podsumowanie wyzwania pisarskiego zapomniany przodek

Podsumowanie wyzwania: Przeznaczenia się nie wybiera

Od połowy września do końca października trwało wyzwanie pisarskie pt. Przeznaczenia się nie wybiera, w którym trzeba było uratować świat dzięki magicznym artefaktom.

Oto zwycięska praca!

Firiel – „Igła Światła”

Udało się. Wiedziała to już w chwili, gdy otoczył ją zapach starych książek, tak  charakterystyczny dla bibliotecznych kuluarów. 

Wylądowała idealnie – naprzeciwko masywnych, drewnianych drzwi. Nim jednak zdążyła  odczuć cień satysfakcji, jej żołądkiem targnęły pierwsze mdłości. Próbując skupić się na  chwili obecnej, zacisnęła mocno dłoń na igle do włosów, ozdobionej w spory topaz. Kamień wbił się boleśnie w jej skórę, pozwalając sprowadzić myśli na właściwy tor. Chociaż dobrze wiedziała, że ten skok będzie kosztował ją kilka dni zdrowotnej absencji, było warto.  

Ona, Ellisa Morgenstern, najgorsza uczennica Akademii i najbiedniejsze stworzenie  w mieście, wyszydzane dziecko dziwki i podróżnego barda, właśnie wygrywa coroczny  Turniej Mocy. Wystarczy tylko wejść do środka i zabrać trofeum.  

Wzięła się w garść. Pchnęła drzwi, weszła śmiało do środka… 

… i zderzyła się z plecami jakiegoś rosłego mężczyzny.  

– Co do dwustu demonów?! – parsknęła zszokowana, czując narastający gniew. Ktoś ją  wyprzedził? Ale jak? Przecież seria pułapek i zadań miała zająć każdego kandydata na  przynajmniej dwie doby!  

Mężczyzna odwrócił się. Ellisa była pewna, że gdzieś go już widziała, jednak oprócz mdłości  zaczęła odczuwać irytujący ból w skroni, który utrudniał skupienie.  

– Jednak to ty. – Powiedział niskim głosem. – Świat stoi przed obliczem większego  zagrożenia, niż myślałem.  

Odsunął się od niej, dzięki czemu Ellisa mogła zobaczyć całe pomieszczenie.  

Jak przystało na tajemną komnatę, pomieszczenie stanowiło dom dla niezrzeszonej ilości pajęczaków. Kamienne ściany zdobiły stare mapy oraz tajemnicze „cosie”, pływające leniwie w słojach z formaliną, zaś na środku – gdzie wedle wszelkich prawideł powinno stać trofeum  zwycięzcy – znajdował się stół z kilkoma magicznymi kulami. Wyświetlały pojedyncze  projekcje – skupione wiązki światła, tworzące nad każdą okrąg z innym obrazem…  A w jednym z nich była Ellise, która w niewątpliwie wyjątkowy sposób pojawiała się nagle  przed drzwiami komnaty.  

– W regulaminie nie było ani słowa o tym, że nie można się teleportować. – rzuciła  zdemaskowana. – Cel jest jasny: mamy w ciągu 48 godzin znaleźć się w ostatnim  punkcie…

– … po przejściu serii zadań, które sprawdzają waszą odwagę, hart ducha, wiedzę  i człowieczeństwo. – Usłyszała surowy, damski głos. Zza stołu wyłoniła się postać kobiety.  Miała surowe rysy twarzy, a ubrana była w długi, czarny płaszcz – Mają one wyłonić tego,  który będzie godzien władać Artefaktami! My, Strażnicy Artefaktów, śledzimy wszystkich  uczestników, poszukując tego, który ocali nasz świat…  

– Że co? – przerwała jej gwałtownie Ellise – Jakimi Artefaktami? To zwykły coroczny  konkurs! Tu miał stać puchar, tu leżeć woreczek z pieniędzmi a na górze grać orkiestra  i fanfary!  

– Nie miej jej tego za złe, Normo – powiedział mężczyzna – to… Och doprawdy! – zdenerwował się, gdy Ellisa podbiegła nagle do stojącego w rogu kubła na śmieci i zaczęła  wymiotować. – Jesteśmy w gorszej sytuacji niż w najczarniejszym widzeniu Jorga  z Ellenswood! 

