sąsiada, którego krowy wchodziły nam w szkodę, spadła jakaś plaga, szło się do baby mieszkającej na skraju wsi. Baba przepisywała jakieś maścidło, którym przy pełni księżyca należało się natrzeć, a następnie na golasa obrócić się trzy razy na prawej nodze przez lewe ramię, szepcząc jakąś inkantację. Trudno ocenić, czy te sposoby działały. Prawdopodobnie nie. Jest to cecha, która łączy je ze wszystkimi poradnikami „Jak w dziesięciu łatwych krokach… coś tam coś tam”. Także z felietonem pani Zink. Tak naprawdę nie ma dziesięciu łatwych kroków, dzięki którym zostaje się pisarzem, tak jak nie ma dziesięciu łatwych kroków, by stać się szczęśliwym człowiekiem, dobrym rodzicem, świetnym kochankiem i idealnym pracownikiem. Dziesięć kroków rzadko kiedy wystarcza, żeby kupić bułki na śniadanie.

Poniższe dziesięć punktów miało być początkowo parodią objawionych mądrości szanownej Nell, ale po namyśle postanowiłem napisać delikatną polemikę, a przy okazji kilka wskazówek dla tych, którzy chcieliby się zająć pisaniem, a nie wiedzą od czego zacząć i w jak paskudny kanał się pakują.

1. Zastanów się nad swoją motywacją, ale nie przesadzaj

Piszesz, bo marzysz o życiu z pisania? Piszesz, bo w głowie powstają Ci ciągle nowe historie, ale nikt z rodziny i znajomych nie chce ich już słuchać? Piszesz, bo tak wyrzucasz z siebie lęki i to, co uprzykrza Ci życie? Piszesz, bo uważasz, że masz światu coś ważnego do zakomunikowania? Piszesz, bo naczytałeś, naoglądałeś i nasłuchałeś się tyle historii, że po prostu musisz ulepić z nich jakąś własną?

Piszesz bo (wstaw powód)?

Super. Każdy powód jest tak samo dobry. Kiedy ktoś wrzuca do wody kamień, ludzie patrzący na rozchodzące się kręgi raczej nie zastanawiają się jakiego kształtu i koloru był ten kamień. Albo, mniej górnolotnie ujmując, kiedy narobi na Ciebie gołąb, prawdopodobnie nie będziesz zainteresowany tym, czy był to gołąb gdański wysokolotny, krymka białostocka czy zwykły skrzydlaty szczur miejski spod budki z obwarzankami. Twoja motywacja jest ważna dla Ciebie – ale nie dla czytelnika. W zależności od niej prawdopodobnie trafisz w określony segment rynku wydawniczego i czytelniczego, ale żaden jej rodzaj nie zapewni Ci taryfy ulgowej w tym darwinowskim środowisku.

2. Pomyśl o finansach, czyli ZNAJDŹ SOBIE PRACĘ

Zanim zostaniesz szanowanym klasykiem, którego zaprasza się na państwowe uroczystości, zanim polecisz pierwszy raz swoim prywatnym samolotem albo dostaniesz lukratywny kontrakt reklamowy od znanej marki samochodów… Stop. Zanim zaproszą Cię na spotkanie do domu kultury w Twojej rodzinnej miejscowości i zanim za kasę z książek zdołasz kupić dziecku zestaw ciastoliny, upłynie trochę czasu. Prawdopodobnie więcej niż mniej, więc znajdź sobie pracę. 

Nie ma określonej pracy idealnej dla pisarza. Możesz zostać copywriterem, możesz być dziennikarzem, ale możesz też być telemarketerem, magazynierem albo pracownikiem budowlanym. Może marzy Ci się, by niczym Borges objąć we władanie biblioteczne królestwo, ale nie zapominaj, że taki Bukowski przez ileś tam lat był szeregowym listonoszem. Kafka był urzędnikiem zakładu ubezpieczeniowego, a Bruno Schulz i Stefan Grabiński  pracowali jako nauczyciele.

Pisarz powinien mieć pracę z trzech powodów: pierwszy to pieniądze, drugi to ludzie i relacje między nimi. Pieniądze zagłuszą wymówki Twojej rodziny, że zajmujesz się pierdołami. A ludzie w pracy mówią. Przynajmniej na ogół. Opowiadają historie swoje, swoich znajomych, rodziny i zasłyszane. Lubią się, walczą ze sobą, podgryzają, knują. Słuchaj i obserwuj, bo to jest rezerwuar najlepszych pomysłów, powiedzonek, dialogów, najlepsza szkoła psychologii postaci.

* A, jeszcze został trzeci powód, dla którego dobrze jest mieć „zwyczajną” pracę. Otóż, pracując jak zwykły człowiek nigdy nie zapomnisz, że mimo wydanych tytułów, które może nawet komuś się spodobają i może staną się dla kogoś ważne, ciągle jesteś zwykłym człowiekiem. To jest cholernie ważne, o ile nie najważniejsze.

3. Nie bój się pisać źle

Oczywiście lepiej, żebyś pisał od razu dobrze, ale nie miej obaw, że napiszesz coś kiepskiego. No, zdarza się. Kto nigdy nie wdepnął w psią kupkę, niech pierwszy rzuci kamień. Ostatecznie Twój kiepski tekst wzbudzi co najwyżej czyjś uśmieszek politowania (nie miej złudzeń, nawet Twój dobry tekst wzbudzi czyjś uśmieszek politowania). Na tym kończą się możliwe konsekwencje napisania złego utworu. Nie umrze od niego mały kotek. Rosjanie nie zrzucą bomby kasetowej na dziecięcy szpital. To tylko słowa. Przynajmniej na początku.

Naukę chodzenia znaczą siniaki (pozdrawiamy z okazji tej sentencji Paolo C. O, właśnie. Paolo C. notorycznie pisze źle i co? Widzisz, żeby się tym przejmował?)

4. Tego, co złe, staraj się raczej nie publikować

„Ha! I tu cię mam, przemądrzała kutasino!” – krzyczysz pewnie. „Obłudnie mówisz „nie bój się pisać źle”, a potem „Jak już napiszesz źle, to nie publikuj”. Zink też tak pisała, to ją wyśmiałeś.” No więc spokojnie, już uspokajam, już tłumaczę. Otóż, większość ludzi zajmujących się słowem pisanym jest wyposażona w pewien zmysł pozwalający ocenić, czy dana praca jest dobra, czy jej przeznaczeniem jest klawisz DELETE. Ten instynkt nie działa od razu, zazwyczaj po jakimś czasie. W dodatku rozwija się wraz z nabieraniem doświadczenia. Więc jeżeli przed chwilą napisałeś epicką epopeję albo traktat metafizyczny i roznosi Cię duma, to zaparz sobie coś do picia, idź na spacer, a o napisanym zapomnij.

Zapisz, zamknij, zapomnij.

Wróć za jakiś czas, najlepiej jak już sam zapomnisz o tym, co napisałeś i przeczytaj na zimno. Jeżeli nie zabije Cię na miejscu poczucie zażenowania, to znaczy, że można się zabrać za gruntowną redakcję. Jak zredagujesz, to podeślij swoim beta-czytelnikom.

Warto mieć beta-czytelników, byle byli ludźmi szczerymi, a nie bandą psiapsiółek i funfli, dla których jesteś bogiem, bo złożyłeś trzy zdania w jeden akapit. Warto mieć w tej grupie kogoś, kto ma już jakieś doświadczenie w dżungli zwanej branżą wydawniczą. Takich mistrzów survivalu znajdziesz prędzej czy później na forach. Prędzej czy później ktoś Ci pomoże. Chyba, że trafisz na zawistnego zbója, ale tego nikt nie wykluczy, podobnie jak tego, że nie zachorujesz na raka albo nie potrąci Cię samochód.

Uwagi beta-czytaczy traktuj poważnie i jeśli któryś z nich wytknie Ci konkretne błędy, to nie usuwaj go od razu z grona znajomych na Facebooku, nie przecinaj przewodów hamulcowych w samochodzie Zdrajcy, tylko podziękuj. Prawdopodobnie ten dobry człowiek umniejszył nieco ciężarowi masowego seansu nienawiści, na jaki się narażasz pchając w świat swój tekst.

Punkt ten właściwie sprowadza się do krótkiego, żołnierskiego „Bądź, k…, cierpliwy i pokorny”. I miej do swojej twórczości dystans. Im więcej pokory i dystansu, tym szybsza nauka i mniej cierpień przy redaktorskich operacjach, gdy przyjdzie Ten Moment.

 Wiem, trudne, ale pamiętaj, że ludzie zapomną o wszystkich Twoich dobrych tekstach, jeżeli raz wciśniesz im parującego, brązowego klocka zawiniętego w gazetowy papier. Zastanów się, czy chcesz być kojarzony jako ten, kto pachnie kupą. Chyba, że wszystko Ci jedno, bo jesteś już geniuszem i masz gdzieś ludzkie opinie, ale jeśli tak, to już Twój problem.