– Raczej ciekawszej, Russelu. – powiedział trzeci Strażnik, stojący w cieniu. Odsunął kaptur,  ukazując zbliznowacenia na twarzy. – Wszystko wskazuje na to, że nie tylko znaleźliśmy złodziejkę Igły Światła, ale też naszego Władcę. Bo przecież udało się jej użyć tego Artefaktu,  prawda?  

Gorączka. Trzeci objaw, sądząc po strużkach potu, które zaczęły ściekać jej po szyi. 

Ellisa oparła się o zimną ścianę. Igła Światła… Tak nazywał tę spinkę mężczyzna, któremu ją  ukradła rok temu. Zauroczyła ją zarówno nazwa, jak i piękny kamień, za który dostałaby tyle  złota, że nie musiałaby kraść przez rok…  

Nagle przypomniała sobie, skąd zna tego mężczyznę.  

To jemu ukradła tę spinkę…  

Zerknęła na Russela. Jego spojrzenie wyraźnie świadczyło o tym, że on nie ma luk w pamięci.  

Mężczyzna z bliznami podszedł do stołu i położył na nim złoty pierścień z czarnym  kamieniem. Po chwili wahania kobieta odpięła z szyi łańcuszek i powtórzyła gest  poprzednika. Ellise, widząc ich spojrzenia, podniosła się i chwiejnym krokiem podeszła na  środek sali. Z kieszeni wyciągnęła swój największy skarb, dzięki któremu teleportowała się tu  dzisiaj i położyła między pozostałymi.  

– Te trzy przedmioty to Magiczne Artefakty. – powiedział Russel – Norma, Gregor i ja jesteśmy Strażnikami. Od lat poszukujemy Władcy Artefaktów, który oddali od nas widmo  zguby. 

Wskazał na magiczne kule, które, jak dopiero teraz zauważyła Ellise, pokazują zmagania  każdego z jej rywali.  

– Zawierzyliśmy jednak widzeniom szanownego Jorga, według którego w tym roku  powinniśmy znaleźć nieoszlifowany diament. Osobę uczciwą, prawą, która stawi czoła  zbliżającemu się wrogowi. I pojawiłaś się TY.  

Ellise nie musiała patrzeć Strażnikom w oczy, żeby wiedzieć, że muszą być rozczarowani.  Nie jest tym, kogo się spodziewali. Jest złodziejką, oszustką, biedaczką, klnie jak szewc,  a nocami upija się tanim winem.  

– To miał być zwykły turniej. – powiedziała Ellise zachrypniętym głosem. Drżała od  gorączki. – Chciałam po prostu wygrać. Chociaż raz nie być najgorsza. Nie słyszeć śmiechu  za plecami. Mieć pieniądze na spokojny sen i dobry posiłek. Ja…  

– I postanowiłaś użyć Artefaktu do oszustwa. – zgromiła ją natychmiast Norma.  – Każdy artefakt daje tak w kość? – spytała słabo dziewczyna.  

– Ten tutaj to Pierścień Bogów. – Gregor wskazał na swój Artefakt – Dzięki niemu możesz  mieć pełną kontrolę nad inną osobą. Działa jednak tylko kilka minut, gdyż wola ludzka jest  zbyt potężna, by kontrolować ją dłużej. To zaś jest Talizman Życia. – Gregor podniósł  łańcuszek Normy, na którym kołysał się medalion z runami – Spełni jedno twoje życzenie, ale  nie za darmo. Musisz w zamian poświęcić coś bardzo ważnego. I ty musisz zdecydować co. – dodał cichszym głosem, jakby ta moc trochę go przerażała.  

Ellise czuła się coraz gorzej. Pulsujący ból w głowie i gorączka zaczęły odbierać jej resztki  sił.  

– A mówicie mi to wszystko, bo… ? 

– Głupia dziewczyno! – warknęła Norma – Czy to nieoczywiste? Użyłaś Igły. To ty jesteś  Władcą Artefaktów! Jesteś potężniejsza, niż nam się wydawało, ale to wciąż ty! I właśnie  dlatego wszyscy jesteśmy straceni!  

– Nigdy nie jest za późno. – wtrącił Russel i chociaż wciąż był zirytowany, ciągnął. – Gruntowny trening. Wiele lekcji. Dużo pracy. Musielibyśmy wyciągnąć z niej to, co  najlepsze. 

– Najważniejsze jednak – przerwał tę wyliczankę Gregor – że musisz wybrać.  – Mam wybór? – spytała, odpływając Ellise.

– Masz. I musisz go dokonać teraz, zanim zabierze cię choroba.

Podszedł do niej i złapał jej drobną twarz w dłonie. Zimny dotyk na chwilę przywrócił jej  zmysły. 

– Musisz się zmienić. Koniec z egoizmem. Koniec z oszustwami. Będziesz musiała walczyć – nie tylko ze sobą. Będziesz musiała podejmować trudne decyzje. Będziesz tracić, ale będziesz  też zyskiwać. A przede wszystkim: uratujesz świat. Pytanie jednak brzmi: czy jesteś na to  gotowa? 

Ellise zaczęła pochłaniać mgła. Oczami wyobraźni zobaczyła matkę, która wygania ją  z domu, żeby przyjąć klienta. Poczuła towarzyszące jej przez większość czasu uczucie głodu.  Dramat wyboru: czy kupić buty na zimę, czy zjeść coś pierwszy raz od trzech dni? I to uczucie  wstydu, gdy sięgała do kieszeni przypadkowego przechodnia po sakiewkę. 

Przełknęła ślinę.  

I tak nie ma nic do stracenia.  

***

Czuła ciepło koców, którymi ją otulono. Mimo to drżała.  

Czuła pulsujący ból głowy, który zabierał jej zmysły.  

Jednak wciąż jakaś myśl obijała się po jej obolałej głowie. Coś ważnego. Coś, o co chyba nie  zapytała, a powinna.  

– Zagrożenie. – wychrypiała spod warstwy koców – Kto jest wrogiem?  

– Kto? – Usłyszała ciche parsknięcie i poczuła, że ktoś nachyla się nad jej twarzą i szepcze do  ucha – Człowiek, a któż by inny?


Zwyciężczyni jeszcze raz gratulujemy i jednocześnie zapraszamy na kolejne wyzwanie.

Subscribe
Powiadom o
guest
3 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze
irena omegard
irena omegard
11 miesięcy temu

Gratuluję.Piękna opowieść.

Sebastian
Sebastian
11 miesięcy temu
  • Historia sama w sobie całkiem zgrabna. Wiadomo kto kim jest i dlaczego.
  • Choć właściciele pozostałych artefaktów wydają się być nieco nieporadni, a zwłaszcza Russel, któremu ukradła igłę z sakiewki – kojarzył ją i mimo to przez rok nie był w stanie jej namierzyć. Strażników Artefaktów, którzy przy odrobinie pecha nie są w stanie upilnować istotnych przedmiotów, nie można traktować poważnie.

I jako postacie niewiele się od siebie różnią: mówią i reagują tak samo.

  • Popracuj nad dialogami, a zwłaszcza zapisem, np.

– Nigdy nie jest za późno. – wtrącił Russel i(…)

Powinno być bez kropki po „za późno”.
To tylko jedno z miejsc, jest jeszcze kilka takich wystąpień.

  • Kuluary, zwykle to pomieszczenie w miejscach reprezentacyjnych, np. teatr, sąd. Poza tym skoro wylądowała w kuluarach biblioteki, a jest to miejsce – z definicji – w sąsiedztwie danego pomieszczenia, to zapach książek musiał być wyjątkowo intensywny.
  • Zapis liczb:

Cel jest jasny: mamy w ciągu 48 godzin znaleźć się w ostatnim punkcie…

Liczby słownie.

Jakiś czas temu czytałem opowiadanie, a właściwie książkę osoby, która miała podobny styl. Miała piętnaście lat.

W wyłapaniu takich potknięć pomaga czytanie na głos lub odłożenie tekstu na parę dni i ponowna jego lektura lub zaufana osoba, która spojrzy świeżym okiem na opowiadanie.

Kasia
Kasia
10 miesięcy temu

Bardzo mi się podoba, gratulacje 🙂