5. Myśl dużo o fabule i postaciach

Planuj, rozważaj, rysuj mapy myśli i schematy. Twórz szczegółowe konspekty. Albo nie myśl w ogóle. Olej planowanie. Lem, pisząc „Solaris”, pisał je po to, by samemu dowiedzieć się jak rozwinie się sytuacja, którą opisał w scenie, gdy Kelvin trafia na stację. Po prostu musisz metodą prób i błędów dotrzeć do własnego sposobu na efektywną pracę.

Są pisarze, którzy po sporządzeniu wyczerpującego konspektu tracą jakąkolwiek motywację do pisania. Historia została wypowiedziana i przestaje być dla nich ekscytująca. Książka powstała pod takim przymusem również nie będzie ekscytująca, ponieważ – niestety – w tekście widać jak na dłoni, kiedy autor się męczył, kiedy mu się nie chciało. To po prostu przenika w tekst. A są też tacy pisarze, którzy bez uprzedniego planowania po prostu się pogubią, wpadną w sprzeczności i bełkot i tak się zaplątają, że całą robotę szlag trafi. Nie ma tu żadnej reguły. Poza jedną – zanim zaczniesz pisać, zastanów się O CZYM chciałbyś napisać. O czym ma mówić tekst na poziomie wartości bądź metafory.

Aha. Jedna sprawa: nie musisz być dobrym opowiadaczem historii, storytellerem. Nell Zink twierdzi, że pisarstwo jest zajęciem dla kompulsywnych storytellerów, ale to bujda na resorach, a jeśli nie bujda, to taka pół-prawda. Są świetni storytellerzy będący miernymi pisarzami, jak i są świetni pisarze, u których storytelling właściwie nie istnieje. Storytelling nie jest tożsamy z literaturą. To od Ciebie zależy, jak chcesz się wypowiedzieć, jaki rodzaj narracji będzie najlepiej służył temu, o czym chcesz napisać.

Jak podobają Ci się rady od Wojciecha Gunia? Zgadzasz się z nimi?

Subscribe
Powiadom o
guest
7 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze
Marcin Królik
4 lat temu

Dzięki temu tekstowi wreszcie zrozumiałem, dlaczego zacząłem pisać. Po prostu zawsze marzyłem, by być zapraszany na uroczystości państwowe 😀 A tak na serio… pomijając przypadki spektakularnych sukcesów za pierwszym strzałem, pisarstwo to też poniekąd sztuka wyzbywania się złudzeń i różnych wyobrażeń. Najpierw przekonujesz się, że wydawcy wcale nie czekają na ciebie z otwartymi ramionami, potem – że czytelnicy niekoniecznie muszą cię rozchwytywać i że z pracy lepiej nie rezygnować. Jeśli mimo to nadal czujesz parcie, by pisać, jest spora szansa, że ci się uda. I owszem, zawsze warto pamiętać, że się jest po prostu człowiekiem. Mnie jeszcze co prawda do domu kultury w rodzinnej miejscowości nikt nie zaprosił – jak dotąd to ja narzucałem się im z pomysłami zapraszania innych pisarzy – ale za moją stukologię kupiłem sobie niedawno komputer, więc… chyba nie jest źle 😉

oxinspirationxo blogspot.com
oxinspirationxo blogspot.com
4 lat temu

Druga porada najważniejsza 🙂 Wytrwałość to podstawa, dla przyszłych pisarzy 🙂

Ilona - chillife
4 lat temu

Spodziewałam się długiego tekstu a w sumie niczego nowego się nie dowiedziałam 🙁 Szkoda, może kiedyś przyjdzie czas na rozwinięcie tematu? P.S. Rozbawiły mnie ,,kurzawki” i ,,maścidło” – to jakieś nowe słowa 😀

Monika Syminowicz
4 lat temu
Odpowiedx  Ilona - chillife

To jest tylko pierwsza część wpisu. 😉 Kolejna będzie niedługo.

Ilona - chillife
4 lat temu

A tak, ale i tak trochę krótko 🙁

Krystyna M.
4 lat temu

Te osoby, które myślą, że pisanie to taki inny rodzaj “nicnierobienia”, a pierwsza książka, o którą będą się bić wydawcy – będzie światowym bestsellerem już w dniu wydania, chyba się trochę rozczarują…

Czytelnia MasterMind
Czytelnia MasterMind
3 lat temu

9 prostych kroków to ściema, więc jako polemikę napiszę… 9 kroków :-P. Przepiękna retoryka, ale lud kupi, bo dobrze wszyscy wiemy, że wyliczanki i poradniki to najlepiej sprawdzające się tytuły :-). I co? I sam się dałem złapać. Czekam na kolejną część, może nawet coś mnie zainspiruje :-).